Po dwóch tygodniach pracy przyszła pora na pierwsze wnioski z obserwacji tego jak to wszystko wyglądało.
Ogólnie jestem zadowolony zarówno z samej pracy i panujących w niej warunków jak i z siebie w tej pracy. Ludzie są zaskakująco pozytywni, sympatyczni i otwarci na innych ludzi. Na przyszły tydzień mamy zaplanowane dwa wypady, w tym jeden żeby uczcić urodziny moje i koleżanki oraz imieniny dwóch Ań (co jest właściwie moim pierwszym wypadem ze znajomymi z powodu moich urodzin, nie licząc jednych domowych urodzin w wieku 8 lat). Jest na tyle sympatycznie, że może przerodzi się to w jakieś fajne znajomości, które przetrwają po skończeniu pracy.
Zadowolony z siebie jestem, ponieważ osoba, którą jeszcze niedawno byłem nawet gdyby miała tą pracę, to by siedziała pełne dwa miesiące przy sprawdzaniu teczek w systemie, co jest najnudniejszą robotą, ale jedyną pozwalającą na minimalizowanie kontaktu z ludźmi. Są co prawda jeszcze dzwoniące telefony w tej sali od teczek, ale co niektórzy skutecznie udają głuchych, więc tego pewnie też by się dało uniknąć. Ja z początku miałem opory przed odbieraniem, nie ze strachu przed rozmową, ale dlatego że my tak naprawdę wiemy niewiele więcej od dzwoniących ludzi (kiepsko nas poinformowano o wielu rzeczach i jest także wiele niepewnych info), a ja się bałem sytuacji gdy ktoś wymaga ode mnie odpowiedzi na pytania, na które nie znam odpowiedzi. Przełamałem jednak strach i choć zdarza się, że jeden telefon potrafi zająć kilkanaście minut bo trzeba łazić po pokojach, pytać różnych osób, szukać w systemie i kombinować żeby daną sprawę rozwiązać - to jednak doświadczyłem na własnej skórze, że nie mi nic strasznego w tym, że czegoś się nie wie czy nie umie. Nie trzeba być perfekcjonistą.
Najbardziej jednak jestem dumny z jednej sytuacji, która przerzuciła wszystko do góry nogami na lepsze. Z powodu pewnych zawirowań straciłem swoje wygodne miejsce między dwoma fajnymi osobami i zostało mi się wpakowanie pod ścianę, gdzie z prawej miałbym tylko jedną, mniej ciekawą osobę. W pierwszej chwili się lekko zdołowałem i poczułem standardową bezsilność, jaką czułem w takich sytuacjach, gdzie z powodu jakiejś siły wyższej trafiam w gorsze warunki. Tym razem jednak stwierdziłem, że nie zamierzam się poddać. Poszedłem na drugi koniec sali i popytałem wśród osób, które miały miejsce zajęte tylko swoimi rzeczami, a robiły coś innego (np siedziały na kserze) czy mogę zająć jedno z miejsc w okolicy bardzo fajnej ekipy i tak się zacząłem wkręcać do nich. Jako, że oni z reguły większość dnia spędzają w sali obok przy przyjmowaniu dokumentów od kandydatów na studia, za ich zachętą poszedłem z nimi zobaczyć co tam ciekawego można robić. I tak znalazłem sobie bardzo fajne stanowisko na które o dziwo nie ma za bardzo chętnych - siedzę sobie z boku przy komputerze i sprawdzam kilka rzeczy na temat każdego przyjmowanego kandydata - czy może składać dokumenty, czy zapłacił i czy ma zdjęcie. Jak nie ma zdjęcia to sprawdzam jego płytę i czy to co tam ma, się nada. Na pierwszy rzut oka nie jest to nic ciekawego, ale rzeczywistość wygląda tak, że przyjmujących dokumenty jest sześciu i muszę obsługiwać po kilka osób naraz. Wygląda to tak, że jedna osoba mi krzyczy numer do wklepania, inna stoi z teczką do sprawdzenia, trzecia wpisuje się na listę rezerwowych, a ja w międzyczasie wsadzam płytę do kompa. Generalnie trzeba mieć bardzo podzielną uwagę i pamiętać co i dla kogo się robi. Mnie to jakoś z łatwością przychodzi, może dlatego że nie myślę o niebieskich migdałach jak wielu ludzi, ale jestem w niemal medytacyjnym skupieniu na samych tylko celach. Bardzo mi się to podoba, takie bycie w tu i teraz, sprawiające wiele przyjemności i mimo nieraz szybkiego tempa i czterech osób na głowie - cały czas jest w tym spokój i absolutnie żadnego napięcia, że muszę się spieszyć. Robię to szybko, ale na pełnym luzie. Podoba mi się też to, że zamiast kontaktu z teczkami, mam stały kontakt z przynajmniej sześcioma osobami, możliwość pogadania z kilkoma innymi, które robią listy i ksera oraz możliwość obserwacji tych wszystkich przewijających się kandydatów na studia.
Jest też jeszcze jedna fajna drobnostka w kwestii robienia w pracy tego do czego się jest najbardziej stworzonym. Ja np. swego czasu lubiłem się bawić w obrabianie zdjęć w photoshopie i sprawia mi to nieco frajdy, a tutaj w pracy jakoś tak wyszło, że pomogłem jednej, drugiej osobie i zyskałem status nadwornego grafika, co jest miłym akcentem nie tylko dlatego że mogę robić to co lubię, ale tez dlatego że czuje się potrzebny i wartościowy w tej pracy, a to dla kogoś takiego jak ja jest to bardzo korzystne.
Dzisiaj mi czas tak przyjemnie i szybko zleciał, że aż trochę żałowałem że już trzeba do domu iść
