Dzisiaj znowu dostałem załamania nerwowego i ataku szału - przy rodzinnym niedzielnym obiedzie. Siedziałem 20 cm od mojego pijanego już ojca który mówił coraz agresywniej o róznych sprawach, we mnie narastało a potem weszliśmy na temat zmian w działalności (przypomnę że zarządzam lokalem którego mój ojciec jest właścicielem), zakazał mi wprowadzać istotnych zmian, narastało we mnie, zacząłem coś argumentować czując się coraz bardziej nieprzytomnie i tracąc grunt pod nogami, w końcu jak znalazłem dobry argument na nielogiczność jego argumentacji i na to że on chce tylko żeby mi się to nie udało, on zaprzeczyłwszystkimu obracając to tak że to on wie najlepiej i że to on zrobił poprzednie zmiany, o które desperacko walczyłem z nim przez kilka miesięcy, żebym mógł je wprowadzić. Wtedy zacząłem na niego krzyczeć, przestraszyłem się swojej reakcji więc wstałem od stołu i zacząłem iść, jak wstałem to zacząłem mimowolnie jeszcze głośniej krzyczeć jak czub z psychiatryka, chwyciłem kurtkę, chciałem wyjść z domu i biec, krzycząc i wydzierając przekleństwa do zdarcia gardła zeszłem do piwnicy gdzie ubierałem buty i zatrzymała mnie moja mama. Przytuliła mnie i błagała żebym sie uspokoił i krzyk przerodził się w paniczny płacz i kulenie się, skuliłem się prawie do ziemi i strasznie się trzęsłem, nie mogłem się ruszyć i tak 20 minut siedziałem na tym krześle obok półki na buty i płakałem rozpaczliwie, pojawiał się mój ojciec i mój brat, coś mówili, wcale nie wiedziałem co mówią ale kuliłem się jeszcze bardziej i zaczynałem krzyczeć w ich obecności, w końcu mama mnie namówiła że zaprowadzi mnie do mojego pokoju gdzie jeszcze godzinę płakałem i potem zrobiła się cisza. Przeleżałem tak 2 godziny i zebrałem się, wyszedłem z domu, mijając mojego ojca który zachowywał się jakby nic się nie stało. Jadąc spowrotem do mojego mieszkania poczułem że już nie mam ojca i czułem totalny bezsens, byłem kompletnie wypompowany. Próbowałem coś eftować ale czułem się realnie cholernie zmęczony więc dałem sobie spokój, poczytałem gazetę w McDonaldzie, kupiłem sobie paczkę oreo które wszamałem i położyłem się spać.
Jak się położyłem to zacząłem głębiej oddychać sam z siebie i po jakimś czasie zaczęła wlewać mi się w serce fajna energia a potem zobaczyłem mojego ojca, i on w tym obrazie miał jakoś znaczeniowo kształt muru i poczułem że ten mur pęka a zza niego wylewa się na mnie fala miłości, zobaczyłem wielu ludzi których znam w realu, jak oni mnie wspierają i mi dobrze życzą, zobaczyłem też kilka osób z tego forum i poczułem energie wielu innych ludzi których wcale nie znam, poczułem jak między wszystkimi cały czas płynie energia miłości z serc i poczułem się z tym tak bardzo dobrze... Mój ojciec zawsze był czymś co oddzielało mnie od pozytywnych relacji. Jestem zdecydowany na to żeby to uwolnienie było trwałe i żeby otaczać się samymi takimi ludźmi i żeby aura strachu narzucana mi przez moją rodzinę rozpuściła się, żebym tak wzrósł w miłości żeby oni całkiem przestali mi wchodzić w drogę i żeby realizował się mój zajebisty plan na życie o którym od tak dawna marzę!
To był drugi taki desperacki atak szału, po pierwszym czułem zmiany, czułem że wreszcie widzę życzliwych ludzi wokół siebie, teraz wygląda na to że będę to czuł wyraźniej.