Nie jest niebezpieczny
To w gruncie rzeczy dobry, kochany człowiek i ma potencjał na bycie kimś przecudownym. Niestety, przy takim zablokowaniu serca i przy wychowaniu, jakie wyniósł z domu (donosicielstwo, brak lojalnoci, szukanie maminej miłości w tym, że szkaluje się "wspólnych wrogów" - czyli wszystkich poza nimi samymi i w tym, że trzeba być maminym herosem, bo ona taka biedna, niezaradna i rozkosznie pierdzielnięta) nie można z nim stworzyć związku opartego na harmonii. Może musi trafić na osobę równie zablokowaną i przytępioną energetycznie. Też nie chcę wszystkiego mówić, bo nie chcę go oczerniać czy obrzucać błotem przez wzgląd na to, że byliśmy razem, chociaż wiem, że on już takich skrupułów nie ma. Mam podejrzenia, że może tu zaglądać (pozdrawiam :/ ), więc po co ma to czytać. I tak nie zrozumie, o co chodzi, zawsze stawał okoniem lub miotał foch za fochem na każdą uwagę...

tak więc tępota uczuciowa jak najbardziej i tu wystąpiła.
Utyłam, bo czułam się z nim jak na psychodelicznie zwolnionych obrotach, bardzo się cofnęłam w rozwoju duchowym i ogłupiałam swój umysł i ciało, żeby nie odczuwać, jak bardzo mnie takie upadanie boli. Niestety, nie dało się nie wyczuć, że ostatnie pół roku co najmniej to już myślami był przy innej. Ja, niestety, nie kochałam go (romantycznie) co najmniej rok przed zerwaniem, ale myślałam, że romantyczna faza, ten zachwyt na widok drugiej osoby czy w ogóle jakikolwiek apetyt na nią to coś, co przemija naturalnie. Więc cierpiałam i myślałam, że na tym polega dorosłość i poważne związki długodystansowe.
Ojciec został zdiagnozowany przez wszystkie możliwe osoby jako istota demoniczna (on i cała jego strona rodziny) z odrobinką schizofrenii dla pikanterii i żeby nie było za nudno.