Autor Wątek: Mam pytanie... - czyli do wszystkich "guru" :))  (Przeczytany 718886 razy)

matek

  • Gość
[#]   « 2014-06-29, 13:41:46 »
J034,

pewnie ze warto sie oswiecic:)
Z drugiej strony, ERD to nie wszystko. Tzn, ktos na 34 ERD moze byc akurat w momencie, kiedy mu cos tam sie przypomni i wywali, jakas ciezka guru-joga naprzyklad, i stanie w miejscu albo nawet zacznie sie staczac. Znaczy, ze mimo wysokiego ERD nadal ma ciezka karme, nawet jesli ma jej malo "ilosciowo", to jakosciowo jest ciezka do przebrniecia. No i taki mistrzus jak umrze, to w nastepnym zyciu rzeczywiscie moze miec znowu sporo zapieprzania, albo w ogole nie bedzie sie oswiecal tylko nadal dostrajal do swojego guru:)
Inny mistrz moze byc nizej, dajmy na to 32, ale powiedzmy ze odwalil najciezsza robote w tym wcieleniu. I chociaz nie mial juz co prawda czasu sie oswiecic, to w nastepnym zyciu zostanie mu juz tylko zlizywanie kremu:)

Tak mi sie wydaje.

Tak w ogole, to jestem zwolennikiem pozwolenia sobie na dlugie (dluzsze niz przyjeta obecnie "norma", jesli to potrzebne) przebywanie w zdrowym ciele fizycznym, tak zeby nie trzeba bylo sie spieszyc z oswieceniem:)





J034

  • Wiadomości: 599
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-29, 12:32:11 »
mate,
wiadomo z tą śmiercią, że nadejdzie, ale tak jak piszesz jak zostaje 1-2 erd to już warto byłoby się oświecić, a nie umrzeć i od nowa zapierniczać w nowym ciele ;)
Co do JKP to myślę, że on jednak się oświecił, ale chwilę po.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-29, 12:16:52 »
matek
Cytuj
Generalnie, jednak szedl bym tym tropem, ze taka sytuacja moze sie zdarzyc, kiedy wlasnie za bardzo sie starasz, kiedy za bardzo zalezy Ci na tej "nagrodzie" w postaci docenienia. Czyli prawdopodobnie za malo doceniasz Siebie ot tak, za nic i bezwarunkowo, i chcesz dostac to od innych w zamian za starania. 

tak to chyba dobry trop, szczególnie właśnie Łazariew podkresla znaczenie uwolnienia wszelakich przywiązań i tu chyba chodzi o nadmierne przywiązanie do bycia chwaloną i podziwianą. Ja wręcz dostaję szału jak ktoś mnie krytykuje i negatywnie osądza :))

Joanna P

  • Wiadomości: 185
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-28, 22:15:50 »
Atlanta

Jeśli pytanie do mnie-to 3x tak ;-).

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-06-28, 22:09:28 »
a chodzi ci tutaj o określenie pochodzenia i najsilniejszych obciążeń, zadań karmicznych ....

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-06-28, 20:58:01 »
chrzescijanina nie probowalby nas nawracac:)

wiem coś o tym;)

Joanna P

  • Wiadomości: 185
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-28, 19:42:20 »
J034

A teraz?

Przechodzi?
« Ostatnia zmiana: 2014-06-29, 13:31:40 wysłana przez Clint »

matek

  • Gość
[#]   « 2014-06-28, 19:26:55 »
Cytuj
buddyzm najbardziej ze wszystkich religii kojarzy mi się z rozwojem duchowym, to wszystko.


Pewnie buddysta najpredzej by Ciebie i mnie zrozumial w dyskusji na tematy duchowe, i w przeciwienstwie do np. chrzescijanina nie probowalby nas nawracac:)

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-06-28, 17:59:54 »
matek,

jak dla mnie uznanie reinkarnacji za pewnik znacznie zmienia postać rzeczy. Na temat tego, czy każdy musi umrzeć zdania są podzielone. Łazariew mnie nie przekonuje. Tak, chodziło mi o to, że po mistrzu można spodziewać się jakiejś łagodniejszej śmierci.
Nie jestem buddystką, nie znam dokładnie założeń poszczególnych odłamów, ale buddyzm najbardziej ze wszystkich religii kojarzy mi się z rozwojem duchowym, to wszystko.

matek

  • Gość
[#]   « 2014-06-28, 14:44:09 »
J034,

Cytuj
Tez sie zastanawialem nad umieraniem w wysokim erd.

Pamietam, temat byl na tapecie przy okazji odejscia JKP.

Mnie nienaturalna (albo w wyniku jakiejs paskudnej choroby) smierc u osob z 35 ERD i powyzej to moze troche dziwi. Ale u tych ponizej, nawet jak maja po 34, to juz nie. Tam jednak moze byc duzo blednych pogladow, a wiadomo, ze im wyzej tym z jednej strony latwiej, a z drugiej trzeba coraz bardziej uwazac zeby blyskotek nie pomylic z prawdziwym zlotem.

Akurat jesli chodzi o JKP to on byl jednak juz w bardzo podeszlym wieku, a z tego co bylo po nim widac nie mial zamiaru siedziec w ciele fizycznym dluzej, niz "ustawa przewiduje":)Wiec moze po prostu wybral taki sposob odejscia.

A jesli chodzi o oswieconych to juz w ogole wolna amerykanka, oni tam sie w zadne konwenanse nie bawia:)

matek

  • Gość
[#]   « 2014-06-28, 14:29:31 »
furyah,
Cytuj
Wydaje mi się, że buddyści bardziej rozwijają się duchowo niż chrześcijanie i muzułmanie. Po drugie rak zaczyna się w umyśle. A po trzecie to była mistrzyni zen więc już jakiś poziom, taka osoba powinna wiedzieć, że coś się dzieje.


To troche nieuzasadnione uwazac, ze buddysci bardziej rozwijaja sie duchowo niz chrzescijanie czy muzulmanie. Dlaczego? Bo wierza w reinkarnacje?

W buddyzmie jak wiadomo pleni sie podobne do chrzescijanskiego cierpietnictwo - przejmowanie cierpien innych istot na siebie, sluby nieoswiecenia dopoki inni sie nie oswieca itp. Moze w buddyzmie jest troche mniej blednych pogladow niz w wielu innych religiach, ale sa. Pani Braunek to nie pierwszy mistrz buddyjski o ktorym slysze, ze umiera na raka.

Poza tym, jesli chcesz zrozumiec, dlaczego uduchowieni ludzie rowniez umieraja (mam na mysli smierc w wyniku wypadku albo choroby), to polecam np. ksiazki Siergieja Lazariewa.

No i jeszcze cos - dlaczego z jednej strony panuje zdziwienie, kiedy uduchowiona osoba umrze, a z drugiej przekonanie, ze kazdy i tak  musi umrzec?:)
Z tego, co zauwazylem malo kogo interesuje "zycie wieczne" w ciele fizycznym, czyli cialo fizyczne zjednoczone z Duchem. No to przeciez wiadomo, ze kiedys i na cos umrzec trzeba, jesli nie bierze sie pod uwage innych opcji.

Chociaz pewnie chodzi o to, ze po Mistrzu wszyscy sie spodziewaja opuszczenia ciala fizycznego w jakims Samadhi albo przynajmniej podczas snu:)

EDIT: dodam jeszcze, ze praktykujac buddyzm zen mozna wpasc w pulapke. Mianowicie przy bardzo ciezkich wywalkach nie ma sie nawet do kogo pomodlic.
Jak dla mnie czysty zen, bez wspomagania modlitwa, jest dla osob z bardzo czystym umyslem (oczyszczona karma), kiedy polaczenie ze Zrodlem nie jest zaklocane.

« Ostatnia zmiana: 2014-06-28, 14:32:32 wysłana przez matek »

Barnaba Kwapiński

  • Gość
[#]   « 2014-06-28, 11:57:10 »
Tez sie zastanawialem nad umieraniem w wysokim erd.
De mello moze nie pogodzil sie z wykleciem z KK.
Moze jest gdzies koniec drogi bez wzgledu na erd i kolejny rozdzial w innej skorze.
czyli koniec może wyznaczyć chyba po prostu plan karmiczny danej osoby, jeśli go się nie przekroczy.

Barnaba Kwapiński

  • Gość
[#]   « 2014-06-28, 11:53:46 »
 Clint
dokładnie, facet był jezuitą , więc próbował m.in. łączyć chrześcijaństwo z mistyką wschodu
i jak trafnie zauważyłeś, nie znamy wszystkich meandrów osobistej karmy u mistrzów.
co nie zmienia faktu  ,ze jak dla mnie przekaz AdM jest inspirujący i ,że tak powiem -  wysokie wibracje.

J034

  • Wiadomości: 599
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-28, 11:50:34 »
Można by też zapytać dlaczego Anthony de Mello (miał chyba ok 30 ERD) zmarł swego czasu niespodziewanie na atak serca.
b.lubię jego książki i przypowieści :), tylko się zastanawiam ,czy to osiąganie wewntrznej wolności nie odbywało się jednak ,wbrew temu co głosił, porzez wyrzekanie się. a wyrzekanie się, czyli wyciskanie radości z serca  (wg L.Hay) to właśnie  przyczyna tego typu chorób.

Tez sie zastanawialem nad umieraniem w wysokim erd.
De mello moze nie pogodzil sie z wykleciem z KK.
Moze jest gdzies koniec drogi bez wzgledu na erd i kolejny rozdzial w innej skorze.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-06-28, 11:18:58 »
Nie znam za bardzo twórczości de Mello, ale z tego co wiem to mimo wszystko była dość mocno przesiąknięta różnymi religijnymi i filozoficznymi wstawkami, a to już znaczy że mimo pewnej świadomości, gdzieś tam to wszystko mogło być ograniczone przez pewne filtry (tak teoretyzuje, nie znam gościa). W każdym razie każdy z nas ma swoje lekcje do przerobienia i nawet dochodząc bardzo wysoko, możemy się potknąć na jednej, zbyt trudnej dla nas kwestii. Mimo wszystko łatwo jest unikać pewnych rzeczy i myślę, że właśnie ucieczka przed pewnymi tematami, tymi najtrudniejszymi jest najczęstszą przyczyną upadków mistrzów duchowych. Można bowiem osiągnąć bardzo dużo, ale też jednocześnie uciekać przed pewnymi kwestiami, które i tak będą o sobie przypominać. Jeżeli będzie się ich wiecznie unikać i uciekać w coś innego, to się nie ma co dziwić, że jakiś zgon może się przydarzyć - kto wie, może to nawet korzystniejsze dla tych osób niż dalsze życie i pogłębianie ucieczki od tematu. Szczególnie jeśli warunki nowego życia będą bardziej bezpośrednio zmuszały do konfrontacji z tematem, co już niekoniecznie musi być przyjemne. No, ale taka jest cena uciekania.