Indirko - przede wszystkim: Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Jak najszybszego powrotu do Twojego wewnętrznego domu życzę :**
Zapytam jeszcze- czy przy uzdrawianiu dzieciństwa może być tak, że zejdą emocje związane z jakąś relacją/osobą z terazniejszości? Tak sobie myślę, że skoro mi nie idzie puszczenie emocji związanych z osobą X, to może zejdą przy okazji czyszczenia dzieciństwa, bo to chyba pokrewne dla mnie tematy/emocje.
Oczywiście, że tak

Przecież relacje z najważniejszymi dla nas osobami płci obojga (czyli rodzicami) rzutują na wszystkie inne relacje międzyludzkie.
Zresztą uzdrawiając dzieciństwo uzdrawiają się też inne, wydawałoby się nie związane z nim tematy. Np. ja od lat starałam się uzdrowić temat życia w materii i nie wychodziło. no i okazało się, że ten temat sam się w bardzo dużej części uzdrowił przy okazji przerabiania okresu niemowlęctwa.
Gdy ponownie przeżyjesz swoje dzieciństwo, gdy ponownie się "wychowasz" , ale w sposób prawidłowy, większość Twoich problemów po prostu samo zniknie

Widzę to po sobie (ale twierdzę tak też na podstawie relacji innych osób, które podążały tą samą co ja drogą). A jestem dopiero w połowie procesu uzdrawiania

Odkręcanie tego wszystkiego czasami zajmuje lata...
Faktycznie może to tyle trwać, ale nie musi. Ja jestem tego świetnym przykładem
Po ponad pół roku intensywnej pracy nad sobą jest git (a było naprawdę źle)! Co prawda moje uzdrawianie jeszcze się nie zakończyło, ale już jest tak duża zmiana, że trudno to opisać.
Np. przedwczoraj miałam pierwszą wywałkę od dłuższego czasu Tzn. poczułam się gorzej. Mówię sobie: oho, coś chce wyjść

I faktycznie – relacje z ojcem domagała się uzdrowienia (bo tej relacji nie uzdrawiałam gruntownie). Ale co to była za wywałka! Miodzio, a nie prawdziwa wywałka

Czułam się tak, jak kiedyś czułam się normalnie, hehe. A teraz nazywam to wywałką
Nic dziwnego, bo teraz prawie ciągle jestem zadowolona, szczęśliwa i czuję się bezpiecznie

Nie licząc oczywiście wyjątków, gdy ktoś "nadepnie mi na odcisk"

Wtedy wyrażam zdrowy gniew

I po sprawie

Taki efekt w krótkim czasie tobyć może dlatego, że za przerabianie dzieciństwa zabrałam się naprawdę poważnie. Nawet pracę rzuciłam (tzn. przeszłam na ¼ etatu, co w moim przypadku dawało kilka godzin pracy raz w tygodniu), żeby mieć więcej czasu dla siebie. Przez pierwsze pół roku od rana do wieczora czytałam książki, robiłam ćwiczenia, uwalniałam i w ogóle zajmowałam się tylko sobą. Postawiłam wszystko na jedną kartę, a właściwie lepiej byłoby napisać – na siebie
Dodatkowo tak się szczęśliwie złożyło, że urwał mi się kontakt z osobami, które negatywnie na mnie wpływały (rodzice, teściowie). A wiadomo, że w pierwszym okresie zdrowienia dobrze jest wyeliminować czynniki chorobotwórcze.
Wszystko tak zaczęło mi niesamowicie sprzyjać, że aż trudno uwierzyć

A to dlatego, że wyraziłam intencję odzyskania kontaktu z sobą prawdziwą, bez względu na wszystko, bez względu na koszty. Po prostu uznałam, że jestem tego warta!

Tak jak pisałam – nie zakończył się jeszcze mój czas zdrowienia. Jestem dopiero w połowie Bradsawa

Tzn. skończyłam dopiero odzyskiwać swoje dziecko w wieku szkolnym.
Bo ja każdy okres uzdrawiam gruntownie, czytam wszystko, co znajdę w temacie, zajmuję się tematami pokrewnymi. Np. w czasie uzdrawiania okresu wczesnodziecięcego, gdy dziecko mówi "nie", przerobiłam temat asertywności, bo uznałam, że to właściwy czas. Bo właśnie wtedy zaniedbano ten temat. Więc to naprawiłam właśnie w czasie, gdy zajmowałam się sobą z tego okresu

No ale – żeby ktoś nie myślał, że wszystko wyglądało tak różowo – przez pierwsze kilka miesięcy byłam w permanentnym dole [choć nie, były i momenty bardzo pozytywne, gdy łapałam z sobą kontakt

]. Wychodziły takie brudy z podświadomości, że hej! Nie chciałabym tego przeżyć ponownie, ale i tak uważam, że efekt wart był zachodu i gdyby trzeba było, przeszłabym to nawet jeszcze kilka razy

Również postaram się dorwać te książki, połowę z nich kiedyś czytałam
wiem, że warto wrócić.
Tak, faktycznie warto. Ja np. niektóre rzeczy musiałam czytać po kilka razy (i przetrawiać), żeby dopuścić do siebie cały ich sens. Nasz umysł, zaprogramowany przez doskonałych programistów - rodziców, nie tak łatwo się poddaje
