chciałam wyznać, że Francja Francją, ale tęsknię za Olsztynem.
Z jednej strony fajnie, nowy kraj, nowi ludzie, urok nowości, ale z drugiej mam wrazenie ze wszystko wygląda tu-mam na myśli zabytki, kościoły, z grubsza, tak samo.
Ludzie pracują na lajcie, jedzenie jest dobre, choc bagietki wychodzą mi już bokiem a chleba z ziarnami nie ma, ale jakos tak nie jestem u siebie.
Z drugiej strony nigdy w zyciu nie nazwiedzałam się tyle ile tutaj w tak krótkim czasie i wiadomo, przygoda fajna.
Moja fajna koleżanka wyjezdza, od czwartku bede juz raczej sie gnieździć sama we własnym sosie no i jakoś tak mi z tym smutno.
Wkręcam się, że Francuzi w firmie mnie lekcewazą i uważają za idiotke, ze jesli nie potwierdzają, że coś dobrze powiedziałam to znaczy że ten ich język kalęczę ale oni wstydzą się mi zwrócić uwagę. Czuję się przez nich niezauważona. Pewnie się wkręcam jak to mam w zwyczaju z samotności. Wkurzaja mnie te moje wewnetrzne blokady na samoocenę i przejmowanie się głupotami:/
A to ciągłę: ca va? ca va bien? tu vas bien?... Juz chyba wole polskie narzekanie:D.