Witajcie
Mam problem z matką od dwóch miesięcy i zaczynam mieć już tego dość.
Ja i moja rodzina mieszkamy za granicą, jak dotąd moja matka regularnie co jakiś okres czasu wyjeżdżała do polski lub do włoch gdy sytuacja w domu z moich ojcem stawała się dramatyczna i dochodziło do rękoczynów poczym po paru miesiącach wracała spowrotem gdy oboje stęsknili się za awanturami. Ta ich toksyczna relacja trwała 30 lat. Kilka miesięcy temu mój ociec postanowił że kończy z tym raz na zawsze i bierze rozwód tym samym nie pozwoli mojej matce tutaj wrócić.
Moja matka rozwścieczona tą sytuacją próbowała na siłe do nas przyjechać i się mścić, zapowiadała że zrobi niemiłą niespodzianke w święta itd. Próbowała zamieszkać u nas - u mojej siostry i mnie. Ja mieszkam w mieszkaniu siostry wiec nie wiele mam do powiedzenia ale oboje z siostrą raczej nie chcieliśmy żeby przyjeżdżała bo dobrze wiemy że zgotowała by nam koszmar. Daliśmy jej delikatnie do zrozumienia że może przyjechać na trochę ale raczej nie może mieszkać na stałe i że będzie lepiej gdy znajdzie sobie prace w polsce i tam ułoży życie bo ojciec już nie chce z nią być, to koniec. Odebrała to tak jak byśmy się jej wyrzekli, odepchnęli ją jak psa. Tu chciałbym zaznaczyć że w Polsce ma całe duże mieszkanie po moim ojcu dla siebie i dostaje od niego 2 tysiące złoty miesięcznie. Mój ojciec zapowiedział że będzie jej wysyłać tyle pieniędzy dokąd będzie żył.
Niestety dla mojej matki był to szok i cios w samo serce. Od kilku tygodni jesteśmy bombardowani jej wiadomościami że niemamy serca, jesteśmy podli, zwyrodniali, że załuje że nas urodziła, że będziemy się smażyć w piekle a nasz ojciec będzie płacił własną krwią za jej krzywdy. Jedynym słowem obwinia naszego ojca i po części nas za jej cierpienie. Nie spotkałem się nigdy dotąd z tak ogromną nienawiścią jaka może siedzieć w człowieku.
Moja matka była nadopiekuńczą osobą, poświęcała siebie dla nas. Ja i moja siostra jesteśmy sensem jej życia. To dlatego czuje taki wielki żal do nas i do naszego ojca że ją odepchneliśmy.
Problem polega na tym że codziennie nas klątwi i usilnie stara się wprowadzić nas w poczucie winy. Mój ojciec od czasu tej całej sytuacji podupadł na zdrowiu. Z tego wszystkiego zaczynam powoli się gubić, czasem zadaje sobie nawet pytanie czy jestem w porządku wobec niej ? Często przebija sie we mnie poczucie winy które zaraz zagłuszam. Właśnie teraz dostałem wiadomość że jestem bezdusznym bandytą..
Nie chce w moim życiu matki, zrobiła mi dużo krzywdy swoją nadopiekuńczością i wychowaniem. Zawsze czułem jej okropną oklejającą się w okół mnie energie której chciałem się pozbyć, takie zniewolenie. Nie chce jej w moim życiu bo życie z nią pod jednym dachem to był koszmar. Gdyby była innym człowiekiem było by innaczej, chętnie bym jej pomagał i się z nią widywał ale teraz poprostu odrzuca mnie od niej, nie da się z nią normalnie porozmawiać. Już kiedyś miała depresje a teraz jest być może na skraju choroby psychicznej. Niechce mieć z taką osobą nic wspólnego choć to moja matka. Wiem jak to brzmi, i czuje sie przez to winny i nieczuły ale z drugiej strony jak pomyśle że miała by tu przyjechać.. koszmar, brakuje mi słów by opisać niechęć jaką do niej czuje. No niechce jej tutaj.. jej energii, jej depresji.. aż coś sie robi w środku. Niezmusze się żeby otwierać się na taki syf.
Ktoś z rodziny dziś napisał że ona włóczy się nocami bez celu po mieście, płacze nie wie co ze sobą zrobić. Serce się kraja ale nie mogę jej pomóc bo wszystko co jej napisze ona odrzuca i na dodatek wyzywa mnie od najgorszych. Przygarniecie jej tutaj do nas też nie wchodzi w grę. Już bym wolał spać pod mostem niż z nią taką jaka teraz jest. Nie mam do niej żadnych pretensji wiedząc że mnie nienawidzi. Bardzo bym chciał żeby była szczęśliwa, zrzuciła z siebie ten cały balast oprzytomniała. Próbowałem jej wiele razy przetłumaczyć, jeszcze jak tu była co powinna robić ze swoim życiem, wyjaśniałem wiele razy dlaczego doświadcza tego czego doświadcza ale jak grochem o ścianę. Ma mnie za nawiedzonego głupka co się naczytał chorych książek. Nic do niej nie dotrze. Przynajmniej ode mnie.
Więc co mógłbym zrobić w tej sytuacji ?
Nawet nie mam ochoty z nią pisać, chciałbym żeby nieistniała albo żeby była szczęśliwa, naprawde szczęśliwa i daleko ode mnie.
Nawet jeśli to matka to mam prawo być szczęśliwy i traktować się z miłością a że ona wybiera co innego.. czemu mam za to cierpieć ja albo ktokolwiek inny ?