Magic

Clint, fajne przejście:)
Ja sie zawsze zastanawialam co ze mną jest nie tak, że nie mam swojego np typu urody, aczkolwiek wiem co na pewno mi się nie podoba. Bo każdy o tym mówi, różnicuje zbiory itd, a ja taka nie określona od zawsze

I nie rozpalająca się na widok..
Myślę ze jestem w bardzo dużym procencie wolna od wyobrazeń nt fizyczności mojego potencjalnego partnera. Bo to przekreśla możliwośc pięknej miłości, która może zaistnieć, a miłość to coś więcej niż kształty, kolory, centymetry. Aczkolwiek niektóży moim ex szaleli za moja fizycznością [ akurat byłam w ich guście], urodą i to było miłe, ale teraz wydaje mi sie to juz tylko ograniczające. Bo każde skupianie się na tym, czy to na minus czy na plus, odcina od prawdy, wygląd może zaślepiać w każda stronę...Zaznałam już każdej z nich i żadna nie prowadziła do odkrycia miłości, wolności między kims a mną. Dlatego piekne kobiety często sa nieszczęsliwe, dlatego faceci skupiający sie tylko na pięknie ciała, są w głebi wciąż niezaspokojeni. Dlatego brzydsze kobiety mogą byc nieszczęsliwe, bo ktoś nie umie wyjść po za to co jest. Oczywiście wzorce programy itd ale pominę pisanie o tym

Ostatnio sporo się nauczyłam, spojrzałam na te dwa bieguny których nieustannie doświadczałam w tym życiu, bycia dla kogoś piękną lub niepiękną [ w zależności od karmicznego kodu urody faceta]
i stwierdziłam że i to i to jest cierpieniem. Najlepsza opcja która dosłownie mnie rozpala, to związek w którym ludzie sie sobie podobaja fizycznie, akceptują, ale przedewszystkim widzą ta całą głebię, widzą też przyczyny tej konkretnej fizyczności, przyczyny swojej fizyczności, widzą oczami serca, duszy

To jest cos tak pieknego, ze chce tego jeszcze doświadczyć

Po prostu być najlepszą dla kogoś, w sposób przekraczający wyobrażenia i przyczyny tego co jest lecz widząc urok tego co jest:)Urok obecnego przejawienia. Jak to piszę to napawa mnie sama radość:)