Osoby takie nie powinny mieć problemu ze swoją samooceną nawet gdy ktoś zarzuci im opętanie czy wpływy astralne lub obniżenie nagłe ERD, lub nie tak duże jak myśleli, że mają.
Jeśli zaś z tego powodu zaczynają się mazać lub atakować, to znaczy tylko tyle, że ERD się w ich wypadku sprawdziło a oni zostali odarci z kłamstwa jakim karmili siebie i innych.
Przychodzi mi w tej chwili tylko jeden przykład do głowy, gdzie są aż tak negatywne reakcje, gdy nie jest tak pozytywne widziany, albo ktoś widzi, że coś jest inaczej, niż pozytywne mniemanie tej osoby o sobie i o swoim urzeczywistnieniu.
Jednak o czymś innym pisałam. Od innej strony widzę temat.
Jak już o ERD, to miara ERD ma takie znaczenie jak jest używana przez ludzi. Założenia są rozwojowe i pozytywne, jednak ta podświadomość i używanie "badań" w różnych celach w praktyce robi swoje i rozszerzana na "diagnozowanie", gdy ktoś ma swoje wrażenia i odczucia.
Takie apele to raczej do tych co co chcą się hierarchizować, unikać pracy z samooceną, twierdzić autorytarnie "co z kim jest nie tak" lub dokopać. I do tych co mają problem, ze ktoś ma inne miary, niż ERD. Może zrozumieją w końcu, że ERD nie jest miarą ich wartości, ani rozwoju, ani roli społecznej. A tworzenie wokół innych jakiegoś mitu związanego z ERD jest grą własnego umysłu z otoczeniem i błędnym wyznacznikiem. Wartości do jakich ktoś odnosi swoje życie, reakcje, działania więcej pokazują.
Howard
Nie mam nic przeciwko badaniom ERD jeśli służą własnemu rozwojowi i są jedną z informacji dla siebie. Jeśli dla kogoś jest przydatne i skorzysta to czemu nie.
Człowieka jednak nie da się zmierzyć ERDami i wątpię, żeby ta skala miała wpływ na kogoś kto się nią nie wartościuje w samoocenie, tylko jest osadzony w swoich wartościach i życiu. Jest wtedy jedną z wielu informacji weryfikowanej przez fakty. Gorzej jak zaczyna tworzyć czyjąś rzeczywistość, a znam takie sytuacje. I tutaj negatywizowanie czyjejś reputacji i osoby poprzez "co z nią jest nie tak" przy okazji ERD ma realny wpływ społeczny, wywołuje skutki za, które odpowiada ten, który tworzy takie publiczne opinie, nawet jeśli nie ma to wpływu na samoocenę badanej osoby. Takie skupianie uwagi "co z kim jest nie tak" ma wpływ na umysły i powoduje skutki. I z tym dyskutuję:)
Słowa mają moc sprawczą.
"Wiem też Sylvia, że chciałabyś się z tymi ludźmi (z którymi byłaś mocno zżyta) podzielić swoją miłością, swoim doświadczeniem i tym co odkryłaś, ale niestety realia są takie, że póki sami tego nie zechcą zrozumieć i doświadczyć, póty to nie jest dla nich możliwe. Ludzie już tak mają, że zrobią wszystko aby pozostać jak najdłużej w swoim landrynkowym świecie, w którym sami dla siebie są mistrzami i bogami, i nie zrezygnują z tego tak łatwo. Byłoby to dla nich równoznaczne ze śmiercią osobowego 'ja' (ego), a to dla nich utrata poczucia sensu istnienia, którego szukają na zewnątrz siebie zamiast w sobie. Dlatego gdy widzą takiego jogina/joginkę pogrążonego w głębokim samadhi, który już za życia przekroczył próg śmierci, to jedynie skwitują to słowami - depresja, nieprzytomność, opętanie itp. I znów czują się bezpiecznie"
Wiem o czym piszesz, tylko też czasem jestem na rozstaju w reakcjach uczę się siebie i innych na nowo w pewnym sensie. Pozwalam sobie na obserwowanie tego jak zaistnieje. Odkrywanie siebie na nowo, to też pozwalnia na pewne doświadczenia, które uczą samoświadomości poprzez zachowanie uważności.