lukaszlm
Też tak uważam, inaczej kręci się w kółko. Ja staram się nastawić na cierpliwość do siebie i akceptację. Że to bedzie trochę tych aspektów. Mi osobiście łatwiej jest gdy zabieram się za coś całosciowo, nawet jeśli pś trzyma, to widze już kontekst, łatwiej mi puścić, gdy mentalnie ogarniam. Temat wtedy jest bardziej oswojony.
Teraz widzę jak jestem takim trybikiem w maszynie struktur. To chyba właśnie chodzi o te struktury. Moja pś chce już doświadczać spełnienia, coraz bardziej się zgadzam, ale natrafiam na opór w postaci działań różnych osób, które mi to psują, albo zwyczajnie muszę siebie poświęcić by cokolwiek dostać. Jakby zasłużyć w ten sposób.
Doszłam do tego, jakim elementem byłam w pewnej strukturze i to by wiele tłumaczyło.
Dziś zaczęłam odreagowywać sobie poczucie niemocy i pogardę, niechęć do ludzi. Gdy schodziłam w materię, przy opętywaniu zakodowało mi się przekonanie, że aby żyć w materii muszę siedzieć w niskich wibracjach, w syfie. I taka ta materia jest, więc dalej szło to tak, że materia to syf bez Boga, trzeba wyprzeć Boskość by tu być.
Potem skojarzenie poszło takie, że aby wrócić do Boga trzeba zniszczyć ciało. Miałam wyraźne odczucie, że to była kontynuacja tego wcześniejszego przekonania.
Jako aniołek schodzący widziałam jedną drogę zejścia w materię, wcielenia się: właśnie to opetanie. No i uwierzyłam wtedy, że wszystkie ludzkie istoty sa takie jak ten w którego ja weszłam. I że tak własnie trzeba zyc, emanować by być w materii.
Pś się trzymała tych wibracji, wzorców. I aby żyć w materii trzeba być, albo bywać nawalonym i nieprzytomnym, to taki materialny stan umysłu.
To opętanie to klasyk, ale inaczej jest gdy się to wie, a inaczej, gdy wchodzi w sesje i widzi meandry pś i cały sznurek wzorców. Co ciekawe uwierzyłam przy okazji, że takie istoty opetujace mają wiekszą moc niż ludzie. Później ja w ludzkiej formie. Zaczęlam się potem tego bać. Nie kumałam, że o cos innego chodzi.
Gdy zeszłam widziałam ludzi, jak takie niedorozwinięte istoty, wręcz zwierzęta, motłoch.
Jakoś nawet nie kojarzylam ich z Boskimi istotami.
Poza tym przestałam ich lekceważyć, gdy doświadczyłam, że ten motłoch ma moc... destrukcji, siły, przewagi liczebnej, a co gorsza zwykle działa w grupie i wspiera się wzajemnie. Uznałam, że motłoch ma moc, a Boga w materii nie ma.
Ja się nadal boje, że struktury społeczne motłochu są silniejsze niż ja i Bóg. Bo mają przewagę liczebną, wspierają się, są zaślepieni i zdeterminowani w tym zaślepieniu.