Przez ostatnie 2 dni szukałam na ten temat informacji. Nie ma tego za wiele. Do niedawna był to temat tabu. A tematy tabu trudno się uzdrawia. Trzeba je "od-tabić".
Jak najbardziej.
Ja np. nigdy nie spotkałam się z tematem niemieckich burdeli. Zastanawiające, dlaczego?
W PRL-u, gdzie teoretycznie byłoby na to miejsce, bo powszechnie podkreślało się upiorną rolę Niemców (w opozycji oczywiście do prawowitości i uczciwości Rosjan), nie mówiło się o takich rzeczach, o obyczajowości.
A teraz ok. 80% prasy jest w rękach Niemców. Myślę, że to ma jakiś wpływ na utrzymywanie tego w tajemnicy. Do tego dochodzi wstyd i strach ofiar. Ciężki temat.
Dobrze, że choć sami Niemcy zaczynają o tym mówić.
Podobna sytuacja była w Japonii, kiedyś oglądałam program o tym, że te wykorzystywane Azjatki długo starały się o to, żeby uznano ich krzywdę i przeproszono, ale nawet tego długo im odmawiano (dopiero w 1994 r. rząd Japonii publicznie przeprosił, ale też coś nie tak było z tymi przeprosinami, nie pamiętam szczegółów).
Ale nawet teraz wyrażane są tak oburzające opinie jak ta:
"Żołnierze, którzy ryzykowali życie wśród gradu pocisków, musieli czasem odpocząć, dlatego system "pań do towarzystwa" był konieczny, każdy to zrozumie - powiedział znany z nacjonalistycznych poglądów burmistrz Osaki."
http://www.focus.pl/artykul/quotpocieszycielki-seksualne-niewolnice-dla-zolnierzy„Chcę sprawiedliwości. Bardziej niż pieniędzy chcę publicznych przeprosin. Chcę zapewnienia, że nigdy więcej nie zaangażują się w wykorzystywanie kobiet. Mojej godności nie da się zamienić na żadne pieniądze” – mówiła pod ambasadą japońską w Seulu sędziwa Lola Amanita, dawna „pocieszycielka”, kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej. Powtarzają to inne wykorzystywane kobiety.
"Historycy mówią o 100–200 tys. wykorzystywanych kobiet, chińskie źródła nawet o ponad 400 tys. ianfu (jap. pocieszycielka). Przeżyło tylko 25–30 proc. z nich. Okaleczonych fizycznie i psychicznie. Kobietami nikt się nie opiekował. Tysiące zmarły z powodu brutalnych aborcji, wielokrotnych gwałtów, rozerwanych narządów rodnych. Pobite, torturowane, często były zabijane przez żołnierzy, którzy uważali je za rzeczy. Ginęły za to, że chciały uciec, że nie chciały „współpracować”, że miały choroby weneryczne. Pod koniec wojny wiele „pocieszycielek” japońskie wojsko po prostu wymordowało."
„Płaciliśmy za 20 minut. Kobiety musiały uprawiać seks z 50 do 100 żołnierzami dziennie” – wspominał.
Za odmowę stosunku w pierwszy dzień pijany żołdak zranił ją nożem. Po kilku tygodniach leczenia wróciła do swojego pokoju, kazano jej przyjmować żołnierzy. Gdy stawiała się, jeden wyłamał jej kostki w przegubach i wyrzucił dziewczynę przez okno. Od wczesnego ranka musiała obsługiwać żołnierzy prosto z placu boju. „Młodsze dziewczynki były porozrywane, ciężko chore, głodne; umierały.
We wspomnieniach cesarskich żołnierzy można trafić na informacje, że zdarzało im się „dla zabawy” nakładać na penisy ostrza bagnetów."
***
Bardzo mnie to porusza i oburza sposób, w jaki traktowane były kobiety z burdeli japońskich i niemieckich (i w ogóle wszystkich przymusowych burdeli), ale chyba jeszcze bardziej oburza mnie to:
"Bo ofiary wojennej przymusowej prostytucji nie spotykały się w swoich społeczeństwach ze współczuciem. Martin Hubert twierdzi w rozmowie z „Newsweekiem", że do dzisiaj w porównaniu z przełomem lat 40. i 50. niewiele się pod tym względem zmieniło. Polski film „Zakazane piosenki" z 1947 r. pokazuje egzekucję Polki romansującej z Niemcem, wykonaną przez żołnierzy podziemia. Niewolnice z burdeli Wehrmachtu były wtedy traktowane z taką samą pogardą. Jeszcze po wojnie tym, które przeżyły, groził wyrok śmierci za kolaborację z wrogiem. Żołnierze Armii Krajowej, z którymi rozmawiali twórcy niemieckiego filmu, nadal uważają, że takie wyroki były słuszne.
I to strach przed potępieniem odebrał ofiarom mowę. Nie pozwolił walczyć o rehabilitację, nie mówiąc o odszkodowaniach. A upokorzenia, których doznały, oddziałują na nie i ich rodziny do dziś."
I to jest właśnie najgorsze (nie gorsze od samej krzywdy, ale tak samo boli, a może nawet bardziej) i odbiera ofiarom głos i szacunek do samych siebie.