Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640290 razy)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-20, 20:37:34 »
Ciekawa sytuacja mnie spotyka, nie bardzo potrafie rozgryźć z jakimi intencjami to sie dzieje.
W zeszły piątek byłem pierwszy raz w nowej pracy, nie zdążyłem jescze podpisac umowy. W ten sam dzień sie dowiedziałem że w pośredniaku zapisali mnie na kurs wózków widłowych. Napisałem im że jak kurs trwa dwa dni to pójde, okazało się że trwa tydzień. Spodobało mi się tam i dlatego postanowiłem że go przejdę. Poinformowałem w pracy że mnie nie będzie tydzień. Nie było i nie ma żadnego problemu z nową pracą, akurat taka luźna na godziny mi się trafiła także spoko. Dziwna sytuacja jest natomiast z tym kursem. W pierwszy dzień czyli wczoraj brakowało mnie w systemie więc mnie wygonili. Pojechałem do pośredniaka to załatwić, zapisali mnie znowu bo nie byli pewnie czy chciałem iść czy nie. Wróciłem się spowrotem na kurs i było ok, instruktor mnie przyjął. Za kilka godzin powiedział że ciągle nie widnieje w systemie i sama telefoniczna rozmowa z babką z pośredniaka nie wystarczy bo muszą mieć mnie zapisanego u nich w komputerze. Powiedział że jak do jutra nie dojdzie do nich elektroniczna rejestracja to muszą anulować mój kurs. Cóż, przychodze dzisiaj na kurs i pytam co ze mną i kursem. Gościu mówi że doszło do ich sytemu około 18 zgłoszenie z pośredniaka że biorę udział w kursie ale nadal nie ma numeru potwierdzenia :D i teoretycznie to nie mam prawa tam być. Jutro mam egzamin teoretyczny i wciąż nie wiem czy czasem mnie nie wywalą jak tam jutro pójdę hehe. Do tego kursu podchodze bardzo luźno, nie stresuje się tym że niezdam czy że mnie wywalą. Nie sądze że mi się przyda ale fajnie sie tam czuje, poznałem nowych ludzi, nie jestem zanudzony i ciesze się że ucze się czegoś nowego, oderwałem się tak troche od codzienności. Zastanawiam się czemu spotyka mnie taka nie pewność skoro nie jest to stresujące doświadczenie. Tylko ja z 14 osób jestem tam w takiej sytuacji.
« Ostatnia zmiana: 2015-10-20, 20:40:01 wysłana przez Doktor-X »

kopergamin

  • Gość
[#]   « 2015-10-18, 09:29:45 »
to ja też się wyautuję oraz wyznam, że od miesiąca noszę wąsa -- SZOK! -- i jest to oczywiście wąs postironiczny, ale gdy ktoś mnie pyta czemu, i co mi odbiło, to podaję taką wersję oficjalną i również prawdziwą, że po pierwsze wąsy są modne, a po drugie nosząc wąsa czuję się bardziej męsko :-)

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-10-14, 07:46:04 »
Arwena
Na pewno wzmacnianie swojej wewnętrznej istoty przyniesie więcej niż koncentrowanie się na realiach.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-13, 16:06:33 »
Jesienna pogoda mi chyba sprzyja, bo im zimniej robi się na dworze, tym lepiej się czuję i problemy dużo szybciej się rozwiązują:D

A tak na poważnie – dotarła do mnie dziś bardzo ważna rzecz odnośnie pracy. Uświadomiłam sobie, że realizację moich celów ciągle warunkuję „logicznym” myśleniem. Za dużo myślę o tym co mogłabym więcej zrobić, aby dostać wymarzoną pracę. Wciąż zastanawiam się nad tym, czy na rynku pracy jest w ogóle miejsce dla kogoś takiego jak ja. Czytałam dużo opinii, „faktów”, dyskusji dotyczących zawodu który mnie interesuje i choć starałam się przesiewać takie informacje, wyciągać z nich coś dla siebie i czerpać z nich jak najwięcej pozytywów – nie czułam się jakoś bardzo zachęcona do zmian. Owszem, poznałam w ten sposób kilka fajnych historii ludzi, którzy dzięki wierze w siebie i uporze w dążeniu do celu osiągnęli fajne rzeczy, zaczynając z dużo gorszego bagienka. Było to dla mnie budujące, to prawda, ale tylko chwilowo.

Im więcej człowiek analizuje, tym bardziej  komplikuje sobie temat i w efekcie znów powraca warunkowanie realizacji swoich celów wszechobecnymi „realiami”, siłą rzeczy powracają też negatywne myśli. I wtedy znów dołuję się, że pewnie nie będą mnie chcieli bez doświadczenia w branży - bo taki jest rynek pracy,  że nie będę wystarczająco dobra - bo jest dużo więcej lepszych kandydatów ubiegających się o to stanowisko, że warunki o jakich marzę albo nie istnieją albo są dla starych wyjadaczy - no bo dlaczego miałoby mi być od razu tak dobrze itd.

„logiczne myślenie”,”fakty”, „realia”– wobec Mocy Boga są to pojęcia względne.

Zamiast zastanawiać się i zamartwiać skupiam się na swoich pozytywnych odczuciach, na tym jak się czuję w nowej, wymarzonej pracy, jak ją bez problemu zdobywam, jak jestem doceniana za to co już potrafię, jak warunki pracy w pełni mnie satysfakcjonują. Skupiam się na sercu, na odczuciach jakie będę miała w pracy która już dla mnie jest, niezależnie od tego jak miałaby wydawać się dla mnie niemożliwa do zdobycia. Dla Boga przecież wszystko jest możliwe.

Kreuje sobie konkretne, wymarzone warunki mojej pracy, nie zastanawiając się dłużej nad tym co mówią „realia” widziane oczami mojej podświadomości. Postanowiłam, ze będę częściej skupiać się na sercu, na swoich uczuciach, a mniej analizować. To zdecydowanie mniej wysiłkowe i dużo, dużo przyjemniejsze:)

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-12, 11:29:52 »
Tak dużo się o sobie w ostatnim czasie dowiedziałam. Zauważyłam,ze zaniżam swoje osiągnięcia i siebie. Dostałam od życia mocno w dupę, ostatnie kilka lat bardzo mnie zmieniło, nerwica nie jest czymś fajnym ale jedyny plus tej sytuacji,że zdobyłam jakąś mądrość choć utraciłam spontaniczność do której chciałabym powrócić.
Mogłam zauważyć swoją konstrukcję psychiczną- która jest nadwrażliwa, uważałam się przez to za osobę słabszą od innych a drugą sprzeczność to,że miałam przekonanie że 'wszystko wytrzymam-oczywiście to złe,przykre'. Od zawsze ludzie traktowali mnie gorzej przez co uważałam ,ze musze sobie wyszarpać szacunek innych.Ze to nie może być naturalne. Gdy ludzie traktowali mnie 'źle' był we mnie bunt,niezgoda, chęć obrony i odwetu- zawsze to starałam się komunikować innym ,walczyć o godność. Bardzo się przejmuję opinią innych, od tego zależało moje samopoczucie i samoocena od innych i ich zdania na moj temat. Przy tym bardzo pragnęłam prawdziwych więzi z ludźmi,potrzebuję ludzi i ich ciepła wobec mnie. Moją newice pewnie plus wychowanie  stworzył mój umysł,który wszystko ocenia na moją szkodę,wszystkim się przejmuję, mileli 100 razy sytuacje to stwarza duze napięcie-zamiast szukania rozwiązań jest w kółko nakręcanie emocjami, mielenie. Poczucie utknięcia'nic nie mogę zrobić.tylko sie na to godzić' - to w domu rodzinnym zapewne powstało. Jako małe dziecko,które jest zależne od opiekunów. Jest jeszcze we mnie sporo lęku , ale pracuje nadal nad bezpieczeństwem już dosyc sporo i są efekty. A praca mi pokazała ze mogę sobie poradzić, ze dam radę. Choć z niej zrezygnowałam to chce jeszcze te 2 tygodnie iść z uśmiechem. Jest to praca dość stresująca i dość ciężka a jeśli mam płynąc ku lepszemu to czuje ze powinnam poszukac czegos innego. Najważniejsze ,ze zauważyłam ten proces nakręcania się u mnie emocjami, tego czarnowidztwa i zbytniego przejmowania. Powinnam bardziej wyluzować , a nawet jesli cos mi sie nie podoba, to mówić, stawiać granice spokojnie i uwierzyć ze zasługuję na szacunek a nie wyszarpywać go. To nie tylko ludzi mi robią,ale w dużej części  sama sobie robię nakręcając się. Chyba jestem tym upadłym aniołkiem od fascynacji emocjami choć mnie już te rollercostery tak męczą, tak w dupisława dostałam,ze może się zmieni w stronę spokoju. Wczoraj w pracy znów umysł szukał wszystkiego przeciw mnie- a to kolezanka widac ze nie chciała robic to mnie sama zostawiała na kasie z dużą kolejką- zamiast sie denerwować skupiłam sie na spokoju-pomyślalam,ze może jej sie nie chce bo ma jeszcze kupę godzin w pracy a ja niebawem schodzę , moze to nie jest by zrobić mi na złość. Nie musze przeciez wszystkiego brać do siebie, to schizofreniczne wręcz. Jakiś egocentryzm małego dzieciaka:) Zaczęlam spokojnie wykonywać to co do mnie należy i bylo mi lepiej. POwinnam wyłączyć te nagminne szukanie przejawów złych intencji wobec mnie:)  .. długa droga jeszcze dla mnie ale dobrze,ze sobie to uświadomiłam,ze sobie też robię kuku a nie tylko inni. :) a moze i przede wszystkim...

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-10, 12:40:15 »
Chciałabym normalne życie, z pracą ,z ktorej wracam ze spokojem i mogę zająć się synem a nie z bólem głowy i nerwami co jutro będzie...:)

To jest jak najbardziej możliwe, niezależnie od ilości problemów, jakie Cię teraz męczą:) Życzę Ci, żebyś doszła do tego jak najszybciej:)

Kiedy zaczynałam pracować nad sobą powtarzano mi często tu i ówdzie, że warto zacząć od samooceny, bo samoocena najważniejsza, ale żeby sobie budować grunt pod pracę nad sobą moim zadaniem najlepiej przerobić w pierwszej kolejności bezpieczeństwo. No bo jak masz uwierzyć w siebie, docenić siebie i nie bać się poważnych zmian w swoim życiu, kiedy jest się zahukaną, zalęknioną osobą. Swoją pracę nad sobą zaczynałam właśnie od bezpieczeństwa, wtedy nawet słowo samo w sobie kojarzyło mi się w nieodpowiedni sposób. Generalnie nie byłam gotowa na żadne radykalne zmiany w moim życiu dopóki nie poczułam, że nic mi nie grozi, cokolwiek by się nie działo.

Pamiętaj też, że niezależnie od jakości Twoich relacji z ludźmi zawsze masz opiekę i ochronę od Boga i taką ochronę możesz sobie też wizualizować. To bardzo przyjemne i mi bardzo pomogło:) Każdy rozwija się na swój sposób i oczywiście zrobisz co będziesz uważała za słuszne, ale ja osobiście wolę skupiać się na jednym temacie i dopiero kiedy poczuję prawdziwe efekty, zabieram się za inny temat.

Ale powiem Ci, że pracując nad jednym tematem pracujesz przecież ogólnie nad sobą i kiedy wnosisz do swojego życia jakieś pozytywne zmiany, zalewa Cię wtedy zewsząd lawina innych pozytywnych, zaskakujących zmian dotyczących innych sfer życia, np. pracujesz nad jednym tematem i przy okazji uzdrawia się też drugi, co w konsekwencji sprawia że ma to wpływ na to jak traktują Cię inni itd. Szczerze mówiąc nigdy nie miałam tak, żeby nie ruszało mi się kilka różnych problemów na raz w trakcie trwania pracy nad jednym konkretnym tematem. Jeśli ruszają się różne problemy na raz, nie walcz z tym, pozwól na to i dużo obserwuj, staraj się zachować spokój i skupiać się ciągle na tym jednym konkretnym temacie nad którym pracujesz i zobaczysz, że ta lawina kilku problemów na raz zacznie się rozpuszczać. Nikt nie powiedział, że aby wprowadzić duże zmiany musisz afirmować kilka różnych rzeczy na raz, nie liczy się ilość, ale jakość:)

Grzes

  • Wiadomości: 521
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-09, 19:22:19 »
Nie przesadzaj w pisaniu za wielu afirmacjami . Jakieś 2 miesiące temu afirmowałem kilka afirmacji jednocześnie na szczescie, bezpieczeństwo i chyba otwartośc na Boga. Po tygodniu tak mi wywaliło, że 3 nie spałem a 4 usnąłem z wycieńczenia.

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-09, 18:46:36 »
Hej dzięki za wszystkie odpowiedzi. :)
Jenka afirmuję bezpieczeństwo już sporo i jest lepiej niż kiedyś- ale zasługiwanie na pewno się przyda...
Ja sobie wczoraj uświadomiłam,ze tak doprowadziłam się do nerwicy- ciagłe przezywanie,odtwarzanie,trwanie w tym co boli, nie wiedząc co przyniesie jutro-taka ofiara co nic nie moze zmienić, zrobić. Cieszyłam i bałam się na tę pracę, jakoś pokonywałam lęk, byłam wdzięczna ze mogę autobusem dojechać do pracy bo mogę sobie przerobić lęk przed tym(a mam w pś bo z 1 wcielenia gdzie sie udusilam prawdopodobnie w ciasnym pomieszczeniu) teraz juz wsiądę ale czasami jeszcze się czuję nieswojo. Byłam wdzięczna ,że godziny pracy mam fajne i syna odbiorę i coś zarobię. Klienci są naprawdę raczej mili, dziś się pośmialam w pracy , emocje mi zeszly z wczoraj i do końca nie byłam pewna czy dać te wypowiedzenie...
No cóż starałam się kalkulowac na zimno zostać czy odejść... i tak mieli mnie wrzucic na stanowisko kredytowe docelowo a ja tego nie chcę robić, z ekipą mi tez nie pod drodze źle się czuję psychicznie w towarzystwie gdzie wszyscy są przeciwko sobie itd.
Złożyłam jednak to wypowiedzenie 2 tygodniowe i zostanę tam jeszcze 2 tyg. no coż taka podjęłam decyzję. Naprawdę wyszłam do ludzi po takim czasie poczułam,ze znowu moze byc fajnie,ze jestem'normalna' jak wszyscy ale ta atmosfera źle na mnie wpływa..codziennie boli mnie głowa, mysli natrętne znów mi zaczęły wracać a było troche uspokojenia.. bo afirmuję radość zycia, bezpieczeństwo, pozytywne nastawienie.. tak jak mówię nie narzekam na tę pracę na kasie bo 6h, klienci ogólnie spoko ale z tymi ludźmi w pracy mi nie po drodze...(nie ze wszystkimi).

Arwena dzięki za Twój post ,duzo mi dał, ja sie wychowałam w domu alkoholowym ,moja matka piła i starałam się jakoś sobie radzić, ale poźniej wpadlam z chłopakiem , mam cudnego synka(czego nie żałuję) ale zorałam sobie psychikę w tym zwiazku i juz tak od 4 lat staram się dojść do siebie, od terapii klasycznej, po afirmacje-węzły. Coś idzie do przodu ale dalej łapię takie doły-czarne dziury bo podstawy zycia mi sie całkiem posypały. Nie wiem ile mam jeszcze tej nerwicy ale było tak strasznie ze strach pomyśleć. Po tym wszystkim ,gdzie w liceum bylam raczej lubiana i wygadania( dziecko maskotka) stalam się bojącą zycia ,przerażoną ,zahukaną osobą. Samej siebie nie poznaję. W domu staralam sie chyba jakos odwrócić uwagę od picia i byc maskotką i moze to nie jest moja prawdziwa twarz/ teraz kazda gorsza chwila a ja mam wrazenie ze zaraz się rozsypię w pył ,ze juz dluzej nie potrafię dostawac w dupę bo zginę... Chciałabym normalne życie, z pracą ,z ktorej wracam ze spokojem i mogę zająć się synem a nie z bólem głowy i nerwami co jutro będzie...:)
Dzięki za ciepłe słowa ,chciałabym aby w moim zyciu nastąpiły pozytywne zmiany ,moze zacznę afirmować zasługiwanie,samoocenę, bezpieczństwo.. mieszkam z Tatą wiec głównie mam pomoc od niego, nasze relacje są teraz ok i moze coś innego wykreuję na lepsze-zobaczymy..
sorki za błędy i brak polskich znaków ale mam kiepską klawiaturę:)

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-10-09, 11:40:57 »
Muszka
Ten dekret widocznie wzbudza twoje lęki. Sprawdzałąs go pod kątem skojarzeń podśwaidomośći? Wyrazy oraz całe zdania?
Na takie doły bardzo dobrze działa ta metoda oddechowa o ktorej tu pisałąm. Tylko żę podczas oddychania trzeba się koncentrować na tym czego się boimy i stara ć się jak najmocniej czuć swoje emocje.
A pracy oczywiśćie nie rzucaj.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-09, 11:29:11 »
Cześć  muszka91 :) Post będzie zapewne długi, jak zwykle:p Ale bardzo chciałabym, żebyś go przeczytała.

Czytałam wczoraj Twój post i moja pierwsza myśl była taka: „kurcze jakbym czytała siebie sprzed lat”. Pamiętam dobrze jaką cichą i nieśmiałą osobą byłam, jaką miałam beznadziejną samoocenę, jak nie wierzyłam w siebie, jak bałam się własnego cienia. Chodziłam jak taka zalękniona myszka bojąc się nawet wyjść do sklepu, bo tam był przecież kontakt z ludźmi, kiedy wychodziłam z psem i ktoś do mnie próbował zagadać uciekałam w przerażeniu i wcale tu nie przesadzam. Całe to zamknięcie owocowało oczywiście kijowymi pracami jakie sobie przyciągałam, nie było mnie stać na nic lepszego, chociaż moi bliscy upierali się że przecież zasługuję na więcej. W poprzednich pracach pokroju kelnerka/recepcjonistka/barmanka/ekspedientka zawsze miałam jakieś powody do zmartwień, trzęsły mi się ręce, miałam bóle w klatce piersiowej, codziennie chciało mi się wymiotować, płakałam z powodu szefa, wpadałam w panikę, zalewał mnie zimny pot kiedy miałam kontakt z klientem, napotykałam na naprawdę wrednych i chamskich ludzi, przejmowałam się każdym słowem które było kierowane w moją stronę bądź za moimi plecami, miałam wrażenie że świat mnie nienawidzi, a ja nienawidziłam tych ludzi, czułam się jak robak którego można rozgnieść a on nic i jeszcze się uśmiechnie i podziękuje.

Nie byłam wtedy w takiej sytuacji jak Ty, bo nie mam synka na utrzymaniu, ale narzucałam sobie ogromną presję w podświadomości, że musze pracować, aby uzbierać pieniądze na mój wyjazd z domu (chciałam wtedy studiować w innym mieście), odkładałam też na komputer żeby mieć się na czym uczyć, wychodziło też na to, że i tak część pensji dokładałam mamie, bo w domu klepalismy biedę. A zarabiałam smiesznie małe pieniądze za naprawdę ciężką harówkę, pracując po 12 h, również w nocy, np. w motelu w którym do moich obowiązków należało dosłownie WSZYSTKO, obsługa gości hotelowych, restauracji, sprzątanie, robota papierkowa, kuchnia, nawet robienie drinków… Z szefem który był takim oszołomem, że aż do dzis mam ciary, w miejscu które w żaden sposób nie było chronione, na uboczu autostrady, miałam nawet sytuację że wracając z pracy otarłam się o gwałt i wyskakiwałam z jadącego samochodu, ale na szczęście nic mi się nie stało. PATOLA.

Próbuję Ci to wszystko nakreślić, żebyś wiedziała że teraz – mimo tak popieprzonych intencji i wzorców i przywiązania do bycia ofiarą (bo wierz mi moja rodzina się w tym specjalizuje – spłonął mój dom, mój brat tak się tłumił, że umarł, siostra nie może się po tym pozbierać i ma ciężką depresję i nie rozumie co się do niej mówi, matka jest ofiarą życiową, a ojciec no cóż jest bezdomnym menelem) UPORAŁAM SIĘ Z TYM. Dałam radę się z tego wszystkiego podnieść. Nie wiem jak Ciebie, ale mnie takie przykłady zawsze motywowały. Czytając wczoraj Twój post, poczułam ulgę, że już nie muszę tego wszystkiego przezywać, że już nie mam aż takich problemów. Oczywiście wywala, ale nie tak mocno, nie tak emocjonalnie, czuję się naprawdę szczęśliwa gdziekolwiek jestem, z kimkolwiek rozmawiam, czuję spokój, spokój którego tak pragnęłam.

I wiesz co?

Zmiana pracy, czy stawianie swoich granic na siłę kiedy nie jesteś na to gotowa, prowokowanie do wyrzucenia, nie pomoże Ci na dłuższą metę. Sama wiem jak ciężko znaleźć pracę jeszcze z tak niską samooceną, ja jeszcze mieszkałam w Toruniu w którym ogłoszeń było tyle co nic. Miałam kryzysy w pracy, bliscy mówili mi teksty z cyklu - rzuć to w cholerę, nie zasługujesz na to, szanuj się. Rzucałam i wpadałam znowu w ten okropny proces szukania pracy, denerwowałam się, w końcu znajdowałam coś nowego, wmawiałam sobie że nie jest źle ale dalej było kijowo. W ten sposób nie uciekniesz od swoich problemów, wiem że pocieszanie Cię w stylu „nie zasługujesz na to wszystko, jesteś wrażliwa, ta praca nie jest dla Ciebie”  wydaje się być miłe, ale ja to przeżyłam i wiesz,  dopóki nie popracujesz nad sobą, mając tak silne wzorce ofiary będziesz się źle czuła i przejmowała ludźmi gdziekolwiek nie trafisz, niestety taka jest prawda.

Masz na utrzymaniu dziecko, nie katuj się kolejnym procesem szukania pracy na hura, spróbuj zaakceptować to co jest chociaż na chwilę i popracuj nad sobą i obserwuj zmiany jakie się dzieją wokół ciebie, doceń każdą. Twoja praca sama w sobie jest kijowa, to w końcu praca kasjerki, oczywiście zasługujesz na coś lepszego, Bóg ma dla Ciebie zawsze coś lepszego, ale –i  to jest teraz bardzo ważne –
 
zmień pracę w tym momencie kiedy będziesz czuła, że zasługujesz na coś lepszego, kiedy będziesz całą sobą czuła, że nie pasujesz do tych ludzi i że czeka na Ciebie coś zupełnie nowego – nie dlatego że czujesz smutek, ból, frustracje, żal, strach. Nie ma chyba gorszego sabotażu od rzucania pracy pod wpływem negatywnych emocji, bo pomyśl, gdzie to Cię zaprowadzi? Do utopijnej pracy marzeń, z ludźmi którzy będą Cię kochać i akceptować? Póki Ty na to nie pozwolisz, tak nie będzie. Pamiętaj, że Ty kreujesz swoją rzeczywistość…

Wiesz, jesteś dzielna, nie jest teraz z Tobą tak źle jak ze mną z przeszłości;) Piszesz, że praca jest ok., tylko masz problemy w tych relacjach z ludźmi, więc poradzisz sobie, nic tylko pracować nad tym, co Ci w tej pracy przeszkadza. A jak to przerobisz naturalnie otworzysz się na coś nowego. Lepszego:) Sama też zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś ofiarą, to też ważny krok, bo są przecież ludzie którzy lamentują nad zmianą swojego życia a się nawet nie przyznają, że mają takie a nie inne wzorce i albo udają twardzieli albo zwalają winę na innych.

Czasami proste rozwiązania są najlepsze, jeśli praca nad uwalnianiem się od wzorców ofiary Cię przerasta, bo to rozległy temat i pewnie wiele warstw masz tutaj do odpuszczenia, to… nie katuj się, może na razie nie jesteś otwarta na tak radykalne zmiany, skup się na jednym temacie i oraj go aż poczujesz efekty (uwierz mi, że będą) i najważniejsze dla Ciebie teraz – żeby to było coś przyjemnego dla Ciebie, żebyś się uspokoiła, wyciszyła, zrobiła sobie grunt pod pracę z naprawdę silnymi emocjami. Wzorce ofiary to cięzkie klimaty, skup się może nad pozytywnym nastawieniem do świata, do ludzi, do życia, zmian w swoim zyciu. Ja pracę nad optymizmem zaczęłam od medytacji Leszka „Szkoła optymizmu”, robisz sobie ją rano i wieczorem po 15 minut codziennie, więc nie jest wymagająca, jak najdłużej - gwarantuję Ci że poczujesz zmiany. Miałam przed nią na początku opory, bo przecież przez większość życia widziałam wszystko w czarnych barwach. Ta medytacja nie obciąża, nie przytłacza, napawa Cię dużą ilością pozytywnego nastawiania, możesz jej sobie słuchać w drodze do pracy…

I nie przejmuj się tym, że piszesz tylko wtedy kiedy Ci wywala, od tego przecież jest to forum i nie musisz przejmować się co sobie ktoś tutaj o Tobie pomyśli. Masz prawo czuć się źle, ma prawo Ci wywalać i nie ma nic złego w tym, że prosisz o pomoc, wiesz moim zdaniem to jest swojego rodzaju odwaga, napisać publicznie o swoim problemie i tym samym pokazać, że chcesz stawić mu czoła, a nie zamykać się w swoim bagienku i wiecznie czekać na cud. Tak jak już pisałam - jesteś dzielna a ja osobiście odbieram Cię jako bardzo pozytywną osobę, nie ważne o ilu problemach byś tutaj nie pisała.

Wspieram i życzę powodzenia :)
« Ostatnia zmiana: 2015-10-09, 11:36:16 wysłana przez Arwena »

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-09, 07:50:32 »
Mariusz, dokładnie o to chodzi: samoocena. Bo to ona jest tu podstawą do odbioru tego typu zachowań. I dekret na zasługiwanie wraz z modlitwą o Boską opiekę chyba rzeczywiście powinny być wprowadzone najpierw, a dopiero po ugruntowaniu (uwierzeniu) ich można przerabiać uwalnianie od wzorców ofiary.

Muszko, ja na kasie pracuję już dwadzieścia lat. I przyznaję, że bywało różnie - jeszcze dwa lata temu potrafiłam się trząść, albo i rozpłakać, jak ktoś mnie zbluzgał. Od kiedy trafiłam tutaj :) i zaczęłam pracować z pś i wzorcami z dzieciństwa, robi się coraz przyjemniej w relacjach z klientami, nawet sami potrafią przeprosić za "niewłaściwy" ton, albo brak drobnych ;) A najbardziej pomaga pozwolenie na przepływ: Wiem, że ktoś wybucha złością, bo coś go rozzłościło, ale pozwalam tej złości "przepłynąć" przeze mnie bez traktowania jej jako osobistej zniewagi - ja jestem tylko lustrem. To naprawdę bardzo pomaga.

Trzymaj się, wymówienia sama nie składaj, bądź wdzięczna za każde dobre słowo i obserwuj, co się będzie działo. Pozdrawiam ciepło i wspieram :)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2015-10-08, 23:46:26 »
Czuje że w dużym stopniu chodzi tu o samoocenę. A podstawa pracy z samooceną to afirmowanie zasługiwania w każdej sytuacji na to czego nam potrzeba

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2015-10-08, 23:45:17 »
Pamiętaj że zasługujesz na szacunek zawsze i wszędzie. Czyli również na tym stanowisku pracy. Jak ktoś jest nieuprzejmy to go masz prawo odpowiednio potraktować. Na czym polega "odpowiednio" to juz trzeba wyczuć. ważne żeby nie było tak, że ty nie masz prawa bronić swojej godności i dobrego samopoczucia.
No więc masz prawo powiedzieć takiemu co będzie trzeba włącznie ze "spierdalaj pan" :-) I nie jest ważne że naskarży do kierownika sklepu. Jak wyrzuca z pracy to pewnie nie była praca dla ciebie. Porządny kierownik by zrozumiał i nie wyrzucił. Z głupim kierownikiem nie ma sensu utrzymywac relacji.

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-08, 23:14:42 »
Ja nie chce uciekać ale boje się,ze nerwowo sobie nie poradzę z tym wszystkim.To prawda ,ze się przejmuję nadto ale pan mnie dzis bardzo obraził i na nic moje spokojne podejście po prostu mnie tak zjechał ze mnie zatkało na kilka godzin. W pracy ekipa moze byc ale kazdy gada za plecami i choć pracuję krótko to często wymagają ode mnie żebym wszystko potrafiła jak nikt mi tego nie pokazał.. moze im się nie chce,może zabiegani? a umowę czekałam ponad miesiąc tłumacząć mi ze gdzies zaginęła.. dziś czuję się roztrzęsiona po pracy a synem się trzeba zająć a ja mam ochote wyć:) w tej całej wywalance trudno zobaczyc moje intencje emocje szaleją.. juz nawet napisałam wypowiedzenie i nie wiem czy je jutro wręczyć. Wiesz JenKa jak ktoś chwilę przy kasie coś na odczepnego doda to mnie nie razi tak bardzo:) ale jak ktoś po mnie jedzie,typu" powinnas znac swoje miejsce" " jestes tu dla mnie wiec rób swoje obowiązki" itp choć nie ma racji to chyba jednak atak.. rano wstaje a zasnac z tych emocji nie mogę

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-08, 23:02:40 »
Hej, Muszko, faktycznie masz kryzys. Współczuję :(

Ale, jak sama piszesz, presje narzucasz sobie sama! Również sama się tym wszystkim tak bardzo przejmujesz. Zastanawia mnie tylko, jaki związek ma obwinianie wszystkich z czuciem się ofiarą i próbami dopasowania się do cudzych wymagań - nie ma w tym przypadkiem sprzeczności?!
Przede wszystkim NIE MUSISZ SIĘ STARAĆ - możesz, jeśli chcesz. NIE MUSISZ SIĘ PRZEJMOWAĆ cudzymi problemami  - możesz wysłuchać i życzyć, by się rozwiązały. NIE MUSISZ NARZUCAĆ SOBIE PRESJI bycia odpowiedzialną za wszystkie błędy - niektóre wynikają z niewiedzy, pośpiechu, stresu; czasami wystarczy przeprosić i  samemu sobie odpuścić. Ludzie nie chcą Ci dowalić czy zrobić na złość - być może temu panu wcale nie chodziło o Ciebie, tylko wczorajszą zupę, co była za słona ;) To Ty odebrałaś to jako atak na siebie. NIC NIE MUSISZ - tylko możesz.

Spróbuj przyjrzeć się swoim reakcjom i temu, jakie kryją się za nimi intencje. Może wściekłość, może zazdrość, poczucie winy (za co?),a może coś jeszcze innego? I spróbuj również docenić tych, którzy są dla Ciebie mili i wspierający - może jest ich znacznie więcej niż myślisz :)

A co do wymagania "Bóg wie czego" - no właśnie: tylko Bóg wie czego tak naprawdę mamy od siebie wymagać. Więc może to Jego należałoby poprosić o pomoc?