Przeczytałem własnie artykuł kulinarny , jednak zwróciłem tam uwagę na coś innego niż kulinaria, mianowicie powszechny pogląd co do "czasów w których żyjemy", który słyszę wciąż i wciąż, ale nie potrafię go zrozumieć.
Można powiedzieć, że świat stanął na głowie. Liczy się tylko czas…
Wszystko musimy robić szybko, wstawać rano z łóżka, jeść, gotować…To wszystko odbija się na naszym zdrowiu.Jedzenie, które gotujemy i spożywamy w pośpiechu nie jest dobre dla nas i naszych dzieci bo zakwasza organizm.
Nie rozumiem twierdzen, że teraz to wszystko w pośpiechu itd i że "takie są czasy" .
Wczesniej ludzie pracowali tyle samo - zazwyczaj 8h.
Jakoś w PRL-u nie było poglądu że "żyjemy w pośpiechu" , a 8h robił KAŻDY.
Też trzeba było przed praca zaprowadzic dzieci do przedszkola, po pracy wrocic, zrobic zakupy, przyrządzić obiad... i dzień zleciał.
Nie przypominam sobie by moi rodzice narzekali na brak czasu i mieli jakiś problem z akceptacją tego, że pracują co dzień po 8h.
Czy chodzi zatem o presje w pracy która teraz jest a wtedy jej nie było ? Też jakoś nie wydaje mi się. Jako 20 latek miałem pracę w hotelu i w sklepie, gdzie tez robiło się wszystko w pośpiechu (żeby zobrazowac, było jak by 10 pracownikow tam gdzie przydałoby się 11, a więc nie było czasu usiąść, non stop robota) , ale wychodziłem zadowolony, że jest 16 , zarobiłem dobre pieniądze i mam jeszcze duuużo czasu.
O co więc chodzi ?
Tak jak by ludzie w większości robili coś wbrew sobie, coś czego nie nawidzą, nie znoszą i chcą jak najszybciej uciec, inaczej nie potrafie tego sobie wyjaśnić.