To może ja dla rozruszania, podzielę się tym co u mnie się fajnego ostatnio dzieje

Miałem ostatnio dość duży i ważny krok w rozwijaniu swojego związku - tak dosyć niespodziewanie coś wywaliło i doszło do dosyć trudnej i przykrej rozmowy, która była... najlepszą rzeczą jaka się mogła teraz przydarzyć

Momentami myślałem, że mi się właśnie wymarzony związek sypie i mimo że miałem wrażenie jakby coś we mnie umierało - nie potrafiłem nie ufać w to, że będzie dobrze i zachowałem spokój. Zamiast wpadać w panikę czy reagować emocjonalnie, udało mi się odłożyć emocje na bok i spokojnie porozmawiać o pewnych rzeczach, okazując partnerce wsparcie nawet w momencie, gdy używała słów, które mnie raniły. Doszliśmy do przyczyny tych wywałek, a potem jakiś czas później, z czego jestem dumny - opowiedziałem wprost, bez żadnego żalu czy pretensji do ukochanej o tym, co mnie zraniło i co mi się nie podobało w tym wszystkim. To jej pomogło zauważyć pewne mechanizmy i zeszło wtedy coś bardo dużego, co nas męczyło od początku.
Ostatecznie okazało się, że oboje tworzyliśmy pewien dystans bojąc się zaangażować tak całkowicie w 100%, z powodu strachu że ta druga strona mogłaby kiedyś nas odrzucić. Oboje na przestrzeni całego związku mieliśmy czasem dziwne wywałki, teksty czy zachowania, które temu służyły i budziły niepokój i poczucie niepewności w drugiej stronie jak to będzie. Jakiś czas temu zeszło sporo tego, a teraz poszła reszta (chyba już cała).
To zabawne, bo mieliśmy najtrudniejszą chyba emocjonalnie do zniesienia rozmowę od początku związku, a po niej czuliśmy się tak cudownie, że nie da się tego opisać. Przede wszystkim w momencie kiedy zrobiło się ciężko i przychodziły głupie myśli do głowy - oboje sobie uświadomiliśmy jak baaaardzo nam zależy na sobie i że naprawdę jesteśmy w stanie wiele zrobić, aby dbać o ten związek. A później zrobiło się jeszcze lepiej - nazwanie pewnych rzeczy po imieniu wiele pomogło i kiedy zszedł ten lęk, że ktokolwiek mógłby chcieć zostawiać kogoś - po prostu zaczęły się wylewać hektolitry miłości. Ja myślałem, że wcześniej sobie okazujemy dużo uczuć, ale to było nic w porównaniu z tym co dzieje się teraz. Czuję że aż cały wyłagodniałem, stałem się cieplejszy i subtelniejszy w przejawianiu się - szczególnie w stosunku do ukochanej. U niej dzieje się zresztą to samo. Jest zupełne tak jakby nasz związek narodził się na nowo, mimo że wcześniej też było cały czas cudownie (choć teraz to się wydaje tylko "dobrze", w porównaniu z tym co jest teraz

). To niesamowite jak bardzo potrafi się zmieniać perspektywa. Mógłbym powiedzieć, że w tym związku działa zasada "po każdej cudowności przychodzi jeszcze większa cudowność". Mam wrażenie że temu nie ma końca, bo od samego początku wszystko idzie cały w górę i zyskuje na jakości coraz bardziej

A wszystko zawdzięczamy temu, że nie boimy się ze sobą rozmawiać absolutnie o wszystkim i dzielić się nawet najtrudniejszymi uczuciami, bezpośrednio uderzającymi w drugą osobę. Bo grunt to żeby zachowywać zdrowy dystans i świadomość, że wywałki drugiej osoby są tylko jej wywałkami, a nie tym co jest w niej naprawdę. To ważne, żeby w drugiej osobie widzieć Boskość, to co jest w niej prawdziwe i do tego się odnosić, a nie do tymczasowych wywałek. Dlaczego miałbym brać osobiście i przeżywać wielce coś, co nie wynika z serca i tego co myśli naprawdę druga osoba, ale wynika np. z lęku? Jak miałbym pomóc ukochanej osobie, gdybym się np. obraził czy mścił na niej i tylko ją ugruntował w jej lęku zamiast dać jej miłość, akceptacje i wsparcie? A czy ja sam się nie bałem? Czy ja nie miałem głupich tekstów i zachowań bazujących na moich lękach?
To wszystko też sprawiło, że o dziwo czuje niesamowicie dziwnie głęboki spokój w kwestiach pracy. Tzn wywalają mi różne rzeczy, ale nagle się pojawiło takie dość mocne odczucie, że wszystko będzie się dziać w odpowiednim czasie i będzie dobrze. Zresztą dotarło do mnie, że ogólnie wszystko co się dzieje w moim życiu w ostatnich miesiącach czemuś służyło i nawet rzeczy, które wydawały się porażką czy zastojem w kreacji okazały się czemuś potrzebne. Mam wrażenie, że cały czas dzieje się wszystko to, co powinno się dziać i pozostaje tylko ufać i robić swoje
