Miałam wczoraj sesję w temacie blokowania mocy i lęku przed ich przejawianiem:
Pierwsza sytuacja - w ramach wypełniania "misji" ciągnięcia ludzi do Boga, wymyśliłam sobie, ze jak bedę się przejawiać sielsko-anielsko, to wtedy łatwiej załapią, ze jestem "nie stąd" i mnie posłuchają. Wabiłam sztuczną słodyczą, dobrocią, naiwnością.
Niestety, te przesłodzone energie były błeee i prowokowały do dokopania mi - zatem skończyło sie linczem. I tak naprawdę nie było to moje prawdziwe energie, ani prawdziwe przejawianie się.
Druga, ważniejsza i bardziej traumatyczna historia - swego czasu rozrabiałam jako wręcz "granatowy anioł" - dużo wkurzenia, złości, nienawiści we mnie było - i brałam udział w totalnych rozwalankach na ziemi, jakiejś wojnie "o ludzi" między aniołami (nasza grupa chciała ich zniszczyć - konkretną ich grupę, druga ich broniła - zdrajcy jedni;). Generalnie siałam destrukcję, szałowałam i sprawiało mi to dziką satysfakcję.
W końcu dopadło mnie "komando czyscicieli" - grupa wybielonych aniołów (wśród nich była moja regreserka - czuła sama "nakręcenie" w tym temacie w trakcie sesji), telepatycznie sterowanych przez innego anioła, wtedy mocno wybielonego i grającego rolę "ręki Boga".
Komando mnie spacyfikowało, "obcinając" mi część aury, blokując czakry i zostawiając z telepatycznym przesłaniem - idź się wcielać. Anioły z komando miały poblokawne serca, i podejście zimne, oschłe, trochę metaliczne. Przepuściły mi też w trakcie atak na serce, w próbie zwerbowania do działalności w komando - wtedy jednak sama zblokowałam swoje serce, by nie dopuścić do siebie tej energii.
Moje intencje i podejscie do tego zdarzenia było ambiwalentne - z jednej strony uważałam, że zasłużyłam na pacyfikację, z drugiej - byłam zszokowana formą tego działania i "stanem" tych aniołów z komando. Uważałam, ze powinny podziałac na mnie miłością i harmonią, która jest sednem naszego istnienia, a nie w tak okrutny i bezduszny sposób mnie okaleczyć i zostawić samą.
Zraniło mnie tez wtedy i zszokowało szczególnie to, że w komando były bardzo bliskie mi anioły - bliskie wibracyjnie i od dość wysoko harmonijnych do bardzo harmonijnych energetycznie. Było to
dla mnie szczególnie przerażające i szokujące.
Po odejściu komando, na 3 oko dostałam jeszcze presję od "ręki Boga" pt. "Patrz - tak się skutecznie przejawia swoją moc! A nie przez szałowanie i bezpośrednią destrukcję!" plus kody na dolnych czakrach w połączeniu z dosć paskudną i niską energią wibracji materii - z przesłaniem: "Idź sie w to wcielać!". Miał byc to rodzaj "pokuty" i "nauki", mający umożliwić mi "dojście do siebie", niby przyznany przez boga.
Co mi po tym zostało? Podświadomy lęk przed członkami komando, oddzielanie się od nich (czucie się nie na miejscu, skoro nawet "swoi" mnie odrzucili), ukrywanie czasem pod inną energią przed nimi, pś potrzeba, by akceptowali każdy przejaw moich "mocy, umiejętności i talentów", jakie stopniowo odzyskiwałam i przejawiałam - bez ich akceptacji, moje działanie automatycznie traciło dla mnie sens i znów się blokowałam.
Wpadanie w choroby przy przejawianiu własnych mocy - tak by uznali, że nadal jestem nieszkodliwa i nie zagrażam, mimo że odzyskuję swój prawdziwy potencjał. Plus przesyłanie im telepatycznie:" Jestem nieszkodliwa, popatrzcie, jestem biedna i nieszkodliwa. Nie musicie mi tym razem robić kuku."

Po zejściu na ziemię, do pakietu, który dostałam od nich i "ręki Boga" (oraz wcześniejszej misji ciągnięcia istot do Boga) - sama sobie dołożyłam misyjkę ściąganięcia skutecznie członków komando w materię - posłużyły mi do tego dość paskudne, ale atrakcyjne dla części tamtych aniołów - energie seksualne. Przyświecała mi przy tym zarówno chęć zemsty, jak i przekonanie, że dzięki temu oni też "odpokutują" i "odzyskają siebie" w materii.
Historia zdała mi się dość ciekawa, to ją zamieszczam

Na marginesie: po sesji czułam się bardzo dobrze, ale jak tylko wyszłam od regreserki, dopadł mnie meczący kaszel, a potem w domu nie mogłam zasnąć, bo znów odpaliły mi się wzorce umierania (problem z oddychaniem) oraz lęki przed pozostałymi członkami komando (jak się okazało, u niej czułam się bezpiecznie, skoro mnie zaakceptowała). W końcu po modlitwie zelżało i mogłam pójść spać;)