mysle, ze to wszystko skutki pełni księżyca która oddziałuje tak na ludzi;-)
również na mnie. jestem zła na siebie, że stwarzam sobie problemy choć nie mam większych powodów. Jest to jakieś przyzwyczajenie, bo wewnatrz nie czuje ku temu przymusu-jest on jakby na obrzezach mego jestestwa, jesli mozna to tak nazwac i wynika bardziej z kaprysu chyba lub tez nie wycwiczenia alternatywnych reakcji lub ze strachu przed porzuceniem starych nawyków.
A tu ludzie maja poważne problemy. Kolega z pracy opowiadał dzis, ze jakas jego znajoma czy dalsza rodzina ma nieoperacyjnego raka mózgu, który wykryto u niej w sierpniu. Polega on na tym, ze z mózgu robi sie papka, galareta. 3 dni po diagnozie zaczely jej dretwiec rece, a obecnie, czyli 3 miesiace po diagnozie jezdzi na wózku, nie mówi i nosi pampersy. Ma 2 dzieci 2 i 4 letnie, a sama ma 34lata...i ani ona ani jej mąż nie maja juz rodziców by im pomogli. ciekawa jestem czy mozna jeszcze jakos jej pomóc, by zahamowac czy cofnac chorobe alternatywnymi metodami, ale oni pewnie nawet teraz o nich juz nie mysla.podobno ten guz jestod 10 lat i gdyby wykryto go wczesniej mozna by było cos z tym robic, w obecnym stanie operacja skonczylaby sie zgonem.