O czymś napiszę, kiedyś pojawiło się mi takie porównanie. Oczywiście oczekuję wielu pochwał, że coś tak wspaniałego wymyśliło mi się

.
Jest CUDOWNY OBRAZ. Piękny, wspaniały. Widzimy go całego, widzimy jego piękno, wszystko jest właściwe, na swoim miejscu, dzięki temu, całość jest cudowna.
I teraz ktoś zasłania ten obraz i odsłania tylko małą część. Ktoś inny przychodzi, widzi tą część i może powiedzieć, że jest ona ładna, brzydka, nijaka itd., że trzeba ją usunąć, zmienić na coś innego. I tak dalej.
I teraz odsłaniana jest większa część obrazu. Okazuje się, że zaczyna zauważać się sens, piękno. Pojawia się już mniejsza ochota, żeby cokolwiek zmieniać.
I na koniec odsłaniany jest cały obraz. Widzi się, że każda część jest ważna i jest dokładnie na swoim miejscu. Dzięki temu, całość obrazu jest piękna i cudowna. Dzięki częściom, które wydawały się brzydkie w odosobnieniu, stają się częścią piękna w całości.
Widzenie tutaj to symbol świadomości, symbol widzenia Rzeczywistości.
Gdy się jej nie widzi całej, pojawia się ocenianie, chęć zmiany, chęć usunięcia czegoś z Rzeczywistości itd. Widzi się część Rzeczywistości, reszty się nie widzi i tam powstają wyobrażenia. Ma się wtedy różne dziwne wyobrażenia na temat całego obrazu, na temat Rzeczywistości.
Gdy widzi się całość, widzi się piękno, znika potrzeba zmiany, trwa się w rzeczywistości.
Tak odnośnie tego oceanu miłości. Bo tak czuję, że taki ocean cały czas jest. Od nas zależy, czy widzimy część obrazu, a tam, gdzie nie widzimy mamy wyobrażenia, czy widzimy całość obrazu.