Aniu
Rozumiem Cię, bo ja też kiedyś byłem "jedynym" niepijącym. Dzisiaj raczej unikam spotkań zakrapianych alkoholem za wyjątkiem rodzinnych imprez typu chociażby wesele, które jednak nie są zbyt częste. Wówczas stawiam kieliszek do góry nogami, wyraźnie zaznaczając, że nie piję. Podobnie robi moja partnerka. A gdy ktoś mnie namawiał, by się napić albo pytał dlaczego nie, to odpowiadałem wprost, że to trucizna, świństwo i dziwię się, że w ogóle można pić coś takiego. Z kolei gdy słyszę, że wszystko jest dla ludzi, odpowiadam cytatem z książki Leszka Jak korzystać ze zdolności parapsychicznych, który bardzo mi się spodobał: Jeśli uważasz, że wszystko jest dla ludzi, to posiedź sobie w mrowisku, a potem ponownie zadaj te pytanie.
Obecnie to już mi się chyba wcale nie zdarzają sytuacje, by mnie ktoś namawiał, nawet na imprezach o których wspomniałem. I wiesz co? Ludzie to szanują, nawet ci którzy nie są abstynentami. Dodam jeszcze, że zrezygnowałem z bycia świadkiem na ślubie brata, ze względu na to, że świadek odpowiada za zawartość kieliszków weselników, a wyobraźcie sobie jak może czuć się abstynent latający z butelką i dolewający innym. Źle, ponieważ wiedząc, że to trucizna, miałbym im nalewać? Tak, niby ich wybór, ale dlaczego moimi rękami, to nie moja karma :-)