Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 640500 razy)

VanillaOrchard

  • Gość
[#]   « 2013-12-18, 15:58:53 »
A jak wyglądał związek twojej matki z twoim biologicznym ojcem? Czy widzisz w nim jakieś podobieństwa z twoim?
Czy twój chłopak przypomina w czymś twojego ojca?

BYŁY chłopak... Krzyż mu na drogę i całej jego familii, bez pomijania czosnkomiotu i osikowych kołków.
Tfu, tfu.

VanillaOrchard

  • Gość
[#]   « 2013-12-18, 15:55:28 »
Freeflight,

trudno nie uwierzyć, skoro wydaje się, że już się coś przerobiło, przeafirmowało, odreagowało i zamknęło za sobą, a to wraca, tylko jakby z "innej beczki". W tym wypadku jest to motyw zdrady - każdy mój były zdradzał w inny sposób, z innych powodów i inne rzeczy do przerobienia w związku z tym wyskakiwały. Czyżbym miała leczyć objaw, a nie chorobę? Mam afirmować wierność, do kroćset? Niebywałe.

Inga,

musiałam się dłużej zastanowić i powiem szczerze, że nie widzę żadnych podobieństw, ani fizycznych, ani emocjonalnych, ani mentalnych. Jedyne, co mój eks ma wspólnego z moim ojcem, jest akurat pozytywem i to takim, który nie jest dla mnie piorytetem. no, ale ojciec jest istotą demoniczną, a eks anielską, więc już z gruntu są różni.
Związek matki z biologicznym ojciem? Ojciec nadal poczuwa się w obowiązku raz na jakiś czas wkroczyć do naszego życia jako osoba sprawiająca same kłopoty - nasyłanie zbirów na mamę, żeby ją zastraszyć, pozwy do sądu o pieniądze, straszenie... W trakcie trwania ich "związku" pamiętam częste znikanie ojca bez pożegnania na wiele dni i strzępki rozmów o tym, czym się zajmuje i które to baby kolejno "zalicza" na mieście (w tym przechwalanki ojca). Pamiętam też ciągły strach, co tym razem wymyśli, żeby tylko mamie dopiec, po rozwaleniu jej samochodu i nasłaniu wielokrotnym osób, które miały ją okaleczyć fizycznie, interweniowałam ja i teraz jest spokojniej.

Czy dostrzegasz przyczyny mojego samopoczucia i sytuacji, jaka teraz wynikła z moim eks w relacjach mojej mamy z moim ojcem?

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-12-18, 15:11:28 »
A jak wyglądał związek twojej matki z twoim biologicznym ojcem? Czy widzisz w nim jakieś podobieństwa z twoim?
Czy twój chłopak przypomina w czymś twojego ojca?

Freeflight

  • Gość
[#]   « 2013-12-18, 07:40:08 »
Vanilka

Beznadziejnie to jest w te negatywne przekonania wierzyć i je podtrzymywać...Już wiesz,co było nie tak,więc wiesz,co z tym zrobić...A mężczyźni...Są jacy są...Na pewno to nie muszki owocówki ;-)....Hahaaa-rozbawiłaś mnie,uwielbiam twój styl pisania...

VanillaOrchard

  • Gość
[#]   « 2013-12-18, 00:46:19 »
Nie wiem, od czego zacząć... Nawet nie chciałam pisać na forum o tym, bo wydaje mi się to takie w stylu osoby, która nie ma pojęcia o karmie i o rozwoju duchowym i tkwi w miejscu jak tępy bolec, bo się nie może pozbierać do kupy. Nie chciałam też nikomu głowy zawracać. Ale nie mogę sobie poradzić sama ze sobą, więc po tygodniu proszę... No - przynajmniej o życzliwe zmilczenie moich "wywalanek"...

Jakiś czas temu rozstałam się z chłopakiem. Wszystko było niby cacy (tak mi się wydawało), a teraz doszło do kilku niemiłych sytuacji, które sprawiły, że wyszło na jaw, jak bardzo byłam niepogodzona z tym, jak się sprawy rozegrały i z tym, kim się przez ten związek stałam (nie obwiniam nikogo, poza sobą), jak zmieniło się moje życie i jak dostosowywałam się do tej osoby... Jak bardzo znieczuliłam się emocjonalnie. Teraz, z racji wywalanek, przynajmniej czuję rozgoryczenie i niechęć, przez ostatnie 8-9 miesięcy trwania tej relacji nie czułam nic. Pierwsza lepsza decha z sękiem ma bogatszy wachlarz emocjonalny niż ja wówczas miałam.

W niedzielę odkryłam, że od jakiegoś czasu spotyka się z dziewczyną ze swojej pracy i się z tym afiszuje. Co znaczy, że sprawa trwa dłużej. Co oznacza, że coś było na rzeczy jeszcze, jak to nasze truchłowate... "COŚ", co miało być arcypoważnym związkiem, trwało. Nie sądzę, żeby miał mnie zdradzać, ale i tak czuję się zdradzona i oszukana. Zastanawiam się, co w końcu było prawdą. W tamtych ostatnich miesiącach zdarzyło się, że musiałam wyjechać na 1,5 miesiąca i przyjechałam do niego na weekend, to ledwie mnie dotknął. Czuję się jak ostatni bałwan.
Sprawdziłam profil tej dziewczyny. Jest dla mnie ewidentne, że od razu jak zerwałam z nim, ona "zabrała się do rzeczy". Nic do niej nie mam, myślę, tak na pierwszy rzut oka, ze pasują do siebie bardziej, niż ja do niego pasowałam (zresztą, on nie był nigdy w moim typie, nie wiem, jak przeciągnęłam ten związek na 2,5 roku mojego życia, skoro po 3-4 miesiącach już się w nim dusiłam i chciałam go zakończyć, ale wszyscy mi odradzali, żeby nie podejmować pochopnych decyzji i żeby przerobić pewne kwestie, które wychodziły na wierzch). Ale i tak czuję, że to jest jakiś chory żart. tym bardziej, że wiem, że on ma skłonności do tego, żeby swobodnie mówić komukolwiek, kto ma uszy i trochę czasu, o swoich wszystkich byłych i... nie zostawiać na nich suchej nitki. Świadomość tego, że jest gdzieś tam i mówi komuś źle o mnie, bardzo mnie boli. Jest mi strasznie przykro.

Teraz cały wysiłek, jaki włożyłam w bycie odpowiedzialną, dorosłą i świadomą partnerką, która nie rzuca nikogo pochopnie i pod wpływem impulsu, obrócił się w jakiś cyniczną parodię relacji międzyludzkich. W sumie - w ogólnym rozrachunku - niewiele przerobiłam, natomiast wyszłam z niego absolutnie z zerową wiarą w mężczyzn (skoro tak solidny i dbający facet jak on mnie oszukał, to ja już w żaden związek nie wierzę, nie mam żadnej nadziei). Moja ciało zapaskudziłam toksynami (złe jedzenie, alkohol, brak snu, stres, użalanie się nad sobą doprowadziło do nadwagi - w ciągu pierwszych 3 miesięcy, gdy byliśmy razem, przytyłam 12 kilo i nawet tego nie zauważyłam - ?!), więc teraz czuję się oszukana, wykorzystana, bardzo ale to bardzo niekobieca... Czasami aż sama sobie współczuję i sama się głaszczę po ramionach, żeby się pocieszyć po seriach autosabotażu, kiedy to stoję przed lustrem czy idę ulicą i zaczynam od: "nic dziwnego, że..." i "jesteś taka to a taka" (wszystko negatywne). Jak ktoś mógłby pokochać taką ofiarę losu? Wolałabym już kochać kogoś z oddalenia niż znowu narazić się na ignorowanie i wyśmiewanie - lub zadawać komuś ból ze względu na bagaż emocjonalny z tego wcielenia. Widzę to wyraźnie, jak bardzo byłam entuzjastycznie nastawiona do partnerstwa i związków 5 lat temu, kiedy zaczynałam z kimś na poważnie związek po raz pierwszy, a teraz. Serio, czuję się jak zużyta szmata do podłogi. Nie odczuwam w sobie młodzieńczego entuzjazmu ani radości, a to był mój znak rozpoznawczy - właśnie taka radość i spontaniczność. Wtedy tak łatwo było dla mnie się zakochać lub choćby zadurzyć... Teraz, gdy widzę atrakcyjnego mężczyznę (nie mówię wyłącznie o fizyczności), to patrzę na niego jak na muchę owocówkę. Z zainteresowaniem, może na chwilę mi oko zabłyśnie, jeżeli jest na czym je zawiesić, ale zaraz czuję nawarstwianie się oporów, chowanie się w sobie i strofowanie samej siebie.

Czy ja kiedykolwiek kogoś pokocham? Zaczynam w to wątpić. Czy pozwolę sobie jeszcze kiedykolwiek, żeby ktoś mnie po prostu zachwycił? Nawet jakby tylko na chwilę?
:(

Beznadziejna. Po prostu beznadziejna jestem, wiem.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-12-13, 20:08:33 »
hahaha :D

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-12-13, 19:50:10 »
MIŁOŚĆ  nie  wybiera, czy  jej  chcemy  nie  pyta  nas  wcale

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-12-13, 18:57:32 »
wlasnie zaczelam podczytywac z chomika-rzeczywiscie cos w tym jest.
generalnie widze w nim chyba cos czego w nim nie ma :D. i jakby nagle się poukładał chyba straciłabym nim zainteresowanie. chodź oczywiście gdzies tam nadal sobie myślę, że może jest w nim coś wyjątkowego, co jest bzdurą bo w pierwszym lepszym facecie z ulicy znajdzie się więcej wyjątkowości niż w nim :D.
właśnie teraz podejrzewam, że tankuje ostro więc zostawmy go sam na sam ze swoim nałogiem.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-12-13, 13:03:15 »
(chodź to alkoholik, babiarz i wieczny chłopiec), .

Jest taka książka- Kobiety które kochają za bardzo- gdzie jest wyjaśnione dlaczego kobiety zamiast poukładanych emocjonalnie mężczyzn, przyciągają takich popaprańców i dlaczego tacy im się bardziej podobają.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2013-12-13, 09:49:05 »
Niedawno byłam na wywiadówce u syna. Jest w 6 klasie.
Nauczycielka robiła wymówki, że dzieciaki same nie rozwiązują zadań, tylko pytają je jak nie rozumieją treści zadania. Bo przecież na teście nikt im nie będzie podpowiadał.

Zastanawiam się czy to ja mam jakieś przestarzałe podejście, czy tym nauczycielkom się coś pokićkało.

To prawda, że na teście dzieciom nikt już nie będzie tłumaczył jak zrozumieć zadanie. (zdecydowania ja miałam w szkole lepiej. nie dość, że nauczyciel dyktował zadanie, to jeszcze można było się czasem dopytać czy dobrze się je rozumie)

Ale te dzieciaki przecież muszą się nauczyć rozwiązywania tych zadan. A jak mają to zrobić jak nie mogą zadawać pytan?

I potem nauczyciele stękają, że dzieciaki nie douczone.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-12-12, 19:04:04 »
Mariusz
Postanowilam wrócić do żywych i traktować ten element życia-prawko-jako dodatek a nie mus i centrum wszechświata. Przez ten egzaminy nie robiłam nic innego, nie uczyłam się języków-tego co lubię, nie czytałam książek tylko sobie myslalam, ze na pewno wrócę do tego jak zdam a teraz musze zdać bo inaczej koniec swiata. Jesli nie zdam 3 razy zastnowie się czy by nie przerwać, bo szkoda mi pieniędzy. Wiem, ze nie jezdze najgorzej a jesli nie zdam widocznie tak ma być:D. W koncu wiem, ze tak czegoś tam się nauczyłam o jeżdzie, kodeksie drogowym i samochodach i dla samej siebie starczy mi ta świadomość:D. A dziś śmiać mi się chce nawet z tego wczorajszego. no ale oczywiście zobaczymy jak będzie jeśli obleję po raz kolejny:D.

I troche w innym temacie. Ostatnio miałam węzły i schodziły ze mnie 3 wielkie hipnozy i kodowania na 3 wspaniałych mężczyzn jakich poznałam w swoim życiu. ze niby tylko z nimi moge byc i ze sa mi przeznaczeni itd. bujałam się tak przez wieki z nimi. można nieźle się z tego pośmiać, serio. są nawet do siebie podobni troche fizycznie, ten sam typ  zwłaszcza pierwszy i trzeci-bożyszcza kobiet i 100% samce-którego widze na codzien od ponad roku bo z nim pracuje (z dwoma pierwszymi nie mam kontaktu od lat). no i jak już zeszły ze mnie te kody i przymusy bycia blisko niego to z pewnym zdziwieniem kontastuję ze nadal mi się podoba (chodź to alkoholik, babiarz i wieczny chłopiec), teraz jest czyściej między nami i normalnie o wiele swobodniej się przy nim czuję. moje platoniczne uczucia do niego są teraz o wiele czystsze i on sam chyba jest zdziwiony poprawą w naszych relacjach i ich swobodą. nie wiem skąd to i o co chodzi, ale nie przeszkadza mi na razie:D.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2013-12-11, 22:37:21 »
Dziś w sklepie widziałam tego pana http://static.hypable.com/wp-content/uploads/2012/06/RufusScrimgeour.jpg
Sobowtóra oczywiście, ale baaaaardzo podobny. Włosy nawet podobnej długości miał, tylko innego koloru. :D

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-12-11, 18:13:23 »
skoro ci niepotrzebne to nie masz o co się stresować - zdawaj na pełnym luzie z poczuciem zasługiwania na prawko, dla zabawy

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-12-11, 18:07:41 »
mieszkam pod samą pracą, wszędzie mam blisko i jakbym jeździła samochodem to już bym sie w ogóle nie ruszała,  poza tym nie mam dokąd jeździć, samochód kosztuje i mnie nie fascynuje, a wręcz źle się kojarzy.
i afirmować mi się nie chce bo znowu by to potrwało kolejne miesiące a mam ważniejsze tematy. niestety działa u mnie prawo przekory.
generalnie po dzisiejszej akcji nie wierzę za bardzo zebym mogła to zdać.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-12-11, 18:02:45 »
może poafirmuj sobie sens posiadania prawka, bo szkolenie we Francji to trochę mało może być (nie pamiętam o co z tym chodzi, że ci do tego potrzebna)

jest dużo korzyści różnych z jego posiadania :-) nie musisz byc pasjonatką motoryzacji żeby sobie spokojnie korzystać z samochodu