Autor Wątek: Wzorce religijne i ascetyczne do odreagowania  (Przeczytany 83728 razy)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-06, 15:55:54 »
Adios, Monkas
Też już nie smagam, bo już (jak widzę, a raczej mam nadzieję) nie ma takiej potrzeby.

monkas

  • Wiadomości: 408
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-06, 15:45:37 »
Felicite

No dałem sie złapać i wykorzystać, ale w takie sado maso i wzajemne wykorzystywanie nie wchodzę, nie jest to piękne ani uczciwe, usprawiedliwa to tylko nieświaodmość i głęboka trauma dla której  teraz pojawiła się we mnie empatia mimo zranienia, dlatego żegnam się z Tobą bez chęci/potrzeby/przymusu "bata" w Twoim kierunku.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-06, 15:28:29 »
Monkas,
a Ty nie wiesz, że są intencje świadome i podświadome? Świadomie można chcieć czegoś, ale pś bruździ.
Ja dopuszczam, że sama mogę nie wiedzieć, czego dokładnie chcę (dlatego tropię takie kwiatki), ale Ty wiedziałeś lepiej.... No i się okazało, że się myliłeś ;P

Poza tym, zakładam też że tym bardziej nie można mieć pewności co do innych. Przyglądam się ich zachowaniu, temu co mówią z poziomu świadomego i przekazom ukrytym. Po to, żeby odfałszować rzeczywistość.
Czasem bywa tak, że daję się nabrać (bo bardzo chcę, żeby było dobrze) i stąd głaski, ale potem udaje mi się dojść do tego, co się pod tym kryje (stąd baty).
No ale nie tylko dlatego głaskam i biję.
Np. Ciebie pogłaskałam, bo to co wtedy napisałeś było piękne (chyba nie był to fałsz, choć nie wiem), a baty dostałeś bo POTEM zacząłeś kminić.
Zresztą to moim zdaniem zdrowe zachowanie (choć pewnie skala mojej reakcji jest nieadekwatna, bo mam niewyrażoną złość na taką postawę, a i Ty nie robisz tego pierwszy raz, choć prosiłam Cię, żebyś mi się więcej nie narzucał ze swoimi naukami), bo nie wszystko musi mi się w kimś podobać. I można o tym mówić, wyrażać to, bez agresji - i to jest ok. Ale czasem nawet agresja jest ok.

Uważam, że mam prawo się bronić, jeśli ktoś przekracza moje granice, nawet w sposób nieadekwatny do jego zachowania. Skoro jako pierwszy przekraczasz moje granice (nie pierwszy raz zresztą, choć dokładnie Ci to sygnalizowałam), to licz się, że oberwiesz batem.

I teraz, skoro już to wiesz, to po prostu: Nie zbliżaj się do mnie. No chyba że lubisz baty ;)
Ale jak będziesz zaczepiał dla samej zaczepki, to ja nie będę odpowiadać po prostu.

Aha, dopiszę jeszcze to (może Ci się przyda?): Ja widzę u Ciebie taki problem. Za bardzo kładziesz nacisk na to, co świadome (na to, czego świadomie chcesz, na świadome intencje, itd. itp.), wypierając to, co nieświadome. W ten sposób to podświadomość Tobą rządzi, a Ty ulegasz iluzji swojej "mocy".
« Ostatnia zmiana: 2017-10-06, 15:34:19 wysłana przez Facilite »

monkas

  • Wiadomości: 408
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-06, 14:41:40 »
Tak, znam i teraz też znam efekty tego w twoim życiu ... jak ci z nimi ok , to spoko , nie moja sprawa :)

A tam projektujesz na mnie cały czas żeby odreagowac i poczuć sie  lepiej, nie znasz mnie ani mojego życia. No i fakt nie Twoja sprawa.

monkas

  • Wiadomości: 408
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-06, 14:39:36 »
Felicite

>>
Proszę Cię na przyszłość (jeśli jeszcze zamierzasz się do mnie odzywać) - mów za siebie, przynajmniej jeśli zwracasz się do mnie.
Bo skąd wiesz, że ja nie mam takich intencji? Znów "wiesz lepiej" ode mnie, co czuję i co mam w środku.
>>

 Stąd wiem i tylko do tego sie odniosłem.

****
...ale nie jest to dla mnie przyjemne (konfrontacja, odpieranie argumentów, itd.) no  i niepotrzebne na ten moment. Teraz bardziej potrzebna mi jest miła atmosfera, spokój, wsparcie, empatia.
*****

Ja też nie mam intencji do konfrontacji, dlatego napisałem My.



>>Takie podejście zwyczajnie mnie wkurza i sprawia, że nie chce mi się z Tobą rozmawiać, ani wnikać w to co napisałeś.

No rozumiem, dopuszczasz że w tym momencie oceniłaś moje intencje niezgodnie z prawdą ? Bo ja NIE MAM takiego podejścia


>>Ja Ci nie piszę "Monkas, czy naprawdę chcesz to uzdrowić, czy tylko pieprzyć ogólne farmazony?". A Ty cały czas starasz się zmusić mnie do dokonania jakiegoś wyboru, narzucić swój punkt widzenia.

U mnie proces uzdrawiania dzieje się bardzo szybko nie zatrzymuję się tak długo na etapach  jak Ty, może stąd te Twoje odczucia ?, u mnie ta prędkość jest  naturalna, poza tym  ja jestem skoncetrowany na uzdrowieniu i to REALIZUJĘ cały czas, nie mam intencj popędzania Cię w niczym. Ale teraz rozumiem że masz poptrzebę dłuższego przeżywania traumy.

To ja się Ciebie teraz zapytam czy naprawdę chcesz to uzdrowić czy tylko pieprzyć i bronić swego prawa do cierpienia ?

>>
Stań się duchowym mistrzem dla siebie i zacznij uzdrawiać swoje problemy, a nie zajmuj się problemami innych (ja Cię o to nie prosiłam, wsparcie nie polega na tym, że ktoś coś na siłę stara się mi uświadomić, naciska, itd itp., zresztą pisałam Ci już kiedyś o tym, nie będę się powtarzać).
>>

Jaki duchowy mistrz ? co za BZDURY, traktuję Cię jak równą sobie i z takmi samym potencjałem,  rozmawiam z Tobą , wiec pisze jak to widzę, co działa u mnie i jak szybko, moim celem jest jedynie uzdrowienie/przekroczenie tego co powstrzymuje uzdrowienie. Potrzebujesz w Tym być OK. Ale nie projektuj na mnie tego czego we mnie nie ma. Bo ja na Ciebie niczego nie projektuje, mam dobre intencje i jestem bardzo wyczulony na to co mną powoduje.


>>Aha, wycofuje swoją uwagę o tym, że jesteś miły energetycznie  Pod maską opanowania masz ukrytą agresję.

Tak głaszczesz potem dajesz batem ale to inni mają ukryta agresję.

>>Nie mam zamiaru być wyrozumiała dla kogoś, kto - pod maską łagodności i opanowania - jest wobec mnie przemocowy.

Tak projektuj dalej przemocowość na osoby które Cię wsparły i mają czyste intencje. Na pewno jest ci to do czegos potrzebne. Nie przekroczenie strefy komfortu ?

Nie jestem przemocowy Felicite, nie w tym momencie i ok teraz po Twojej reakcji bardziej Cię rozumiem i czuję co jest do uzdrowienia, wspieram Cię w tym  oczywiście w mojej intencji. Ale z dalszą rozmową dajmy sobie spokój aż sama sobie z Tym poradzisz po prostu. Teraz widze że forum nie jest dobrym miejscem do takich procesów i to jest moja nauka. Nie jestem terapeutą i nie zamierzam wchodzić w Taką rolę, moje jedynie widzieć Cię jako osobę równą mi bo przecież tak jest i mogącą skorzystać z tego samego potencjału/prędkości uzdrowienia jak ja i tak z Tobą o tym szczerze rozmawiać.
« Ostatnia zmiana: 2017-10-06, 14:47:16 wysłana przez monkas »

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-06, 14:23:40 »
W ogóle tak sobie dziś myślałam i nawet gadaliśmy o tym z M, że my dla siebie nie możemy być empatycznymi "świadkami" (empatyczny "świadek" w rozumieniu A. Miller, czyli osoba, która będzie stać po stronie wewnętrznego dziecka, choćby nie wiem co - tak w skrócie).
Bo ja potrzebuję tego, czego on mi nie może, a i nie powinien dać - czyli skupienia się na mojej krzywdzie, na realizacji mojego prawa do złości na niego, bo gdy on się na tym skupia, to wtedy włącza się poczucie winy. A poczucie winy nigdy nie jest dobre. Bo żeby od niego uciec, on staje się jeszcze gorszy dla mnie chcąc pokazać, że to jednak ja jestem winna, nie on (poczucie winy w końcu skutkuje poczuciem krzywdy i chęcią zemsty).

A i on potrzebuje tego, czego ja mu dać nie mogę. Czyli zrozumienia dla swojej krzywdy, ale nie z mojej strony, tylko ze strony faktycznych krzywdzicieli (rodziców). Zrozumienie przyczyn swoich obecnych występków, ale bez obwiniania siebie za to, co teraz robi.
Bo gdy ja za bardzo staram się go zrozumieć, to wtedy tracę kontakt ze swoim poczuciem krzywdy i uzasadnioną złością na niego za to, co mi robi. I wtedy staję się jego ofiarą.

Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest więc skupienie się na sobie.

No i takie podejście się już sprawdziło. Przestałam zajmować się wspólnie z M. naszymi wspólnymi problemami, a dziś ochoczo rozmawialiśmy ze sobą na inne tematy (m.in. zwrócił mi uwagę na coś czego nie dostrzegałam w swoich uczuciach odnośnie wypowiedzi do mnie), rozmawialiśmy też o mojej relacji z mamą, generalnie bardzo fajna, uświadamiająca dużo rozmowa. Był bardzo pomocny i empatyczny. Zresztą kiedyś bardzo mnie wspierał, gdy przerabiałam swoje wewnętrzne dziecko. No ale do pewnego momentu, bo gdy dotarłam do okresu nastolatki i małżeństwa z nim zrobił się totalnie nieczuły i nie chciał żebym się tym zajmowała. Sprawy zaczęły dotyczyć jego po prostu.

Czyli - bycie empatycznym świadkiem dla siebie jak najbardziej, ale nie możemy tego wymagać w kwestii naszych wspólnych problemów. Bo tutaj każdy musi skupić się na sobie i być dla siebie świadkiem (czyli stać po swojej stronie i nie szukać tego, kto faktycznie miał rację, tylko uznawać swoje uczucia - bo od tego zawsze trzeba wyjść).
A gdy to uzdrowimy (jeśli w ogóle uzdrowimy) to i przyjdzie pora wzajemne rozumienie siebie również w sprawach związkowych.


To jest chyba tak że ten 1 rok, był zwięczeniem czy podsumowaniem tych 20 lat pracy, ja tak to rozumiem. Czasem jest kilka dni dużych zmian, ale raczej są one efektem pracy w dłuższym okresie. Takie szybkie zmiany (które się utrzymują w życiu), to zazwyczaj rezultat takiej dłuższej pracy u podstaw, pracy organicznej.

W sumie można i tak na to spojrzeć. Choć można i inaczej ;)
Może to rozwinę później, bo teraz mam trochę namieszane w głowie (muszę to przemyśleć).

Heh, teraz sobie uświadomiłam, że niekoniecznie A. Miller pisze o tych 20 latach (choć najprawdopodobniej), ale na pewno to ja pracowałam nad sobą sama prawie 20 lat :))

Też idę na czuja, improwizuję i staram się być elastyczna :)

Aha no i życzę ci abyś odnajdywała tego empatycznego światka w sobie lub w innych, w sposób jaki ci jest potrzebny i wtedy gdy tego potrzebujesz, do dalszego rozwoju ;)

inaczej mówiąc

http://i0.kym-cdn.com/photos/images/original/000/747/556/27a.jpg :}

Hahahaha, dziękuję Yodo-skrzacie, nie Yodo-polityku  ;P

W temacie świadków powiem tak - dzieje się (i to od jakiegoś czasu, ale teraz przyspieszenie jest ogromne), naprawdę się dzieje :) Niesamowite to dla mnie i bardzo radosne :)))


I wzajemnie (a może nawet bardziej ;)), bo dodatkowo twoja otwartość i odwaga, jest tak powalająca (pozytywnie !!!), to aż po prostu niesamowite.

Bardzo mi miło :D

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-10-06, 13:55:08 »
ja tam nie polecam Ci niczego co moje, ale wszystkiego co dla Ciebie dobre Ci życzę.
A co do Boga to znasz moje zdanie/odczucia.

Tak, znam i teraz też znam efekty tego w twoim życiu ... jak ci z nimi ok , to spoko , nie moja sprawa :)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-06, 13:51:37 »
Osz kurka, wczoraj, gdy pisałam do kogoś na priv, że właśnie uświadomiłam sobie ważną rzecz związaną z moimi problemami w związku, tak walnęło i urwało nam kabel z prądem, kabel dyndał i szły iskry jak się patrzy :)
Uświadomiłam sobie, że tak samo było z doktoratem. Też szły różne rozkminy na forum (jeszcze na Cudzie), też nie umiałam sobie z tym poradzić i chodziło o to, że ja po prostu nie mogłam, nie chciałam zobaczyć, że tego zwyczajnie nie chcę! Bardzo długo nie mogłam zobaczyć i bardzo długo się męczyłam.
I że teraz tak może być (a może tak jest?) z M?. No i dupło ;D
Oczywiście nie mamy prądu, nawet nie wiem, czy zdążę napisać to, co chcę, bo w każdej chwili może mi paść bateria w laptopie.
No ale spróbuję ;)

Najpierw najbardziej gryzące mnie rzeczy. Czyli coś, co mnie poruszyło w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Facillite
No masz popieprzone z tym seksem.Według mnie jestes jednak o.k bo jestes szczera.Jesli juz komus robisz krzywdeto tylko sobie.Nie musisz sie wstydzic.
Tego typu wzorce swiadcza o molestowaniu , ktorego moglas doznac ,wiec Ci sie pomieszalo zainteresowanie Toba z podnieceniem .Podniecenie bezsilnoscia , byciem zdominowana to potwierdza.Zaden ze mnie terapeuta to moje odczucia..
Moze mogla by Ci pomoc terapia dla nimfomanek i seksoholikow ..

Ontoja,
wybacz, jeśli będzie za ostro (bo generalnie nic do Ciebie nie mam), ale jestem wkurzona Twoim postem.

Miałam nie odnosić się do Twojej wypowiedzi, ale jednak muszę to zrobić, bo za bardzo mnie ona porusza. Tym bardziej, im dłużej milczę na ten temat.
Niby jest wspierająca, niby, bo niczego takiego nie czułam po jej czytaniu. Wręcz przeciwnie, czułam się jakbym dostała w pysk.
Nie chciałam reagować od razu, bo zdawałam sobie sprawę, że mogę zareagować nieadekwatnie, wolałam poczekać i zobaczyć, o co mi dokładnie chodzi.

I mam pytanie w związku z tym: napisałeś, że szkodzę sama sobie. Możesz to rozwinąć? Bo nie wiem, o co Ci chodziło. Ja nic takiego nie czuję, jakobym miała sobie szkodzić, wręcz przeciwnie, robię wszystko, żeby pomóc sobie wyzdrowieć i jestem z siebie dumna, że tyle już osiągnęłam (a osiągnęłam - w związku z tematem zakręcenia w seksie - zwłaszcza w ostatnim czasie bardzo wiele).

Druga sprawa - pojawiło się tam określenie nimfomanka. Na początku myślałam, że może dlatego źle się poczułam, bo nikt (kto ma z tym problem) nie lubi, gdy mówi się mu prawdę, do której z jakich powodów nie chce się przyznać. Ja niby znam problem, nawet się nad tym zastanawiałam (o określaniu siebie jako nimfomanki), ale miałam z tym problem, być może dlatego, że w kwestii seksu raczej odbywa się to w drugą stronę niż u przeciętnej nimfomanki. Zawsze miałam go za mało i to nie tylko jak na moje potrzeby (teraz widzę że całkowicie normalne, tylko duże po prostu, a może nawet nie?) tylko w ogóle mało. Gdyby porównać mnie z innymi ludźmi, to podejrzewam że byłabym na szarym końcu w rankingu częstotliwości uprawiania seksu.
I być może to powodowało, że buntowałam się na to określenie (kiedyś i dziś). Ale doskonale zdaję sobie sprawę, że nimfomania może przybierać różne twarze (niekoniecznie zaraz trzeba ruchać się na każdym kroku), więc pora się do tego przyznać i przeżyć wszystkie nieciekawe uczucia z tym związane (z tym przyznaniem się do tego).
Tak więc - JESTEM NIMFOMANKĄ.

I jak już to sobie uświadomiłam, to nawet poczułam coś na kształt wdzięczności, ze to poruszyłeś. Ale zaraz potem przyszło opamiętanie - za co wdzięczność, za to że ktoś mnie walnął łychą w łeb. Tak, taka postawa kiedyś była mi bliska. Ale już nie teraz. Mogę nawet przez chwilę dać się nabrać, ale nie na długo.

Wgłębiłam się w swoje uczucia i okazało się, że to nie tylko dlatego źle się poczułam (że nazwałeś mnie nimfomanką, o co teraz nie mam żadnych pretensji do Ciebie, bo nazwałeś rzecz po imieniu). Przede wszystkim chodzi o Twoje podejście wobec mnie i to, dlaczego to powiedziałeś.
Po pierwsze, ja o rady nie prosiłam (ale nawet nie o to chodzi, o czym za chwilę). Tym bardziej podane w taki sposób i tym bardziej od ludzi, którzy mają mnie gdzieś, a piszą nie wiem w zasadzie po co, chyba tylko żeby podbudować się moim kosztem.
Bo jak to wyglądało? "Żaden zemnie fachowiec", ale jednak dam Ci radę.
Nie trzeba być fachowcem, żeby komuś poradzić, ale na pewno trzeba zrobić to z szacunkiem dla drugiego i w celu pomocy temu komuś, a nie podbicia samooceny samemu sobie.
[choć nie twierdzę, że zrobiłeś to celowo]
A Twoja rada była właśnie wyrażona bez szacunku. Nie zastanowiłes się nawet nad tym, że chodziłam już na tego typu "terapię" (spotkania SLAA i warsztaty z tym związane to nic innego, jak taka terapia), albo nie czytałeś tego, no ale jeśli się nie angażujesz (o co nie mam pretensji, nie wymagam, wręcz przeciwnie) to też nie angażuj się w dawanie rad. Bo to zwyczajny brak wrażliwości i szacunku, taka postawa. "wiesz co, nie chce mi się czytać twoich wynurzeń, ani nad nimi rozmyślać, ale za to dam ci radę".
Dlatego też tego posta nie odebrałam jako wspierającego, a wręcz przeciwnie - dołującego.

Poza tym, wszystko idzie w dobrym kierunku (a Ty jakby w ogóle tego nie zauważasz i radzisz mi jak osobie początkującej i nie umiejącej sobie dać rady z problemem). Zdaje się, że poradziłeś mi jedynie na podstawie Twojego wrażenia może opartego na tym, że teraz pozwoliłam sobie, żeby wyszło całe to podniecenie, nie blokowałam tego, mówiłam o tym, itd. może nawet za dużo (jak na czyjeś standardy). Ja tak robię z każdym tematem, kiedy czuję, że jestem gotowa, by to uzdrowić. Idę w to na maxa. No i dobrze, bo już sporo z tego uwolniłam. Na razie wcale nie czuje tego podniecenia od czasu mojego uwolnienia (pisałam o tym na forum). Nie wiem, może wróci (pewnie tak), ale to już będzie następna porcja do uwolnienia.

Gdybyś faktycznie miał szczere intencje, gdybyś chciał pomóc, to choć trochę zastanowiłbys się, co chcesz napisać i po co. Nie twierdzę, że zrobiłeś to świadomie, bo chyba wynikało to z bezmyślności, ale nie ma to znaczenia, bo boli tak samo.
Nie raz nie dwa spotkałam się z takim zachowaniem. I zawsze (albo prawie zawsze) wynikało to z lekkomyslnosci. Ktoś coś ode mnie usłyszał, coś mu się skojarzyło, nie zadał sobie nawet minimum trudu, żeby to dobrze zrozumieć i tylko po to, żeby sobie ulżyć, już leciał z radą. Oczywiście zawsze był zdziwiony tym, że nie chcę przyjąć jego rad. Przecież miał tak dobre intencje wobec mnie. Na pewno to ja jestem niewdzięczna i nie chcę przyjąć czegos do wiadomości. Czasem ludzie autentycznie byli zdziwieni i nie rozumieli, o co mi chodzi.

Nie mogę wymagać od nikogo, żeby się angażował w moje sprawy, ale mam prawo wymagać, żeby w przypadku, gdy już angażuje się w dawanie mi rad, zaangażował się też w cały proces ich dawania. Żeby zastanowił się, dlaczego chce mi tę rade dać, czy rzeczywiście z chęci pomocy, czy tylko dla siebie. I żeby nie robił tego lekkomyślnie, bo to jest nadużycie wobec mnie.
Jeśli Cię nie obchodzę, to po co się w ogóle do mnie odzywasz? Chyba tylko i wyłącznie dla siebie.

I na pewno nie chodzi o to, że nie jestem otarta na rady, bo gdy np. w innym wątku Dżonny udzielił mi rady, przyjęłam ją ochoczo (mimo że też wyraźnie o nią nie prosiłam, ale to nie ma większego znaczenia, bo nie chodzi o to, żeby komuś pomóc tylko wtedy, gdy on o to wyraźnie poprosi, ale zawsze trzeba to zrobić z wyczuciem), ale on to zrobił z wyczuciem i szacunkiem (czułam, że jest zaangażowany i wie, co mówi).

Skoro Ty dałeś mi radę, to ja pozwolę sobie też Ci poradzić.
Jest takie powiedzenie "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane". Dla Ciebie, do rozważenia.

I jeszcze prośba - skoro nie chcesz angażować się w moją sytuację (wcale tego nie wymagam), to nie angażuj się też w dawanie mi rad.


Monkas,
to o sztywności to było z mojej strony takie niezobowiązujące stwierdzenie, powiedzenie. Natomiast akceptuję Twój punkt widzenia, jak również to, że się nim podzieliłeś.

Czy na pewno tego potrzebujesz ? skupienia się na Twojej krzywdzie ?

Tak, tego właśnie potrzebuję.

Felicite nie mamy takich intencji przecież (...)

Proszę Cię na przyszłość (jeśli jeszcze zamierzasz się do mnie odzywać) - mów za siebie, przynajmniej jeśli zwracasz się do mnie.
Bo skąd wiesz, że ja nie mam takich intencji? Znów "wiesz lepiej" ode mnie, co czuję i co mam w środku.
Takie podejście zwyczajnie mnie wkurza i sprawia, że nie chce mi się z Tobą rozmawiać, ani wnikać w to co napisałeś.
Ja Ci nie piszę "Monkas, czy naprawdę chcesz to uzdrowić, czy tylko pieprzyć ogólne farmazony?". A Ty cały czas starasz się zmusić mnie do dokonania jakiegoś wyboru, narzucić swój punkt widzenia.
Stań się duchowym mistrzem dla siebie i zacznij uzdrawiać swoje problemy, a nie zajmuj się problemami innych (ja Cię o to nie prosiłam, wsparcie nie polega na tym, że ktoś coś na siłę stara się mi uświadomić, naciska, itd itp., zresztą pisałam Ci już kiedyś o tym, nie będę się powtarzać).
I tego Ci życzę (szczerze). Uzdrowienia swoich własnych problemów.

Aha, wycofuje swoją uwagę o tym, że jesteś miły energetycznie  Pod maską opanowania masz ukrytą agresję.
Mnie łatwo zrobić w bambuko, bo takie rzeczy długo były dla mnie niewidoczne, wyczuwałam je tylko podświadomie, ale teraz coraz częściej i łatwiej dostrzegam to świadomie, na szczęście.
I też powiem tak jak Ty: chcesz to dostrzec i uzdrowić, czy tylko trzymać się jedynie prawdziwego (swojego) punktu widzenia?
Pytanie jest retoryczne, bo jest zwyczajnie złośliwe. Nie mam zamiaru być wyrozumiała dla kogoś, kto - pod maską łagodności i opanowania - jest wobec mnie przemocowy.

monkas

  • Wiadomości: 408
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-06, 13:39:48 »
ja tam nie polecam Ci niczego co moje, ale wszystkiego co dla Ciebie dobre Ci życzę.
A co do Boga to znasz moje zdanie/odczucia.
« Ostatnia zmiana: 2017-10-06, 13:43:15 wysłana przez monkas »

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-10-06, 13:25:10 »
tam gdzie jest kontakt z WJ (Bogiem) , tam nie ma dominacji / bezbronności / bycia dominowanym, strofowanym itd

 tylko jest spokoj i harmonia , nie wiem czy dotrze, ale polecam i życzę wszystkiego dobrego !
« Ostatnia zmiana: 2017-10-06, 13:27:13 wysłana przez dżonny »

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-10-06, 13:18:17 »
i jeszcze: nie chciałem by wyszlo tu kąśliwie, ale nie chciało mi sie pisac za wiele, a także: wybacz o mistrzu , że cię nie zrozumiałem w tamtym wątku (może jak się poducze duchowo , poszerze świadomość to będe wstanie)

własnie po to pisałem, też , że jak się ma patologie w życiu na pierwszym planie , to żeby się zastanowić, czy aby na pewno jestem w pozycji do nauczania kogolowiek w tematach duchowości, zwłaszcza, gdy przeczę SPRAWDZONYM podejściom, bo.. mozna sobie i tutaj robić obciążenia na bieząco i ponosic konsekwencje karmiczne , ale widać trwasz mimo wszystko w tym , że wiesz więcej , jesteś wyżej niż inni .. trwaj sobie , twoje życie :) EOT
« Ostatnia zmiana: 2017-10-06, 13:21:57 wysłana przez dżonny »

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-10-06, 13:07:54 »
ale dlaczego mam powstrzymywać swoją życzliwość / wrażliwość ? jak widze faceta , ktory pisze , że dominjuje w swoim związku (skoro tak jest to kobieta czuje się bezbronna) i pyta innej kobiety na forum , czy potrzebuje wsparcia , to sie zastanawiam nad takim czyms, bo jest to dość ciekawa sytuacja ;-)


monkas

  • Wiadomości: 408
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-06, 12:56:29 »
tak, z życzliwości do bezbronnej kobiety i pstryczek w nos gratis , bo też *wyczułem* że więcej 'empatii' dajesz tu niż tam

bądź tak świadomy i powstrzymaj swą życzliwość/projekcje w stosunku do "bezbronnej kobiety".  Ewidentnie coś Cię gryzie, nie chce mi się z Tobą przepychać w polu energetycznym, wolę szczerość, wiec jak coś masz to  powiedz zamiast kisić  to w sobie. Coś tam zaczeło wychodzić z Ciebie bo odświerzyłeś wątek o "boskich energiach" Nie życzę Ci źle, życzę Ci uzdrowienia/uwolnienia , w tym od jakieś nieprawdziwej "zależności" od mnie, która zmusza Cię  tego typu ataków, ewidentnie nie zrozumiałeś mnie w tamtym wątku i ok nie musisz, ważne jest jednak abyś odzyskał zaufanie do siebie, czego Ci szczerze życzę.
« Ostatnia zmiana: 2017-10-06, 12:58:33 wysłana przez monkas »

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-10-06, 12:23:37 »
tak, z życzliwości do bezbronnej kobiety i pstryczek w nos gratis , bo też *wyczułem* że więcej 'empatii' dajesz tu niż tam

monkas

  • Wiadomości: 408
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-06, 11:47:02 »
monkas, a jak twoja żona , dostała już propozycje empatii , zrozumienia ?


rozumiem że To z czystej życzliwości/empatii do mojej Ukochanej ? Jeśli tak to dziękuję, choć wyczułem coś jeszcze. I to "coś jeszcze" w pełni szanuje pod względem własności.