Przyznam że zaciekawił mnie problem, która opisała Olga odnośnie wolnej amerykanki w związkach.
To jak wygląda związek to kwestia wzajemnych oczekiwań, jest to pewnego rodzaju niepisana umowa między ludźmi. To, że w skład związku partnerskiego wchodzą tylko dwie osoby, to kwestia kultury w jakiej żyjemy, społecznych przekonań i wyobrażeń. W większości społeczeństw monogamia jest uznawana za jedyny normalny i zdrowy związek. Wyobrażenie o tym, że właśnie tak powinny wyglądać zdrowe związki jest więc bardzo głęboko w nas zakorzenione i na samą myśl o tym, że mogłoby być inaczej, rodzi się bunt. I w tutejszych warunkach jest to bunt poniekąd uzasadniony, ponieważ jaki sami często widzimy - mało komu udaje się spotkać przynajmniej jedną 100% harmonijną partnerkę, a co dopiero dwie naraz. W takim aniołkowie mogły się aniołeczki przenikać ze sobą, doznawać głębokiej i intymnej miłości z różnymi osobnikami i było to naturalne, przynajmniej wśród grup, które nie zdążyły się zasyfić.
Druga rzecz - nawet jeśli mamy taki 100% harmonijny trójkąt - nie oznacza to jeszcze, że musimy się tak bawić. Z reguły powinna nam ta jedna osoba starczyć, ale nie można wykluczać przypadków, gdzie te osoby chcą się sobą dzielić w trójkę, bo im to jest z jakiegoś powodu na rękę(np. często są w rozjazdach).
Ta zazdrość o osobę trzecią, to potrzeba posiadania partnera na własność, wywierania presji że pewne rzeczy może on dzielić tylko ze mną, a nie z kimś innym, Myślę, że to normalna reakcja na etapie większości ludzi, ale w okolicach oświecenia powinna już zaniknąć.
Tutaj duże znaczenie mają wyobrażenia na temat seksu, tego że to taka specjalna rzecz tylko dla dwojga. Na pewno pamięć mnożenia partnerów na bazie wzorców UNA, sprawia że na samą myśl o seksie jednej osoby z dwiema różnymi zaczyna wywalać i się kojarzyć właśnie z tym. A przecież w tej potencjalnej sytuacji trzech 100% harmonijnych osób, wspólny seks może być pięknym aktem miłości i bliskości, która wcale nie musi być ograniczana do dwóch osób.
Oczywiście to wszystko się tyczy potencjalnej i bardzo mało prawdopodobnej sytuacji. Dla osób, które do oświecenia mają jeszcze kawałek i mają swoje związkowe obciążenia - powinien monogamiczny związek być w pełni wystarczający. Po za tym, jak widać - tutaj większość osób ma problem, żeby znaleźć chociaż jedną tak dobrze dobraną osobę, a co tu dopiero mówić o dwóch.
Po za tym nie ma co za bardzo rozkminiać, bo takie rzeczy przyjdą same z czasem - na razie póki czujemy potrzebę posiadania partnera na własność - właśnie tak róbmy, bo to chodzi żeby się w związku czuć dobrze, a nie żeby na siłę realizować zgodnie z tym co się "powinno" po oświeceniu

Warto tylko spojrzeć z szerszej perspektywy i zaakceptować, że na pewnych etapach może być zupełnie inaczej, że nawet najbardziej fundamentalne sprawy mogą się zmieniać - no, ale na wszystko przychodzi swój czas.