Cieszę się, że o tym piszecie. Do pewnego momentu czułam się najlepiej i najbezpieczniej kiedy rysowałam dla siebie, a moje rysunki przez tyle lat przechowywane były w szufladzie. Pierwsza lampka zapaliła się kiedy narysowałam kartkę urodzinową dla koleżanki, wiedziałam że sprawi jej to wielką frajdę i czerpałam z tego mnóstwo przyjemności. Pamiętam, że nad swoimi rysunkami ślęczałam długo, ale kiedy narysowałam coś dla niej wiedząc ile radości jej to sprawi, rysunek powstał w oka mgnieniu i jeszcze fajnie wszedł. Koleżanka była zachwycona i wzruszona a ja szczęśliwa i usatysfakcjonowana.
Jak zorganizowałam konkurs internetowy i rysowałam dla dzieciaków nagrody to też sprawiało mi to wiele przyjemności, rysowałam ich ulubione postaci, a one były zachwycone, to było coś cudownego. Problem pojawiał się kiedy za rysunek miał mi ktoś zapłacić... Nie potrafiłam się cenić, ani w ogóle wyceniać swoich rysunków, z resztą do dzisiaj mam jeszcze ten problem...
Wcześniej kiedy przyszło mi rysować pierwsze w moim życiu zlecenie coś mi się odpaliło i rysowałam grafikę chyba z dwa miesiące. Nie mogłam skończyć rysunku, byłam do niego z góry negatywnie nastawiona, bo klientka chciała, żebym narysowała bardzo kolorowego ptaka, a ja nigdy nie rysowałam takich ptaków. To wyzwanie mnie przerastało. Mimo, że ta osoba chciała, aby ten rysunek był w moim stylu, nie oczekiwała ode mnie nie wiadomo czego i dała mi tutaj całkowicie wolną rękę, to ja się spięłam strasznie i próbowałam stworzyć coś czego nie byłam w stanie technicznie wykonać. Wmówiłam sobie jakieś oczekiwania, których realnie nawet nie było. Zamiast cieszyć się, że coś dla kogoś tworzę, że dzielę się częścią siebie i do tego podejmuję wyzwanie i uczę się czegoś nowego to ja totalnie się załamałam i byłam bardzo niezadowolona ze swojego rysunku przez większą część tworzenia. Historia skończyła się tak, że rysunek się bardzo spodobał, ale dziewczyna szybko przestała się do mnie odzywać, nie wywiązała się z umowy i za niego nie zapłaciła. Myślałam, że mam z nią dobry kontakt więc jej zaufałam, a w rzeczywistości wszystko sobie sabotowałam. Strasznie mi wtedy wywalały problemy z docenianiem siebie jako artystki i za dwa miesiące męki i stresów nie dostałam nic w zamian. Na szczęście to już przeszłość i cieszę się, że najgorsze w tym temacie mam już za sobą. Powstała u mnie dziwna awersja do rysowania dla ludzi po tamtej sytuacji, ale udaje mi się z tego wychodzić, duużo sobie w ostatnim czasie pouświadamiałam i staram się teraz to ugruntować. Coś większego się we mnie ruszyło, kiedy zarobiłam moje pierwsze 100zł za narysowanie kartki urodzinowej na specjalne zamówienie.
Teraz też mam zlecenie, które jest dla mnie dużym wyzwaniem i również jest to rzecz, której nigdy nie rysowałam. Wywalało trochę, uciekałam od rysowania i trochę mi się przedłużyło, ale nie poddałam się. Teraz już kończę i cieszę się rezultatem, miło było patrzeć jak ewoluuje i nabiera kolorów... a jeszcze bardziej cieszę się kiedy podczas rysowania myślę o tym jak klientka się z niego ucieszy i że będzie mogła go wykorzystywać w swoim biznesie:)
Tak, właśnie czuję że wprowadzam jakąś wartość w życie drugiej osoby swoją pracą, to cudowne uczucie.