Jest co prawda wspomniana w zbiorczym wątku, ale wydaje mi się, że depresja "zasługuje"

na własny. Zebrałam własne przemyślenia na ten temat - depresja, jej objawy i powiązania karmiczne. Mam nadzieję, że dodacie uwagi i swoje spostrzeżenia.

Nie będę sie rozpisywać przesadnie szczegółowo o standardowych objawach depresji, wspomnę tylko, że depresja może byc jednobiegunowa i dwubiegunowa.
DEPRESJA JEDNOBIEGUNOWA charakteryzuje się długimi (często stopniowo sie wydłużającymi) stanami przygnębienia, zniechęcenia, niechęci do działania, niemożliwości odczuwania przyjemności i radości, nic nie ma sensu.
W momencie "lepszych" chwil, bywa przeplatana stanami w miarę normalnego funkcjonowania, ale bez żadnej pomocy, może się pogłębiać, aż do kompletnego otępienia - człek nie wstaje z łózka, często nie je, bo musiałby wyjśc z domu, by zrobić zakupy itp. W momentach kiedy jest więcej energii i przez to bardziej odczuwa "ból istnienia", pogrążony w depresji może chcieć otępiać się dodatkowo, czyli sięgać po alkohol czy inne "zapominacze".
Podstawowe błędy osób bliskich, powtarzane w stosunku do osób w depresji:
1. nadmierna szorstkość - weź się w garść!, co się lenisz!, chcesz umrzeć? masz sznurek! - itepe. W żadnym przypadku nie pomaga, a pogarsza sprawę, bo osoba w depresji i tak czuje się winna, w ten sposób tylko pogłębia się jej poczucie winy i złe samopoczucie.
2. nadmierne wyręczanie - przynoszenie wszystkiego pod nos, załatwię to za Ciebie itepe. (plus "Moja miłość cię uzdrowi"

- praktycznie ten sam wynik co punktu pierwszego - powiększenie poczucia winy, chęci ucieczki, pogarszanie się stanu.
Co najlepiej robić?
1. proponować wspólne działania (z akceptacją, że nie zawsze się to uda i bez dogadywania wtedy), nie wyręczać we wszystkim, ale zachęcać i wspierać, doceniać (ale bez przegięcia), wysłuchiwanie, jeśli osoba chce sie wygadać (bywa), przy jednoczesnej umiejętności zareagowania, jak osoba depresji zaczyna się wkręcać i powtarzać.
2. pomoc i umożliwianie pracy nad sobą i odpuszczenie stanów depresyjnych:
- medytacje nagrane - do słuchania - potrafią z jednej strony polepszyc na jakiś czas samopoczucie, z drugiej - wyciągają na wierzch np.: lęki, złość, żal itp, które są tłumione depresyjnym otępieniem. Szczególnie dobre są wg mnie: "Uzdrawianie związku z sobą", "Poczucie własnej wartości", "Uzdrawianie związku z Bogiem" - Leszka Żądło, "Poczucie bezpieczeństwa" Darka Logi, później - w dalszym etapie, właściwie to końcowym "Szkoła optymizmu" Leszka.
- sesje rsr - moze byc duży opór przed tym, ale nie ma to jak porządne odliczenie nieprzytomności i otępienia, którym charakteryzuje się depresja, a potem jak najbardziej na bieżąco zajmowanie się wychodzącymi emocjami.
- po wstępnym przetrzeźwieniu, dalsze słuchanie medytacji, można stopniowo wdrażać tez afirmacje, szczególnie te najbardziej podstawowe: bezpieczeństwa i akceptacji, oraz samooceny.
- dobrze jest wdrożyć też system autodoceniania - choć może wydawac się lekko absurdalny niektórym - czyli poprosić osobe wychodzącą z depresji, by zaczęła się nagradzać w myślach (gratulowac sobie) za wszystko, co robi: - wstanie z łózka, umycie się, zrealizowanie jakiegoś zamierzenia, pójście na zakupy itp. Wg mnie to działa rewelacyjnie, w szczególności, kiedy wczesniej ta osoba była na etapie paraliżu wszelkich działań i całkowitego zniechęcenia, oraz narastającego poczucia winy i biczowania się, że nic nie robi. Dobrze też wpływa na tendencję do samooszukiwania się (i oszukiwania też otoczenia) - czasem bowiem człek, by poczuc się lepiej, udaje sam przed sobą ze coś robi, nie robiąc de facto nic - co powoduje pś rosnące poczucie winy i rozdrażnienie. W momencie, kiedy sam zaczyna doceniać najmniejszą rzecz, którą faktycznie sam zrobił, tendencja do samooszukiwania się zmniejsza i w końcu zanika.
To pomaga doraźnie i stosowane konsekwentnie - również trwalej. Nie mam jednak jeszcze w 100% opracowanego w pełni "patentu" na tendencję do nawrotów stanów depresyjnych, które po pierwszym silniejszym epizodzie, potrafią wybijać wywołane najmniejszą nieraz "porażką" czy niewinnym z pozoru zdarzeniem. Te nawroty potrafią dodatkowo powiększac poczucie bezsensu, bo skoro "tyle już sie zrobiło i jest nawrót, to nie ma sensu dalej nic robić, działać, medytowac, sesjowac, eft-ować etc; Na mnie to nie działa, nic nie ma sensu, jestem beznadziejny..."
Działa na pewno wtedy skupienie się na uwolnieniu - z pomocą osób drugich, terapeutów, sesji na wymianę - od wszelkich mechanizmów, intencji, przymusów i automatyzmów powrotu do tego stanu. Dalsze sesje rsr oraz samodocenianie, medytacje, afirmacje bezpieczeństwa i akceptacji przede wszystkim. A także wybaczanie sobie i innym, jak już dojdzie sie do tego, ze da się, po uwolnieniu od nagromadzonych blokujacych emocji.
Polecane są też wspólne działania, zachęcanie do tego przez osoby bliskie, znajome, do wspólnych wyjść, basen, joga, rower, spacery itp. Jeśli ktoś ma tu dodatkowe pomysły i uwagi, to z ochotą przyjmę.

Możliwe KARMICZNE przyczyny:
- karma wojownika
- poczucie winy za jakieś działania
- wiara w to, ze trzeba cierpieć, by zasłużyć na wybaczenie
- śmierć w zaćpaniu (i generlanie uzywanie narkotyków w tym i innych wcieleniach)
- wiara, ze jak będzie mi tak bardzo źle, to Bóg się w końcu zlituje i mnie stąd zabierze
- niechęć do materii i swojego materialnego ciała (generalnie szok upadku świadomości)
- szok rozdzielenia połówek i niewiara w to, ze można znów doznać przepływu miłości
- lęk przed przepływem miłości, niewiara, że można tego doznać tu na ziemi
i pewnie sporo innych.
C.D.N.
