Autor Wątek: Wzorce religijne i ascetyczne do odreagowania  (Przeczytany 83862 razy)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-04, 13:33:23 »
Już mi lepiej. Tak w ogóle. Nawet na M. patrzę inaczej, mimo tego że jest wściekły, to już się go dużo mniej boję.
Tego mi było potrzeba - powiedzieć o tym i czuć, że ktoś potraktował mnie poważnie (Lilliole).
Bo w takiej terapii najważniejsza rzecz to empatyczny świadek, który ma dobry kontakt ze swoimi uczuciami (czyli jest wrażliwy).

Ja nigdy o tym nie mówiłam, a na pewno nie aż tyle, co tutaj na forum. Najpierw nie mówiłam, bo nie wolno było o nim nic powiedzieć! Nic. Zresztą wtedy nie uświadamiałam sobie powagi sytuacji. A potem, gdy już zaczęłam przełamywać to milczenie wokół naszego związku, to znajomi z niedowierzaniem kręcili głowami: M., taki złoty chłopak? Niemożliwe. I zero reakcji (zresztą nie dziwię się, ja też podtrzymywałam ten jego fikcyjny wizerunek).

Moja matka, gdy jej powiedziałam, że M. mnie tak ogranicza, że nie mogę złapać oddechu i że dlatego chcę wynająć mieszkanie, bo chcę pobyć w samotności, ukuła sobie historyjkę, że popadłam w sektę (świadkowie Jehowy, nie wiem, skąd to wytrzasnęła?) i chcę uciec od M., bo on jest bardziej silny psychicznie i nie chce dać się wciągnąć. I były szopki (płacz, namawianie mnie zebym z tym skończyła, szok!).
Nawet u psychologa, gdy raz poszliśmy, usłyszałam: mąż panią bardzo kocha, skoro przyszedł tutaj dla pani, inne nawet tego nie mają. Zresztą nie dziwię, bo (dodatkowo) była to młoda kobieta, a mąż od zawsze podobał się kobietom i były pod wrażeniem jego uroku.
Zresztą (prawie, bo zdarzały się wyjątki) każdy z otoczenia był pod wrażeniem jego uroku, opanowania, poczucia humoru, poukładania, inteligencji, itp. itd. boże!
Często nawet sami robiliśmy sobie żarty z tego, jak jest inaczej postrzegany i jak inaczej widzą go ludzie. Nawet gdy otwarcie mówił, że jest inaczej niż ktoś go postrzega, to było to odbierane jako przejaw skromności (i zachwyty większe).
Zazwyczaj było to - imponuje mi twoja szczerość i świadomość. Inni - poukładanie. Na różnych kursach RD prowadzący stawiali go za wzór, np. tego, że nie ma już wstydu w sobie, że nie zalezy mu na akceptacji innych. Hahaha, jak M. potem się z tego śmiał, bo doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że jest TOTALNIE odwrotnie. On po prostu nie mówił o swoich problemach i nie pokazywał ich na zewnątrz. A jeśli coś było złe - to ja to uosabiałam.
Doskonale umiał się ukrywać, zresztą sam na siebie mówi - stary partyzant. I dodaje, że on umie się dobrze kamuflować.

To co piszę to ma duży związek z Białym Astralem. M. jest biały jak cholera, zresztą ma wszystkie możliwe wzorce ascetyczne i czuje się lepszy z tego powodu.
Jeszcze nie spotkałam nikogo, kto tak świetnie sobie radzi z wyrzekaniem się wszystkiego. On z tego zrobił cnotę największą z największych i czuje się z tego powodu dumny.
Niestety, nie tylko podświadomie, ale również całkiem świadomie.

Tak to jest właśnie z przemocą psychiczną. Że nie wygląda to tak strasznie jak jest. Że wygląda, że łatwo to przerwać.

Tak, właśnie tak. Dziękuję, Lilliole.

Dżonny,
na razie nie będę nawet czytać tego, co do mnie napisałeś, bo po prostu czuję, że mi to szkodzi. Jestem za słaba i za bardzo odkryta, żeby sobie poradzić z odpieraniem tego.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-04, 13:17:17 »

I tak... wystarczy to sobie uświadomić, tyle że "w ciele". Nie musisz uświadomiać , jakie to trudne, ty masz zewnętrznie to, ja mam co innego, ale nie stawiaj się teraz w roli osoby która jako jedyna tutaj ma jakiś długotrwały problem, bo akurat teraz uwaga się na tobie skupiła.


to już pojechałeś po bandzie,

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-04, 13:09:38 »
Tak to jest właśnie z przemocą psychiczną. Że nie wygląda to tak strasznie jak jest. Że wygląda, że łatwo to przerwać.
« Ostatnia zmiana: 2017-10-04, 13:11:47 wysłana przez Lilliole »

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-10-04, 13:04:17 »
Napisałem, że rozśmieszył mnie opis twoich zachowań, czyli to co wg mnie jest pozytywne, czyli twoja naturalność i że z mojego punktu widzenia wszystko z tobą jest ok.

I tak... wystarczy to sobie uświadomić, tyle że "w ciele". Nie musisz uświadomiać , jakie to trudne, ty masz zewnętrznie to, ja mam co innego, ale nie stawiaj się teraz w roli osoby która jako jedyna tutaj ma jakiś długotrwały problem, bo akurat teraz uwaga się na tobie skupiła.

Z EFT ludzie uzdrawiają w jednej sesji rzeczy które ciągnęły się za nimi i 40 lat np traumy z gwałtów czy PTSD z wojny. Nie masz zrytego beretu, tylko emocje , które w tobie siedzą. Z twoim beretem jest lepiej niż z beretami 99% ludzi :) Inaczej , pewnie nie pisałbym z Tobą ;)


Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-04, 12:39:49 »
I w sumie wkur* mnie to, że Cię to śmieszy, bo dla mnie nie jest to śmieszne tylko bardzo bolesne.
Nie mam nic do Twoich uczuć, ale jeśli nie jesteś na tyle wrażliwy, zeby poczuć takie rzeczy, to po prostu o tym nie pisz, bo niechcący możesz kogoś zranić. W tym przypadku zraniles mnie.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-04, 12:28:25 »
Nie, Dżonny, nie wystarczy (bo ja świadomie o tym wiem, ale to fałszywe przekonanie siedzi dużo, dużo głębiej), jak się było niszczonym przez 20 lat, to nie jest tak łatwo wyjść z tego, bo ma się już nieźle zryty beret.

Piszesz tak, bo nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak silne mam przy nim lęki, że zaraz mnie skrytykuje, oceni, że coś zrobiłam, albo wyglądam nie tak, że będzie na mnie zły (choć on zazwyczaj twierdzi, że nie jest, a widać, że aż kipi ze złości, zresztą podnosi głos, czy mówi grobowym głosem np.), że nie będzie ze mną rozmawiał, tylko grał na moim poczuciu winy (nie będę opisywać tu, w jak chory sposób to robi, bo nie chcę mu robić wstydu).
Np. aż podskakuję, gdy wchodzi do pokoju, gdzie siedzę (prawie zawsze!). To nie jest normalne.

Kiedy udaje mi się od niego uwolnić fizycznie (a nie jest to częste, bo jesteśmy ze sobą 24h na dobę, on nie lubi, gdy chcę gdzie sama jechać, zawsze robi to ze mną), to jestem autentycznie inną osobą! No po prostu zmiana o 180 stopni. Wraca chęć dożycia, nic mi nie dolega, mam mnóstwo energii, wszystko mi się udaje. Kiedyś było tak, że raz w tygodniu gdzieś sobie sama jechałam, żeby nałapać energii. M. się na to godził, bo po takich wyjazdach było przez kilka dni lepiej.  Starczało na te kilka dni i potem znów zaczynał się koszmar. Później już starczało tylko na jeden dzień, aż wreszcie M. stwierdził, że to już nie pomaga, więc nie muszę jeździć. A ja się godzę, bo - tak jak pisałam - on doskonale wie, jak grać na moim poczuciu winy (w ogóle to ma rys psychopatyczny w osobowości).
Oczywiście, że weszłam w ten związek ze swoimi wzorcami, ale to, jak mi się pogorszyło przy nim jest wprost niewyobrażalne!

Najgorsze jest to, że on nic nie robi w temacie swoich zranień (nie uzdrawia), a ma ogromne (z dzieciństwa)! Nawet jak kiedyś chodził ze mną na RSR, czy węzły u L., to i tak mu to nie pomagało, bo się nie angażował. A chodził tylko, bo ja tam chodziłam (choć wcale tego nie chciałam, to on czuł się w obowiązku).
Wcale nie rozmawia ze mną o swoich uczuciach.
No i - tylko jego zainteresowania są ok, moje to "bzdury". Tak mi zawsze mówił (kategorycznym tonem): znów zajmujesz się tymi bzdurami? Zostaw to i lepiej się poucz na aplikację.
Teraz też pogardliwie wyraża się o moich zainteresowaniach i potrzebach.

OMG! Ale wywala mi złość!

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-10-04, 11:56:02 »
Facilite,
a mnie rozśmieszył twój post, tzn opis twoich zachowań - bo dla mnie wygląda to , że ty jestes w 100% normalna , a twoj facet się wstydzi wszystkiego i wszystkich ;) i że wystarczy, że to zobaczysz.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-04, 11:48:18 »
Dziękuję, Lilliole! Aż się popłakałam, teraz.
:*

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-04, 11:43:03 »
Facilite
brak mi słów, cholera!!!
na razie nie jestem w stanie nic napisać, więc tylko przytulam :-*

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-04, 11:02:43 »
W ogóle zauważyłem, że piękne kobiety mają dwa wyraźne wzorce, problemy, są to: poczucie zniewolenia przez mężczyzn i pomieszanie z poplątaniem w seksie. Takie kobiety w związkach często działają nieadekwatnie w stosunku do mężczyzn. 

Mateusz, nie mam nic do tych słów (ogólnie), po prostu coś we mnie mocno poruszyły, więc je wykorzystam.

W moim związku to zniewolenie jest faktem. I racja - nie reagowałam adekwatnie, bo powinnam odejść już lata temu (albo przypier* solidnie, gdy zaczęło się takie zachowanie). Ale w moim przypadku odbyło się to tak, jak w eksperymencie z gotowaniem żab. Zostałam wrzucona do letniej wody, która była stopniowo podgrzewana. Aż wreszcie się ugotowałam.
Po prostu nie zauważyłam tego faktu, bo nie było wyraźnego przekroczenia granicy. To przekraczanie odbywało się po malutku, niezauważalnie.

Zniewolenie przez umniejszanie mi. Moja samoocena związkowa leży i kwiczy.
Wszystko robiłam nie tak, jak trzeba, np. ubierałam się za bardzo kolorowo i oryginalnie, a miałam nie zwracać niczyjej uwagi (nie z zazdrości mąż tak mówił, tylko że sam nie chciał zwracać uwagi, bał się oceny). Zawsze oceniał, jak się ubrałam i niejednokrotnie słyszałam : Przebierz się, bo ja tak z tobą nie wyjdę. Albo wyglądasz jak Kasper Ololo (jakiś bohater kreskówki, nie znam za bardzo, tylko z jego słów). Czemu nie ubierasz się jak każdy inny człowiek, czemu na ciebie wszyscy zwracają uwagę i cię pamiętają? Bo zachowujesz się i ubierasz nienormlanie.
Np. jak wkładałam rozkloszowaną spódnicę, mówił "wyglądasz okropnie, jak pyza na polskich dróżkach". Jak powiedziałam to znajomemu, to po prostu go zatkało, bo jego zdaniem wyglądałam po prostu ładnie i kobieco. Oceniał nawet to, czy mogę włożyć czapkę (czy jest już dostatecznie zimno i czy ludzie noszą, jak nie noszą tzn. że będę zwracać uwagę, więc nie powinnam wkładać).
Albo jestem ubrana za ładnie, albo za brzydko, ale nigdy adekwatnie. Nigdy.
Przy czym zaznaczam, że nie chodziło nigdy o stroje wyzywające, bo tak się nie ubieram. Tylko o ich inność, wyróżnianie się na tle reszty. Choć moim zdaniem wcale nie wyróżniałam się zanadto. To on przesadzał.
Stale mnie obserwuje i ocenia, czy nie wyglądam inaczej niż inni. Nie ma dnia (gdy jesteśmy wśród ludzi), żeby nie powiedział mi: umyj się, masz ślad po czekoladzie na twarzy, albo okruszek na ustach. Wyglądasz jak brudne dziecko (po zjedzeniu loda np. Choć ja patrząc w lustro z trudem to zauważam). Przed każdym wyjście,po jedzeniu czegoś w trasie: pokaż się, czy ZNOWU czego nie ma na twarzy. I tak praktycznie cały czas!

W seksie jest to samo. Miałam o tym nie pisać, bo nie chcę pisać o nim, ale rzecz dotyczy również mnie, więc mam prawo (a poza tym on przesadza nie od dziś). Stale jest obrażony (bo coś tam zrobiłam źle), karze mnie brakiem seksu, więc prawie się nie kochamy (i tak od lat). No i też mi umniejsza.
Ostatnio powiedział coś takiego: "Wyglądasz jak chłopak. I jak tu się z tobą kochać?"!!!
A ja wcale nie wyglądam jak chłopak, wtedy po prostu opadły mi włosy, tak na kształt chłopięcej średnio długiej fryzury, bo byłam po kąpieli. Potem twierdził, że to był żart. Tak właśnie niszczy się samoocenę kobiety, przez takie "żarty". Zresztą niejednokrotnie tak robił: chodzisz jak kaczka (nawet mówił na mnie kaczuszka), plujesz jak facet (no bez jaj, że nie mogę czegoś wypluć, bo jestem kobietą!). A gdy (kiedyś jeszcze, bo teraz mam wydepilowane łydki) nie ogoliłam akurat nóg, to zawsze było, że mam męski zarost. Tak jakby kobieta nie miała włosów.
Zresztą jego ojciec robił to samo, tylko w drugą stronę. On znowu lubił te nieogolone łydki, więc gdy widział moją gładką skórę, to ciągle do tego wracał: po co to robisz, no nie wiem, może M. to lubi, więc się nie wtrącam. A jednak się wtrącał i to bardzo, w zupełnie nie swoje sprawy!

Jest jeszcze masę rzeczy, które mogłabym przytoczyć, ale nie chcę tego robić publicznie. Te o których napisałam są bardziej lajtowe.
Bo umniejszał mi też w innych dziedzinach życia (np. traktował mnie jak maszynkę do zarabiania pieniędzy, przy tym lekceważąc moją pracę i dochody, na których zresztą bazowaliśmy), po to żeby się podbudować moim kosztem.
Znajomi nic o tym nie wiedzieli, bo przy innych był zawsze spokojnym, czułym mężem.
Zresztą chce zniewalać mnie na każdym kroku. Jeśli zrobię coś bez jego aprobaty (zwykłą domową czynność, nawet jak sama coś posprzątam! A to on kocha porządek <dla mnie nie jest to tak ważne i na tym tle są też stale kłótnie>, no ale jeśli zrobię to bez jego zgody, to zaraz foch, albo agresja), to jest zły. Czemu to zrobiłaś? Nic mi nie mówiłaś, że chcesz to zrobić. Tak jakbym musiała mu się tłumaczyć z każdego mojego kroku. Prosić o pozwolenie odnośnie dosłownie wszystkiego.
No więc często pytam się go dla świętego spokoju (zwłaszcza jeśli chodzi o domowe czynności, bo mnie to bardziej zwisa niż jemu, więc tu mu oddaję palmę pierwszeństwa). Bo gdy nie spytam, to się wścieka.

Przedwczoraj znów była kłótnia o pisanie na forum (teraz to jest częste), widział, że oglądam coś na youtube i już pyta, czemu to robię. "Przecież mówiłaś, że opisujesz swoje problemy, a ty się chcesz zwyczajnie rozerwać!". I znów to samo: Chciał chyba, żebym się go spytała o to, czy mogę pisać na forum również w celach rozrywkowych, albo co najmniej go o tym informowała na bieżąco. Nic nie mogę robić bez jego zgody. Dosłownie nic.
To znaczy w jego mniemaniu, bo ja oczywiście olewam to i robię (zwłaszcza, gdy rzecz dotyczy tylko mnie). I dlatego wiecznie jest źle miedzy nami. A dobrze jest tylko po kumulacji i wielkiej zadymie. Bo kiedy staje się nieznośny (już za bardzo chce mnie ograniczyć, a do tego staje się agresywny), to ja też już nie wytrzymuję.

Głupio mi, że to wszystko opisałam publicznie (choć tak jak mówiłam - to jest tylko wierzchołek góry lodowej). Ale do tej pory u nas był to temat tabu (zawsze graliśmy idealną parę, ja bardzo chciałam w to wierzyć, chyba), więc pora to od-tabić (używając zwrotu Lilliole).

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-04, 10:00:15 »
Wczoraj chodziła za mną taka sytuacja, że ktos mi przystawia pistolet do głowy i jeszcze mnie lufą puka w głowę. Przypomniały mi sie sceny z filmów, kiedy ktoś mierzy do drugiego z broni. To tak łatwo sie ogląda.
Natomiast bycie z takiej sytuacji jest naprawdę przerażające. Można się zsikać. Czułam jak sie potwornie spinam żeby nie czuć strachu. Świadomie chciałam go poczuć w pełni, ale nie mogłam.
Obserwowałam reakcje ciała. Widziałam jak poszczególne partie mięśni spinają się - wszystko po to żeby wytłumić strach. Świadomie chciałam poczuć wszystkie emocje z tym związane, ale opór podświadomości był wielki. Dzisiaj widzę jak walczyłam sama ze sobą. Bez sensu. Sama siebie traktowałam totalnie przedmiotowo. 
Fajnie, że wczoraj zadzwoniła do mnie babka, która prowadzi ćwiczenia TRE w moim mieście. Zaczynają sie jutro. To może być znacznie lepsze rozwiązanie niż moje próby czucia na siłę.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-03, 21:58:05 »
Ok, niech więc każdy z nas pozostanie przy swoim punkcie widzenia.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-03, 21:32:03 »
Wydaje mi się że takie małżeństwo jest adekwatne do niej. Dla niego też. To być może Góra tak pokierowała, żeby tych dwoje ludzi, z takimi cechami funkcjonowało i powoli coś tam nieświadomie lub częściowo coś tam realizowało, uzdrawiało. Myslę, że ona na taką doskonałą miłość nie jest gotowa, choć i tak ma jej sporo jak na swoje wzorce; jest za bardzo zraniona, żeby ją przyjąć i doświadczać. Wszystko przed nią. Przed jej mężem też.
« Ostatnia zmiana: 2017-10-03, 21:34:10 wysłana przez Mateusz »

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-03, 21:16:47 »
Wiesz, Mato, jeśli on reaguje tak, bo go to nie rusza, to ok.
Ale najprawdopodobniej (tak wyczuwam po tym, co napisałeś) on reaguje tak, bo chce coś osiągnąć: spokój, seks z piękną żonką, itd.
A reakcja po to, żeby coś osiągnąć, to manipulacja.
Przez to, że jego reakcje nie są szczere, tylko pozorowane, nie pozwala jej się skonfrontować z wzorcem. I o to można mieć uzasadnione "pretensje" do osoby najbliższej, od której można przecież wymagać czegoś więcej niż tylko utrzymania.

Czyli tak upraszczając - wisi mu to, co ona czuje, byle on był zadowolony i zaspokojony.
Może to nie jest reakcja, której oczekiwałaby ta kobieta. Ja osobiście nie byłabym zadowolona z takiego związku i nawet gdybym nie była tego świadoma, to podejrzewam, że moje reakcje też byłyby agresywne (bo wyczuwałabym to podświadomie).

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-03, 21:06:04 »
Może trochę niewłaściwe słowo cwany. Chodziło mi o to, że wiele innych mężczyzn na jego miejscy dawno by zrezygnowało z takiego związku. Czuli by się wykorzystywani, a do tego, dlaczego by mieli cięgle znosić fanaberie żony. On natomiast jest biznesmenem, ma mnóstwo kasy, utrzymuje żonę i finansuje stadia. Wydaje mi sie, bo tak go nie znam za dobrze, że jej uroda ma duże znaczenie dla niego, kocha piękne kobiety i ma dystans do tego jak się zachowują. Myślę też że pasują do siebie i umieją sobie radzić z wadami drugiej strony.
 
« Ostatnia zmiana: 2017-10-03, 21:08:18 wysłana przez Mateusz »