Ostatnio uświadomiłam sobie, że prawie już nie mam poczucia winy. Dziwnie się czuję. Czuję taką lekkość w głowie i na sercu. Aż nie dowierzam. Tyle lat sie samobiczowałam. Miałam do siebie pretensje o wszystko.
O to, że coś powiedziałam,
że nie powiedziałam,
że za późno powiedziałam,
że za wcześnie,
że coś zrobiłam lub nie,
że postawiłam kogoś w kłopotliwej sytuacji,
że ktoś mógł źle odebrać to co powiedziałam czy napisałam
że się odezwałam lub milczałam
że za głośno lub za cicho
że nie tym tonem
że jestem.
Nie jest to jeszcze całkowicie uzdrowione. Czuję jeszcze jakiś cień. Boli mnie kark - a kark to poczucie godności. Ale i tak to doświadczenie wprawia mnie w jakiś taki zachwyt. Przecież to jest takie normalne, że skoro człowiek JEST - to że może swobodnie wyrażać siebie.