Po pierwsze - dziękuję. Za to co napisaliście- Leszek, Frisky , Edyta.
Opędzam się od poczucia winy za tamten wulgarno- załosny post i kilka mało przytomnych tamtego dnia.
Ale to już się stało i w sumie czuję, że krzywdy nikomu nie wyrządziłam, co najwyżej zostawiłam świadectwo o sobie.
To rodzinne uwikłanie to najsilniejsza rzecz z jaką miałam do czynienia w tym życiu.
Wyfruwałam już kilka razy. I za każdym razem dawałam się złapać. Na początku na dłużej, potem na krócej ale jednak. Nie umiem się połapać w jednej kwestii - czy tato też manipuluje czy to już normalnie starość - 76 lat.
Bo matka od dziecka wmawiała mi, że świat jest zły, a dom to cud miód itp. Ona jest jawnym "wrogiem " a u taty może nie aż tak silnie to emanuje a przez to tym gorzej bo jakby z ukrycia.
Zostawiłam ich na dzisiaj samych jak pisałam tam niżej.
No i poszła zakrapiać tacie to oko. Tyle, że za 2 razem wychlapała z 5 kropel obok oka bo po raz któryś tam w ciągu dnia zgubiła okulary. Te dni są bardzo nierówne. A mnie serce boli, że inni mogą a u nas znów coś nie gra, taka prosta czynność i ojciec musi znów się męczyć.
To co mam zrobić? Poprosić o jeszcze jedną receptę w szpitalu na dodatkową butelkę a jak będą pytali dlaczego podać jako powód to, że mama gubi okulary a nawet jak je ma to i tak krople marnuje . dawki sa cholernie ważne, za dużo wpaść też nie może. Pozwolić na to i powiedzieć sobie Boże Ty się tym zajmij? Tak wiem- wolę go wyręczać w tym przypadku

I dlaczego z 3 jki rodzenstwa to ja mam poddatność na te wzorce najsilniejsze....