Myślałam, że blokada działa inaczej, a tu jak się wchodzi bez zalogowania, to widać te wiadomości.
Dżonny, ponieważ przeczytałam to, co napisałeś, odpowiem.
Nie przypisuj sobie tak dużej roli w tym, co się dzieje. Nie chcę czytać Twoich postów na ten temat, który jest u mnie aktualnie na tapecie - czyli nadużycia ze strony męża.
Jest mi potrzebne żeby usłyszeć to, że ja byłam ofiarą, że mam prawo tak czuć, że mam prawo do tego żeby czuć się ofiarą. Ponieważ nie stawiałam się nigdy w roli ofiary, ale traktowana byłam jak kat (i miałam z tego powodu poczucie winy). Bardzo mi to pomaga, bo ofiara najpierw MUSI utożsamić się z tą rolą, odczuć ją w pełni, żeby to przekroczyć. A Twoje posty mówiły - nie zajmuj się tym, przekrocz to. Jak wtedy, gdy musiałam odejść z forum, bo Biały Astral atakował [no może trochę przesadzam z tym dramatyzmem, ale tak w sumie było].
I dlatego musiałam to olać (Twoje posty), żeby w pełni przeżyć rolę ofiary. Teraz wszystko zachodzi u mnie szybciej, szybciej też daję sobie radę z takimi wskazówkami jak Twoje (przekrocz to). Ale nadal czuję się w potrzebie, by odczuć w pełni to, że byłam krzywdzona, dlatego bardzo odpowiada mi Twoja postawa i prośba, żeby do siebie nie pisać.
Co do tego, o czym napisałeś mi na priv - to nie jest żadna tajemnica, więc napiszę to publicznie: chodziło o to, że dostrzegłeś, że mogłam być molestowana.
I przyznałam Ci rację. Bo byłam. Nie jest to dla mnie ani temat nowy, ani taki, nad którym nie pracowałam. I bardzo chcę do tego wrócić, ale w sumie na teraz zgadzam się z tym, co powiedziała mi jedna psycholog (i taka zasada panuje w psychologii): że jeśli są jakieś nadużycia obecnie (przemoc, tak jak u mnie), to najpierw trzeba zająć się tą sprawą.
Ja się na to buntowałam i zajmowałam faktycznie od dupy strony - zaczynałam od molestowania mnie w dzieciństwie. I waliłam głową w mur (choć nie do końca, coś tam jednak przerobiłam, na tyle na ile byłam w stanie).
Ale napisałam Ci, że bardzo chętnie na ten temat popiszę, bo jestem gotowa. I tak się też czuję. gdyby tylko zjawił się ktoś empatyczny, kto nie kazałby mi tego przekraczać, przy kim czułabym się bezpiecznie (przy Tobie się tak nie czuję, bo mógłbyś swoją postawą zrobić więcej krzywdy niż pożytku), to ja powitam go z otwartymi rękami.
Wysyłam więc w świat

zaproszenie: niech mi się przytrafi taka osoba, może być tutaj, może być w realu. Zapraszam

***
Temat molestowania mnie przez dziadka wyszedł pierwszy raz 10 lat temu, na regresingu.
powiedziała mi to osoba, która robiła mi sesję. Ja to potraktowałam jako ciekawostkę, bo nie czułam tego wcale, ale też nie negowałam. Potem powiedziała mi też to regreserka, która miała fajne wglądy (ja o tym nie wspominałam ani słowem). Pomyślałam sobie - coś jest na rzeczy. I zaczęłam sama drążyć.
Potem zdarzyło mi się jeszcze coś. czułam się fatalnie, dałam zbadać się jednej babie i ona powiedziała mi, że jest przy mnie dziadek. badały mnie też osoby z forum (mające doświadczenie w takich badaniach) i nie stwierdzały opętania. Ja też to odczułam po prostu jako deprechę związaną z tym, że muszę robić to, czego nie chcę. Bo kiedy postanowiłam zrezygnować z obrony doktoratu i z pracy na uczelni, to to minęło jak ręką odjął.
A wcześniej, gdy ta baba niby to zemnie zdjęła (za duże pieniądze), to nie było efektu.
No ale temat dziadka się przewijał.
Pytałam mamę, jaki dziadek miał do mnie stosunek. Odpowiedziała ze łzami w oczach (?), że mnie ubóstwiał, wręcz adorował. Dziwne słowa, jak na określenie relacji dziadek-wnuczka. Wiem prawie na pewno, że mama była molestowana przez dziadka (też od innych, a mnie wszystko dokładnie pasuje, bo ona się tak zachowuje). I była o mnie podświadomie zazdrosna, poza tym wyparła swoją seksualności przelała ją na mnie. To dlatego było mi tak ciężko. Zresztą ja też miałam takie zajawki.
Długo by pisać, a w sumie nie ma po co, bo emocje z tym związane mam już przerobione. Natomiast chciałabym się dokopać do emocji związanych stricte z tym molestowaniem. Przypomnieć sobie to i przeżyć (tzn. już coś sobie przypomniałam, o czym niżej, ale nie wiem, czy to wszystko). Wiem, że to ogromnie ciężki temat i przyjdzie na to pora, gdy będę na to gotowa, a wtedy pojawi się ktoś, kto mi w tym pomoże

Myślałam, miałam nadzieję, że to będziesz Ty, Dżonny, dobrze żarło, ale zdechło

Po tym co odwaliłeś w tym wątku nie mogę oddać Ci się w swoje ręce

Ja już coś takiego przeżywałam. Chodziłam kiedyś na grupę SLAA, a tam organizowane były warsztaty dla zaawansowanych.
Na tych warsztatach było tak, że co tydzień ktoś pisał o sobie (same hardkory leciały, inni słuchali i były zwroty. Mocne to było bardzo i wyzwalające. Dla mnie do czasu.
Bo gdy np. przeczytałam o tym, jak przypomniałam sobie, że ktoś molestował mnie jako niemowlę, oglądając moje narządy i wkładając mi palec do pochwy, to w zwrotach co się pojawiło? Wskazanie, że tak małe dzieci nie mogą tego pamiętać. Czyli zaprzeczenie moim doświadczeniom i uczuciom.
Oczywiście przestałam tam chodzić (oczywiście najpierw im wygarnęłam, choć to były tylko dwie osoby <zaprzeczające>, inne stały po mojej stronie, choć też tak jakoś nieśmiało, że tak powiem), bo pchanie się w miejsce, gdzie można być tak przygniecionym to masochizm. Mnie to tak zablokowało, że w sumie przestałam się tym zajmować na długo.
Tak właśnie mają ofiary molestowania - gdy są nierozumiane i lekceważone, gdy choć trochę się im nie wierzy, to potrafią zamknąć się na zawsze.
Mnie chyba też to doświadczenie właśnie tak zamknęło na zajmowanie się tematem. Ale teraz pora to wskrzesić, bo już tamto zdołowanie mnie tak nie rusza.
Tylko teraz będę dużo bardziej ostrożna i nie zamierzam otwierać się przed osobą, która nie jest w stanie znieść pewnych rzeczy (bo nie potrafi po prostu), albo też nie jest czegoś świadoma.
I Dżonny - ok, nie zamierzam do Ciebie pisać, to wyżej było w celu wyjaśnia tego, o czym Ty napisałeś.