Autor Wątek: Przemoc w bliskich relacjach  (Przeczytany 29984 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 14:07:14 »
Ja myślę że u mnie zmieni się to wtedy gdy zbuduję sobie taką granicę ochronną przez którą nie przedrą się jej ataki i wtedy ona da sobie spokój, gdy bedzie widziała że jej ataki nie są skuteczne.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-03-09, 14:01:49 »
Znam takie wrzeszczenie. Jest po to, aby zastraszyć i wymusić podporządkowanie się. Na dodatek pojawia się coś w rodzaju grozy i poczucia winy,
że się doprowadziło taką osobę do wrzenia. Miałam tak w rodzinie i długo nie byłam w stanie uporać się z taką sytuacją. Nic się nie uzdrowi i nie rozpadnie dopóki nie przejmie się odpowiedzialności za swoje myśli, uczucia i działania. A mało kto jest w stanie przyznać się do własnej głupoty.
Woli wrzeszczeć i rzucać się, byle tyle nie przegrać jakieś wymaginowanej walki. W takich zaburzonych rodzinach nie da się rozmawiać, bo każdy chce postawić na swoim, a dzieci zazwyczaj są odgórnie na pozycji straconej. Ktoś kiedyś mówił; dzieci i ryby głosu nie mają. Potem takie dzieci wchodzą w podobne relacje, w których nie mają praktycznie nic do powiedzenia.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 13:50:04 »
Moja nienawiść do siebie pozwoliła mi tylko na wcielenie się do tej rodziny.

Grażyna
W tym linku jest opis rozmowy a
z moją siostrą się nie rozmawia. Albo się jej przyznaje rację albo ona zaczyna wrzeszczeć jak opętana.
Moja rozmowa z nią polega na ścisłej kontroli swojej wypowiedzi aby nie powiedzieć czegoś co wyzwoli w niej atak krzyku. A krzyczy z byle powodu to znaczy bez powodu. Taki ma sposób bycia. Atak energetyczny po to aby utrzymywac swoją pozycję władzy lub krzyk bo tylko tak potrafi rozmawiać. Ona razem ze swoją córką rozmawia poprzez krzyczenie do siebie.
Asertywność znam bo się mocno tym interesowałam.
Ta metoda jest dobra w rozmowach z normalnymi ludźmi

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 13:43:26 »
No fakt, trzeba czuć się na równi, nauczyć się, że jest się równym innym. Też kiedyś mąż dawał mi popalić swoją krytyką. Sporo pracy włożyłam, żeby przestało mnie to ruszać jak kiedyś.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 13:35:45 »
Acha Inga.
Nie wiem czy się z tym zetknęłaś ale są techniki, które można zastosować na taką krytykę jak twojej siostry.
Ja czasem coś podobnego na mężu stosuje i szybciej w ten sposób ucinam dyskusje, jak się za daleko posuwa.
http://www.amz.org.pl/grupy-dyskusyjne/ciekawe-dyskusje/253-komunikacja-asertywna.html?start=1
http://zwierciadlo.pl/2012/psychologia/zrozumiec-siebie/w-obronie-moich-i-twoich-granic

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 13:32:08 »
Grazyna
Tak można robić gdy się jest z kimś na równi, bo wiadomo że można miec różne poglądy.
Ale ona wtedy to wykorzystywała po to aby udowodnic rodzinie że ja jestem głupia i wygaduję głupoty.
Teraz czuję jak ona wtedy ryła kanały w moim mózgu i rozsiadała się w mojej głowie po to aby stamtąd móc zarządzać, mieć władzę.

Mariusz
Ja przez 30 lat próbowałam się wcielić i nie mogłam bo mi moja autoagresja nie pozwalała.
Z największym wysiłkiem udało mi się wcielić do mojej rodziny gdzie czekały mnie największe cierpienia, chociaż moja autoagresja, chęć zniszczenia siebie nawet na to mi nie pozwalały.
Po zaczepieniu się w macicy czułam że dokonałam cudu.
Moją inetncją było wcielenie się  na ziemi po to aby spróbować wyjść ze stanu dążenia do samounicestwienia,aby spróbować się wyleczyć z nienawiści do siebie.
Nie wiem czy w moim przypadku da się mówić o czystośći intencji.
Oczywiśćie miałam też chęć zemsty na ojcu ale to jakby mniej ważny powód. Tak czuję.

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-09, 13:17:22 »
Relacja kat - ofiara to tzw mechanizm błednego koła (gdzie jeden bez drugiego żyć nie potrafi), ja miałam taką relacje z moją matka, Dzieki Bogu krótko po ukończeniu szkoły wyjechałam do Anglii gdzie długo nie miałam z Nia kontaktu bo i wcale mi na tym nie zależało. Horror zaczął się, gdy wróciłam do Polski, kiedy byłam w trakcie rozwodu i rzeczywiście psychicznie czułam się bardzo słaba, wtedy zaczeły się ataki ze strony mojej matki, choć z Nią nie mieszkałam po wizycie u Niej stawałam na nogi dobry tydzień.

 Z jednej strony czułam do Niej ogromną złość, pretensje, nie rozumiałam na tamten czas co się tak naprawdę dzieje, pojawiało się poczucie krzywdy, które tylko powodowało bezsilność i niemoc, z drugiej zaś strony czułam się winna że w jakiś sposób przeciwstawiam się matce i ogromny wstyd, że jestem zła ( bo rzeczywiście jest to gra kto jest dobry, a kto zły) więc nie pokazywałam się nawet ludziom, ze wstydu.
W momencie, gdy zaczełam "wychodzić" z tego koła, moja matka ( czując sie zdezorientowana) zaczełą jeszcze bardziej atakować, pojawiały się ostre zarzuty, że jestem beznadziejną matką, podając przykłady, że zapomniałam dać córce mundurka do szkoły, zresztą wtedy wszystkie błedy potrafią wytknąć, że nie dam sobie rady, że nawet mąż nie chciał ze mną być taka jestem beznadziejna - wówczas jest to moment, kiedy nie widzimy co robimy super, nie doceniamy siebie, tylko słowa wypowiedziane przez kata nas bardzo dołują i tylko na nich się koncentrujemy. Warto być tego świadomym, że w momencie, gdy kat manipuluję i atakuję Nas, a wtedy używa różnych do tego sztuczek, to warto wspierać samego siebie,  doceniać za najmniejszą rzecz  i wzmacniać siłe wewnętrzną i oczywiście poczucie bezpieczeństwa, poczucie, że dam sobie radę:)
Na tą chwilę mojej matce pozostaje juz tylko płacz przed ojcem i mowienie, że taką ma zapłatę, W tej chwili z mojej strony są konkretne i pewne informacje zwrotne, nie wdaje się z matka w żadną dyskusje, nie zależy mi już na akceptacji z jej strony, na relacji z tak toksyczną osobą, dla mnie osobiście jest to męczące i nudne.
Zapomniałąm dodać, że w pewnym momencie gdy chcemy przerwać to koło  - kat zaczyna byc bardzo ludzki i dobry, wtedy myślimy, że może się coś zmieni, coś zrozumiał, niestety jest to bardzo krótkotrwały zabieg:)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 13:10:52 »
Cytuj
I jak rozmawiać z osobą która stosuje taką logikę? Jak ją przekonać że nie ma racji? Że to ona opowiada bzdury?

Moja recepta na coś takiego, to odpuścić sobie przekonywanie. Szkoda na to sił. Pozwolić im na myślenie co im się chce i na co mają ochotę. Nawet jak to są głupoty.

A samemu robić to co się uważa za słuszne i dobre dla siebie.

Ja tę metodę stosuję na mężu. On takie teksty o psychologii i duchowości gada. O żywieniu zresztą też. Kiedyś chciałam go przekonywać. Ale to tylko były nerwy, frustracja i strata mojej energii. Więc odpuściłam i jest lepiej. On wie swoje, ja wiem swoje a czasem podyskutujemy. Na tę chwilę wreszcie się o to nie kłócimy :)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-03-09, 12:53:28 »
Inga
 a przypomniało ci się w regresie jakie miałas intencje jak inkarnowałaś w tej rodzince?? bo na pewno nie były czyste ;p (zresztą chyba większość duchowiaków miała/ma ten problem)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 12:50:01 »
Kiedyś, w czasach głębokiego komunizmu, gdy nikt nie słyszał i zdrowym odżywianiu, ja przyjechałam do rodziny i z entuzjazmem zaczełam opowiadać że zdrowie zależy od jedzenia, że powinno się zdrowo odżywiać aby być zdrowym i że mięso jest niezdrowe.
Moja siostra natychmiast przystąpiła do akcji wykazania że opowiadam głupoty ośmieszając mnie, drwiąc i wyśmiewając. Do tej pory pamiętam jak drwiącym tonem mówiła- Inga, a po co masz być zdrowa, przecież trzeba na coś umrzeć. To chcesz zdrowa umierać? Przecież na coś trzeba umrzeć, ha, ha, ha. Znów coś wymyśliłaś głupiego.
W ten sposób przekonywała mnie że zdrowe odżywianie to głupota, ośmieszając mnie przed rodziną i wykazując że ja opowiadam głupoty.
Cała rodzina była po jej stronie.
I jak rozmawiać z osobą która stosuje taką logikę? Jak ją przekonać że nie ma racji? Że to ona opowiada bzdury?

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 11:34:40 »
"Inga, rozumiem tę twoją potrzebę, ale myślę że trzeba z tym jeszcze poczekać do momentu jak będziesz się czuła silniejsza i bardziej bezpieczna w jej obecności."

Właśnie tak zamierzam zrobić.
Na razie zechcę próbować wyrażać moje własne zdanie, odmienne od jej. Czyli przestać jej potakiwać gdy myślę odwrotnie.
Za linka dziękuję


Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 10:42:34 »
Cytuj
Chciałabym ją obwinić ale na razie się boję, bo ona od razu mnie za to zaatakuje energetycznie.

Inga, rozumiem tę twoją potrzebę, ale myślę że trzeba z tym jeszcze poczekać do momentu jak będziesz się czuła silniejsza i bardziej bezpieczna w jej obecności.
Z takimi osobami jest taki problem, że one za nic na świecie nie przyznają się przede wszystkim przed samą sobą, że krzywdziły kogoś, bo to oznaczałoby, że one są "złe". A do tego, że się krzywdziło innych mało kto ma odwagę się przyznać.
Dlatego też atakują każdego, kto próbuję im to pokazać, uświadomić.
W zwierciadle ukazał się artykuł "Krzywdzenie szkodzi sprawcy" http://zwierciadlo.pl/2013/psychologia/relacje-spoleczne/krzywdzenie-szkodzi-sprawcy
"Okazuje się, że sprawcy czują silny niepokój po dokonaniu wykluczenia, zastraszania czy odrzucenia. Badacze chcieli dowiedzieć się, jakie jest źródło tej emocji. Dlaczego oni się tak niepokoją? Odkryli, że krzywda społeczna wyrządzona drugiemu człowiekowi prowadzi u większości osób do poczucia winy oraz wstydu. Najczęściej jednak sprawcy wypierają te negatywne emocje, co powoduje że powracają do tych samych zachowań. Właście potrzeba uwolnienia poczucia winy i wstydu „popycha” ich do kolejnych czynów, które powodują złe samopoczucie. W ten sposób tkwią w błędnym kole stłumionych emocji i kompulsywnych zachowań."

Wklejam link, bo może znajdziesz w nim coś dzięki czemu poczujesz się bezpieczniejsza w towarzystwie siostry :)
Poczucie bezpieczeństwa jest tu bardzo ważne, bo dzięki niemu przejmuje się kontrole nad relacją a i ataki stają się nieskuteczne.
Chociaż potrzeba czasu i pracy by się pojawilo. Przerabiałam to z mężem, ale warto było pracować nad tym.

« Ostatnia zmiana: 2013-03-09, 10:45:01 wysłana przez Grażyna Anna »

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-09, 09:02:55 »
Nie miałam szansy na rozluźnienie się bo ataki szły na mnie ze wszystkich stron, od wszystkich członków rodziny a siostra było obok mnie cały czas i cały czas mnie obserwowała.
Moja siostra była w rodzinie oceniana bardzo dobrze a to co robiła mi było uważane za słuszne. Ona zastępowała mamę w wychowywaniu mnie, bo mama zawsze była słaba i chora. Moje wewnętrzne dziecko też jest przekonane że ona karała je bo na to zasłużyło. I takie przekonanie nadal istnieje, zwłaszcza że siostra się zmieniła i teraz mi pomaga materialnie. Czyli to przekonanie że ona jest dobrą osobą jest nadal wzmacniane.
Wynieść na światło dzienne to znaczy sama sobie uświadomić co złego mi robiła poprzez przypominanie sobie tego i mówienie o tym, a także przez mówienie o tym ludziom po to aby to przestało być tajemnicą rodzinną. To że cała rodzina jest przekonana że ona była wobec mnie w porządku presjuje mnie abym też tak myślała i utrudnia mi za to co zrobiła, obwinienie jej.
Chciałabym ją obwinić ale na razie się boję, bo ona od razu mnie za to zaatakuje energetycznie.
Widzę ją jak cały czas na mnie patrzy i pilnuje, grozi żebym się nie ważyła niczego na nią powiedzieć. Na razie nie zamierzam niczego robić, ale gdy sytuacja sama tak powstanie, to spróbuję znów jej się sprzeciwić.
Jako ofiara powinnam mówić o tym co mnie spotkało, wyrażać to, bo to mi zmniejsza lęki przed nią.

MariuszEro

  • Wiadomości: 298
  • Płeć: Mężczyzna
  • Mariusz Dziemianczuk Regreser:regresing,rebirthing, praca z oddechem,pozytywne myslenie,EFT
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-03-08, 20:00:03 »
Inga
W domu takim jak twój poczucie winy jest tym, co powoduje takie wypieranie, nie przyznawanie sie do tego. Stad takie silne negowanie tego, co sie wydarzało. Jesli napiecia jakich doswiadczalas byly zbyt duze, nie mialas szansy rozluznic sie pomiedzy kolejnymi atakami, to nakladalas jedną warstwe na drugiej.   

Co rozumiesz przez musze wyciagnac na swiatlo dzienne, te sprawki:
"A do tego jest potrzebne wyciągnięcie na światło wszystkich jej sprawek i przeniesienie poczucia winy ze mnie na nią."?

Kto chcesz, aby to zobaczyl?  Sprawca?

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2013-03-08, 13:09:57 »
Inga
czasem dzieci z pozaburzanych domów, żeby sie poczuć bezpiecznie muszą przyjąć fikcję żeby przeżyc "mamusia i tatus byli be ale z dziećmi jest ok"jak się wyłamujesz z tego obrazu to ona traci grunt pod nogami