przyznam się jeszcze do czegoś. znowu wywaliło mi z moim pięknym byłym niedoszłym adoratorem.
po powrocie do pracy po trzech dniach tęsknota za nim była już tak silna, że musiałam wyjsć na spacer się przejsć po zakladzie no i oczywiście... mu na spotkanie. No i nadjechał na białym koniu, tzn w kremowym melexie z przyczepą i zatrzymał sie przede mną...jechał akurat bajerować jakąś technolożkę w innym zakładzie. Gapil mi sie na rozporek, no i oczywiście w oczy, a ja chwaliłam sie swoją zarysowującą się karierą, on słuchał i słuchał i utwierdzał się zapewne w transie podziwu dla mojej wspaniałej osoby (coś mi się też od życia należy, no i zemsta za jego prowokacje musi być).
oklapłam, padłam, stracilam parę, energię i załamałam się. Wczoraj nawet w transie pojechałam do marketu po komórkę mając nadzieję, że go spotkam. tak jakby miał być on i tylko jeden, jakby przesłaniał mi cały świat, jakbym nie wierzyła, że ktoś inny moze się mną zainteresować-jakiś lepiej rokujący. A niby mi wzrosła samoocena. Przecież tyle hipnoz i wkodowan w niego już mi poschodziło. Może to ślubowanie, że mam go doprowadzić gdzieś lub żeby przy mnie wyszedł na ludzi? mam wrażenie, że trzymam się jego tematu, osoby-wyimaginowanej, bo to nie jest on prawdziwy, tylko go przypisuje do jego postury zupełnie ślepo i kurczowo. Ale to i tak tylko wrażenie, bo myślę teraz, że w rzeczywistości przecież on jest cudowny! jak więc mam się uwolnić, skoro podswiadomie nawet nie chcę się uwolnić? czy to wzorce rodzinne -matki, babci, siostry ktore kaza się zafiksowywać na kimś zupelnie nieodpowiednim i trzymać go kurczowo, ślepo? a może moje? niby afirmacja działa, że potrafię zachować trzezwosc i przytomnosc myslac o nim i widzac go no i co z tego? moze myślenie o nim to jak nałóg alkoholika, nie chcę się uwolnić, bo odgradza mnie to od pracy nad sobą czy od samej siebie. Ale przecież jakoś pracuję...
sytuacja jest zatem beznadziejna ale nie poważna...generalnie miałam gorsze wywalenia w jego temacie, ale to też nie jest przyjemne, zabiera mi energie i powoduje rezygnację i doła. Dodatkowo siostra powiedziała, że powinnam się modlić aby z nim być a nie żeby się od niego uwolnić...masakra.