Hydro
Ja na na razie doszłam do tego, że chodzi o moje nieprzystosowanie do życia wsrod ludzi, którzy mnie zupełnie nie rozumieją, nie mogę być sobą, pokazywać jaka jestem na prawdę, bo zostanę zle zrozumiana, osądzona, oskarżona i poniosę jakieś tam konsekwencje, albo ataki, albo zostanie mi coś odebrane, więc z założenia się ukrywam, wręcz dostosowuję to aktualnego otoczenia. Jedyne co czuję, że mogę to wybierać otoczenie, jednak też jest to ograniczone do pewnego stopnia. Do tego dochodzi przekonanie, ze Bog mnie nie chroni, nie jest w stanie zapewnić mi tego wszystkiego co najlepsze. Stąd nie wybieram Boga tylko przymusowo ludzi i inne istoty, staram się przystosować. To z kolei powoduje zanizenie poczucia własnej wartosci, niemoc, poczucie bycie ofiarą, niezasługiwanie na miłość i harmonie. Ale też nie wierzę, że mogę w miłości i harmonii funkcjonować, zwlaszcza w materii. Chodzi także o pracę i załatwianie spraw, w kontekscie relacji z ludzmi. Do tego nie tylko o ludzi chodzi, ale tez o bliskie istotki, ktore wcale nie chca Boga i milosci, harmonii, a jedynie poglebianie indywidualizacji.
To ostatnie mnie chyba jeszcze najbardziej rusza na serduchu.
To jest myślę podstawa wszystkiego, reszta to juz pochodne.