Olga
Fajnie napisałaś:)
Mnie osobiście trochę razi podejście do dzieci, tych niby uduchowionych osób, świadomych terapeutów, "na wysokim poziomie rozwoju", którzy w kontakcie z dzieckiem
reagują jakoś dziwnie, nerwowo, albo bardzo niemiło, dając odczuć dziecku, że ma "siedzieć cicho", najlepiej żeby go nie było, "dzieci i ryby głosu nie mają" itd itd
I to nie musi być ich dziecko, nie musi wcale jakoś prowokować, po prostu jest w ich otoczeniu, na chwile. Zdarzało się, że byłam w szoku jak słyszałam jak się do dziecka te osoby potrafią odnosić, czasem wręcz z agresją, złością. Zupełnie nieuzasadnioną, patrząc na to z boku.
Dziwię się, dlatego, że tyle się mówi o wzorcach DDA, uzdrawianiu dzieciństwa, związku z rodzicami., co wg mnie jest podstawą. A Ci ludzie zdają się zupełnie nie zauważać swojego zachowania, intencji. I nikt ich przecież nie presjuje do bycia rodzicem, chodzi o zwykłą ludzką życzliwość. Także do dzieci, jak każdego innego człowieka.
Ostatnio pewna rozwojowa znajoma będąc u mnie była zdziwiona, że czemu ja tyle czasu poświęcam dziecku gdy ona u mnie jest. Byłam zaskoczona, bo przez 2-3 godziny zamieniłam z synem kilkanaście zdań. Przez 1,5 godz sam zajmował się sobą. Jakby ktoś myślał, że dziecko to jest przedmiot, zabawka, którą upchnie się w szafie, bo goście przyszli i ma nie przeszkadzać;) Ma siedzieć cicho i nie przeszkadzać dorosłym, przestać istnieć ze swoimi potrzebami na kilka godzin. A tyle się tłucze tematy szacunku, dzieciństwa przecież. Paradoksalnie często ludzie zwyczajni , nie zajmujący się rozwojem mają większe zrozumienie tematu;)