Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189782 razy)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 19:17:59 »
Freefalling,
być może chodzi o to, że od razu starasz się przeskoczyć "poziom dalej". Czyli nie odkrywasz warstwa po warstwie swoich uczuć, ale zaniedbujesz te, które w danej chwili odczuwasz, a skupiasz się na tym, co chcesz, czy powinnaś odczuwać.
Np. powiedzmy, że wiem, że powinnam czuć złość na matkę, bo zrobiła mi tyle świństw, ale tego nie czuję. I za wszelką cenę chcę poczuć tę złość, bo to przyspieszy przebaczenie.
Ale to nie tak działa. Chodzi o to, żeby zrozumieć, że wszystkie uczucia są ok i wszystkie one mają swoje uzasadnienie.
Wszystko to, co czujesz, w tej chwili, gdy to czujesz. Jeśli nie czujesz złości, tzn. że ma to swoje uzasadnienie. Być może jest w Tobie dużo lęku lub poczucia winy. I wtedy nie będziesz złościć się na rodziców (bo masz przed tym lęk i czujesz się za to winna), ale skierujesz złość na siebie. Nawet nieświadomie. Możesz wtedy np. obijać się boleśnie, ranić się, sabotować swoje plany, itp. Bo złość musi mieć gdzieś swoje ujście. Jeśli nie zostanie wyrażona we właściwym momencie, to uchodzi tam, gdzie może.
Co zrobić?
Pozwolic sobie czuć to, co czujesz. Nie oceniac, nie starać się czuć czego innego, bardziej "właściwego". Zacząć szanować swoje uczucia. Zacząć je wyrażać. Pozwolić być takimi, jakie są. Szacunek do swoich uczuć to składowa szacunku do siebie samej :)
A kiedy zaczniesz w ten sposób do tego podchodzić (czyli bardziej szanować siebie), to zaczną pojawiać się te uczucia, których się bałaś. Bo wtedy nie będziesz musiała się ich bać.

No ale nie wiem, czy o to chodzi w Twoim przypadku. Zastanów się nad tym i napisz, co o tym myślisz (jeśli będziesz miec taką potrzebę, oczywiście) :)
Póki co jestem głodna, więc lecę na kolację :))

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 19:06:31 »
Inga i Freefalling
Za to co napisałyscie o 12:18 i 12:52 buziak wielki:*

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-14, 18:39:01 »
To może ja niepotrzebnie się tak pierdzielę z uzdrawianiem tej jednej relacji z tym jednym mężczyzną, tylko po prostu powinnam sie zabrać za dzieciństwo. Do tego może modlitwy o oczyszczenie i rozwiazanie karmy (bo tam pewnie miały miejsce inicjacje) i finito ;)

Freefalling

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 18:37:38 »
Feli


     A znasz może patent,jakiś myk na POZWOLENIE SOBIE uwolnienia tych negatywnych emocji?  Nie wchodzę w nie całkowicie,nie do końca sobie je uświadamiam,a możliwe,że trochę oszukuję i zaciemniam obraz...Miałaś tak na jakimś etapie?Możesz coś podpowiedzieć?

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 18:10:48 »
Chciałam jeszcze napisać z włąsnego dośwaidczenia że nie warto tracić czasu na uzdrawianie ralacji z innymi ludźmi niż rodzice. Bo w każdym człowieku widzimy odbicie, obraz naszego rodzica. I przez to że uzdrawiamy relacje z rodzicami, jednocześnie uzdrawiamy z kazdym człowiekiem.
Ja przez 4 lata terapii jestem skoncentrowana wyłacznie na rodzicach, bo oni są dla nas prawzorami wszystkich ludzi.
Na regresingu uzdrawiałam wiele relacji i chyba nic mi to nie dało.
W każdym bądź razie z nikim nie udało mi się jej uzdrowić, bo te same prpblemy ciągle wracały.

Inga, mam bardzo podobne doświadczenia.
Ja też zauważyłam, że uzdrawianie szeroko pojętego dzieciństwa (w tym przede wszystkim relacji z rodzicami) "załatwia" tak wiele, że nie warto tracić czasu na inne rzeczy.
A to dlatego, że w czasie, gdy nasz umysł był najbardziej podatny na "programowanie", rodzice (i relacje z nimi) byli dla nas całym światem. Potem to, co między nimi i nami zostało automatycznie przeniesione na relacje z innymi ludźmi.
To dlatego dzieciństwo jest tak ważne, bo to własnie wtedy powtała większośc programów umysłu, bo to wtedy (przez rodziców) kształtowało się nasze podejście do życia, byliśmy uczeni patrzenia na świat w odpowiedni sposób, itd.
To, jak teraz myślimy, jak reagujemy, jak podchodzimy do życia, zostało ukształtowane w tamtym okresie, przez tamtych ludzi (w przeważającej części).
Odkąd się tym zajęłam, odkąd skupiłam się prawie wyłącznie na tym, wszystko wokół mnie zaczęło zmieniać się w piorunującym tempie. A to przede wszystkim dlatego, że pozbywam się starych programów, które odpowiadają za widzenie świata w krzywym zwierciadle.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 18:03:33 »
Może ktoś by napisał o pułapkach przebaczania i jakie przy tym mozna sobie zrobić kuku?

Kilka stron wcześniej podałam linka do świetnego artykułu w tym temacie. Oto on:
"Próba przebaczenia bez oczyszczającego przeżycia gniewu okazuje się nader często nieudanym i frustrującym przedsięwzięciem. Pływanie po nie oczyszczonej rzece wiązać się będzie z ciągłymi kolizjami: na dnie bowiem wciąż znajduje się rdzewiejące żelastwo! Dlatego Biblia daje prawo do gniewu na czele z dającym przykład Bogiem: Jego gniew jawi się jako miłość ruszająca do walki o ukochanego przezeń człowieka. Gdy gniewam się we własnej sprawie naśladuje mojego Boga i siebie biorę w obronę. Walczę o swoje życie. Uczę się kochać samego siebie, aby móc w wolności kochać innych."
Całość artykułu tutaj:
http://mateusz.pl/duchowosc/od-dg.htm
To przytomne spojrzenie katolika na kwestię oczyszczającego gniewu. Może się przydać osobom, na które religia zadziałała destrukcyjnie, ale nie tylko im. Polecam.

A teraz kilka słów z ode mnie (z mojego doświadczenia):
Być może kogoś urażę ostrymi słowami, ale czuję potrzebę napisania tego, co myślę.
Dla mnie przebaczenie to jedna wielka bzdura. Nigdy nie udało mi się uwolnić od złych emocji, gdy starałam się wybaczyć. Wręcz przeciwnie, zyskiwały one tylko na sile, ale działały jeszcze bardziej perfidnie, bo były skierowane w inną stronę, niż w tę, w którą powinny. Najczęściej w moją, albo (rzadziej) innych niewinnych ludzi.
Ze swojego doświadczenia mogę więc powiedzieć, że największą pułapką przebaczenia jest to, że hamuje ono możliwość uwolnienia stłumionych emocji. A ich uwolnienie jest warunkiem koniecznym prawdziwego przebaczenia.
Bo czymże jest przebaczenie? Jest wolnością od negatywnych emocji/uczuć wobec jakiejś osoby.
A więc co trzeba zrobić, żeby przebaczyć, żeby być wolnym? Pozbyć się tych uczuć/emocji, czyli wypuścić je. A nie da się ich pozbyć (wypuścić) bez odczucia ich, choćby przez krótką chwilę. To jest niemożliwe.
Ale najczęściej boimy się ich poczuć, szczególnie na matkę czy ojca, no bo "Czcij ojca swego…" i inne bzdety. Więc co robimy, żeby ich nie poczuć? Staramy się "przebaczyć" bez ich wypuszczenia, czyli odczucia. A więc innymi słowy spychamy w głąb siebie złośc, gniew itd., na zewnątrz przyjmując postawę miłosiernego świętoszka. Czyli innymi słowy oszukujemy siebie, robimy z siebie durnia. I jeszcze bardziej siebie krzywdzimy.

Przede wszystkim należy zrozumieć, że złość, gniew, czy inna emocja to rzecz ludzka i że skoro zostaliśmy w nie wyposażeni, to znaczy, że są nam one do czegoś potrzebne. A więc korzystajmy z nich :) A nie udawajmy, że jesteśmy oświeconymi bogami.
Warto sobie uświadomić, że nie ma się co ich bać, a wszelkie przykazania i nakazy biało-astralne nadają się wyłącznie do tego, żeby sobie nimi tyłek podetrzeć (jeśli akurat są spisane na miękkim papierze ;).

Wracając do przebaczenia: nie da się tego zrobić skupiając się na "pięknej energii przebaczenia" (z powodów, które opisałam powyżej). Nie ma innej rady, niż wyciągnąć z siebie brudy, najczęściej nagromadzone przez lata, i po prostu się ich pozbyć. A wtedy niczego nie będzie trzeba przebaczać. Bo gdy nie będziemy blokować procesu wychodzenia brudów, a więc gdy wyjdą one do końca, to zyskamy wolność i świadomość, że tak naprawdę niczego nie trzeba przebaczać, bo ktoś, kto nas skrzywdził zrobił to z nieświadomości (bo gdyby miał w tym temacie boską świadomość, nigdy by tego nie uczynił).
Wtedy powstaje w sercu coś na kształt współczucia tej osobie (współczucie – czyli odczuwamy, że ktoś cierpi, ale nie czujemy jego cierpienia; życzymy mu jak najlepiej, ale nie smucimy się z nim, tylko radujemy).
To dlatego napisałam, że dla mnie przebaczenie to bzdura. Choć właściwie powinno być tak: Takie podejście do przebaczenia, jakie jest powszechnie promowane to jedna wielka bzdura.
Bo przebaczenie jest skutkiem, a nie drogą do celu.

Freefalling

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 17:37:17 »
    U mnie matka się brzydzi,boi,manipuluje a ojciec świńtuszy,jest rubaszny i przez to zniesmacza...Najlepsze,ze nie sypiaja ze soba już chyba od 20 paru lat,a ojciec zachowuje się tak,jakby był niewiadomo jakim ogierem i znawcą,a wiem,że jest zaburzony,totalnie zblokowany i odcięty od swego ciała,matka podobnie...Ta ich postawa powodowała moje obrzydzenie i zniechęcenie,przez długie lata w ogóle seks mnie nie interesował,bo patrzyłam przez ich pryzmat...Teraz to sie zmienia,bo widzę dla siebie inne niz ich opcje...

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-14, 17:26:16 »
A u mnie jest nieco na odwrót. To znaczy matka akurat pasuje do artykułu i raczej unika tematów seksualnych, tak jakby nie istniały. Za to ojciec potrafi przegiąć i rzucać sprośnymi, niesmacznymi żartami. Raz też się wielce dziwił czemu ja mam tyle lat i jeszcze nie poszedłem na jakąś imprezę żeby sobie ruchnąć jakąś przypadkową laskę. W końcu on w moim wieku był taki ciekawy seksu i ruchał przy każdej możliwej okazji.

Swoją drogą wracają do mnie ostatnio dość mocno tematy dzieciństwa. Rodziców DDA zyskało bonus do mocy *10 i czepiają się mnie o absolutnie wszystko, a we mnie budzą się dawno stłumione emocje.

W ogóle to czuje, że chciałbym teraz jakiegoś wsparcia w tym procesie, kogoś w kogo można by się wtulić i kto by mi mówił miłe, budujące rzeczy.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-07-14, 17:11:09 »
http://seksualnosc-kobiet.pl/moje_cialo/coreczka_skrzywdzona_seksem

Od tego artykułu przypomniało mi się jak moja matka szalała gdy w wieku 23 lat zaczęłam mieć do czynienia z seksem. Morały, poczucie winy, krzyki i wyzywanie. A ja się czułam już stara i brakowało mi nieludzko bliskości. Najchętniej trzymaliby mnie za kratami i pielęgnowali we mnie odrzucenie i samotność. Rodzice często sami przed sobą ukrywają fakt seksu, który się wydarzał między nimi. Ograniczeni są wstydem i nienawiścią do siebie. Paranoja. Nie dziwie się, że rodzice nie potrafią rozmawiać o seksie ze swoimi dziećmi. Boją się i nie mogą znieść upokarzających emocji...że niby ja uprawiam seks? nieee, wolą to ukryć, spuszczając oczy w jakimś wstydzie - jakie mądre nauki są w stanie przekazać swoim dzieciom? Zdałam sobie sprawę, że niektóre wzorce siedzą tak mocno pokoleniowo, że kłótnie w rodzinach będą nieuniknione. Blokowanie energii seksualnej to blokowanie również potencjału duchowego, kreatywności. Myślę, że to trwa od najmłodszych lat. Mało który rodzic ma uzdrowiony stosunek do seksu, aby mógł coś wartościowego przekazać swojemu dorastającemu dziecku. Ja osobiście nabawiłam się traum, nienawiści do siebie, swojego ciała i chorych przekonań, że jeżeli kogoś dotknę wcześniej niż po kilku latach związku to zostanę porzucona.

Przeżywałam zaburzenia nastroju przez ataki rodziny, za to, że przespałam się z kimś po 3 miesiącach znajomości. I jakimś trafem nie zostałam odrzucona, a wręcz przeciwnie mam się cudownie. Myślę, że seks jest tak ważnym tematem w rodzinie, że pomijanie go staje się przyczyną wielu konfliktów. Matka nie śpi z ojcem, nie radzi sobie z własną seksualnością, dziecko jest ograniczane, i nie nauczy się niczego normalnego. To jeden z wielu przykładów. Z każdej strony w mediach jesteśmy bombardowani seksem, ale to słumiony, chory seks. Gdyby stanowił coś normalnego w społeczeństwie, nie bylibyśmy nim tak zalewani. Nikt nie byłby sfrustrowany i nieszczęśliwy jak udaje mi się zaobserwować. Potem mamy osoby uzależnione od porno, które po kryjomu zaspokajają swoje potrzeby, ludzi z dewiacjami, nieszczęśliwe kobiety uważające orgazm za coś złego.

Im bardziej uzdrawiałam temat seksualności, tym bardziej widziałam jak moja rodzina jest zaburzona. Wiem, że seks przekłada się na zadowolenie z życia, siebie - nawet na zarabianie pieniędzy! Aby na prawdę być spełnionym, trzeba być ugruntowanym i doświadczać poczucia bliskości. Zasługiwanie na bliskość, to zasługiwanie na wszelkie dobra, w tym na pieniądze. Ach trochę się rozpisałam, ale artykuł mi uświadomił pewne moje myśli i wydarzenia:)))

Freefalling

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 15:34:06 »
bziuuummm

Dzięki-wzajemnie :-*...

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 14:21:12 »
Chciałam jeszcze napisać z włąsnego dośwaidczenia że nie warto tracić czasu na uzdrawianie ralacji z innymi ludźmi niż rodzice. Bo w każdym człowieku widzimy odbicie, obraz naszego rodzica. I przez to że uzdrawiamy relacje z rodzicami, jednocześnie uzdrawiamy z kazdym człowiekiem.
Ja przez 4 lata terapii jestem skoncentrowana wyłacznie na rodzicach, bo oni są dla nas prawzorami wszystkich ludzi.
Na regresingu uzdrawiałam wiele relacji i chyba nic mi to nie dało.
W każdym bądź razie z nikim nie udało mi się jej uzdrowić, bo te same prpblemy ciągle wracały.

Freefalling

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 13:59:27 »
Inga

Ja też czuję ,ze nie ma przy okazji wybaczania ani potrzeby ani przymusu-to się samo w odpowiednim czasie dzieje-ta energia sama płynie...

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-14, 13:56:15 »
Ciekawe wskazówki, dajecie, dziewczyny:) Bo ja to zawsze sie skupiałam na wybaczaniu... Może tym razem warto podejść do tematu od innej strony.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 13:53:25 »
Ja w ogóle nie myślę o wybaczaniu komukolwiek. Jestem skoncentrowana na uzdrawianiu relacji. Jeżeli poczuję taką potrzebę, to ten proces przebaczenia zajdzie samoistnie.

A wiesz, że ja tez podobnie pracuje :D

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 13:49:46 »
Inga, chyba masz rację z tym, że trzeba się przestać bać.