A co jeśli wraz z oświeceniem nie dostaje się w pakiecie nieśmiertelności, bilokacji i w ogóle niebiańskich mocy które nas uwolnią z okowów tej paskudnej materii?
A przynamniej nie bardziej niż dotychczas. Bo niby dlaczego? Równie dobrze można by automatycznie zostać najepszym gitarzystą na świecie. W końcu przejrzało się iluzję i naturę gry na gitarze 
Można też w drugą stronę. Co jeśli to, co wiemy o ciele, o jego możliwościach i materii to kłamstwo, albo przynajmniej bardzo niekompletna prawda wymieszana z kłamstwem? Co jeśli takie zdolności, jak bilokacja, lewitacja itd., to naturalne zdolności w ciele, które są zablokowane? I to wtedy nie polega na tym, żeby uciec od niefajnej materii, tylko otworzyć się na prawdę o materii, na naturę materii, naturę ciała fizycznego.
Jakoś tak czuję, że potencjał ciała fizycznego jest ogromny. Że ciało w swojej naturalnej postaci, formie, ekspresji, nie ogranicza nas, ale właśnie pomaga wyrażać wolność. I takie zdolności właśnie jak lewitacja itd., to coś naturalnego w ciele.
Zwykło się myśleć, że oświecenie daje wolność, i wolność też od ograniczeń materii i ciała fizycznego. A co jeśli, oświecenie może dać wolność od błędnego myślenia, wyobrażeń o materii i ciele fizycznym, i tak naprawdę materia i ciało fizyczne w swej naturalnej postaci będą umożliwiać wyrażanie wolności, swobody itd. A co jeśli materia i ciało fizyczne w swojej naturalnej postaci nie ogranicza, tylko nasze wyobrażenie o tym ograniczają materię i ciało?