Autor Wątek: Religie rozwojowców - szkodliwe przekonania  (Przeczytany 42189 razy)

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-07, 17:57:55 »
Falicite

bardzo fajny post   « 2017-09-06, 21:18:18 »

dzięki za podzielenie się :) akurat ważne dla mnie kwestie i tak jasno wyłożone ter niuanse, jeszcze sobie przeczytam :)_

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-07, 16:39:04 »
Ja też rozróżniam, a czasem tylko wydaje mi się, że rozróżniam, ale nie osądzam, nie kieruje się tym.

Hehe, no tak, już widzę, że napisałam niejasno ;)

To może doprecyzuję:
Nie kieruję się moralnymi kategoriami dobra i zła.
Czyli rozróżniam to co dobre, a co złe, co przyniesie przyjemność w ogólnym rozrachunku, a co nie, ale się tym nie kieruję.

Rozróżniam też pomiędzy tym, czego chcę naprawdę, a tym, co tylko "chcę"* ze strachu, czy z powodu innych negatywnych emocji (żeby od nich uciec, żeby chwilowo poczuć się lepiej).
I tym się kieruję.

*To (nieprawdziwe) "chcę" utożsamiam z wewnętrznymi przymusami pochodzącymi z zewnątrz.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-07, 16:42:45 wysłana przez Facilite »

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-07, 13:40:35 »
dżonny
Cytuj
Karina, tak mnie olśniło, że schemat jest taki, że jak jestem na kogoś bardzo zły , to blokuje dobro :)

ale to jest zajebista energia :)

Tutaj jest opisana ciut wyższa "szkoła jazdy", co myślę da ci ciut odetchnąć od siebie samego ;)

http://www.przemianaumyslu.pl/uwolnienie-od-samopotepienia/

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-07, 12:58:45 »
...przy tym zastrzegam że akceptuję twoje podejście, twoją religię ; ) 

Frisky, jest mi bardzo (nomen omen ;) przyjemnie :))

(...) ale definiujesz dobro w ścisłym powiązaniu z przyjemnością oraz pragnieniami (...)
 (...) tak jest też  zawsze wtedy gdy  uznaje się że droga do szczęścia też musi być koniecznie przyjemna (...)

Nie tak bardzo ścisłym i nie tak bardzo przyjemna. A już na pewno nie "koniecznie" :) Wręcz przeciwnie - może być czasami bardzo nieprzyjemna. Choć chyba tej kwestii nie rozwijałam (a to, co napisałam może być faktycznie niejasne), dlatego zrozumiałeś to, jak zrozumiałeś.
No właśnie ja wybieram drogę, "na której doświadcza się wszystkiego tego co jest konieczne do wyjścia z uwarunkowań".
[Tak jak Ty, ale to chyba jedyny punkt styczności]
Mnie nie chodzi o wybieranie przyjemności, ale tego co mnie pociąga, co chcę (a to nie jest to samo). To może być przyjemne, ale nie musi (nawet nie wiesz, jak bardzo często wybieram drogę przez "ciemny las" ;). Wystarczy, że tego bardzo chcę, że mnie to bardzo pociąga. I wtedy nie oceniam, bo zakładam, że w ogólnym rozrachunku i tak będzie to prowadziło do przyjemności (zbliżenia się do swojej natury).
Ja też rozróżniam, a czasem tylko wydaje mi się, że rozróżniam, ale nie osądzam, nie kieruje się tym.

Może podam na przykładzie wczorajszej dyskusji:
Zareagowałam emocjonalnie na wypowiedź Dżonnego i dałam temu upust, bo chciałam. Nie osądzałam, że tak będzie lepiej, albo gorzej, nie myślałam logicznie: Dżonny ma prawo do swojego zdania, co mnie to obchodzi itd. Obchodziło mnie w tym sensie, że pojawiła się emocja, i poczułam potrzebę jej wyrażenia. Wiedziałam, że miło nie będzie, ale byłam w stanie ponieść konsekwencje. Pragnienie wyrażenia oburzenia było większe.
Wyraziłam się i w sumie, choć faktycznie nie było miło, wyszło z tego coś dobrego (tzn. tak przypuszczam :). Dżonny coś tam sobie swojego uświadomił i ja sobie uświadomiłam (choć wcale nie było to związane z tematem dzieci). I w efekcie mi ulżyło. I podejrzewam, że Dżonnemu też ulżyło, a przynajmniej tak to wyglądało. Pojawiła się przyjemność. No i o to chodzi :)
Nie zawsze ta przyjemność pojawia się tak szybko, ale pojawia się zawsze, gdy przyjmuje taką taktykę.

Co do poglądów Twoich, Monkasa, obowiązków i hierarchii.
Nie chcę wnikać w Wasze poglądy (bo nie mam takiej potrzeby), więc odniosę się tylko do moich. Te dwie płaszczyzny o których pisałam (ludzka i duchowa), to płaszczyzny postrzegania, a nie odrębne byty. Rzeczywistość ciągle jest ta sama, zmienia się tylko stopień jej zrozumienia i nazewnictwo (i może coś tam jeszcze, ale nie chce mi się szukać na to słowa). Dlatego pojęcie obowiązku nie odgrywa żadnej roli na płaszczyźnie duchowej, ale to, co jest jego istotą (nie wiem, czy to dobre określenie) pozostaje.

W resztę nie wnikam, bo czuję że nawet gdybym siedziała i myślała nad tym miesiąc i zdołała tak jasno to ująć, jak bym tego sobie życzyła (a na chwilę obecną nie potrafię jasno o tym pisać). To i tak pewnie byśmy się nie zrozumieli.
Wydaje mi się, że jesteśmy tak różni, że nawet nie mamy wspólnych pojęć, żeby się pokłócić (jak to ktoś fajnie ujął :).
Nawet mnie to zastanowiło, dlaczego akurat Ty chcesz znać moje poglądy? No ale nie oceniałam ;) i opisałam, bo chciałam :P
Mogłam grzecznie odmówić (gdybym wybrała łatwiznę, przyjemniejszą drogę), ale poniosłam trud (do przyjemności to nie należało, takie zmuszanie umysłu do tego, czego nie lubi ;P), bo mnie to jednak pociągało.
W sumie to nawet dość szybko i sprawnie to poszło, a temat wydawał mi się nie do ogarnięcia (bo nie lubię teoretycznych rozkminek, wolę praktykę). Więc na pewno coś na tym skorzystałam.

No ale trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić, uznając prawo innych do myślenia/odczuwania/działania inaczej. Więc odpuszczam :)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-07, 11:55:56 »
Może się komuś przyda: " Od współuzależnienia do uwolnienia".

http://www.przemianaumyslu.pl/od-wspoluzaleznienia-do-uwolnienia/

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-07, 08:34:47 »
Facilite
dzięki za obszerne wyjaśnienia : )

kilka luźnych uwag z którymi oczywiście nie musisz się zgadzać, przy tym zastrzegam że akceptuję twoje podejście, twoją religię ; )  i nie chodzi mi o ocenianie ale rozróżnianie, więc skupię się na tym wycinku który mnie interesuje:

odbieram to tak że w pewnym zakresie stosujesz rozróżnianie na to co dobre i na to co złe , ale definiujesz dobro w ścisłym powiązaniu z przyjemnością oraz pragnieniami , w efekcie pewne pragnienia (też skojarzone z przyjemnością) oraz działania wyłączasz z tego procesu rozróżniania przez co stawiasz odczucia związane ze spełnianiem ich ponad to co prowadzi do stanu szczęścia, tak jest też  zawsze wtedy gdy  uznaje się że droga do szczęścia też musi być koniecznie przyjemna (w odróżnieniu od drogi na której doświadcza się wszystkiego tego co jest konieczne do wyjścia z uwarunkowań - powrót od stanu prawdziwej natury ze stanu oddzielenia może być  jak ten powrót przez ten sam ciemny las... poszukiwanie przyjemności w tym procesie wydłuża drogę)

to jest trochę tak jak ostatnio monkas gdzieś na forum pisał,  stwierdzając że prawdziwa natura jest wolna od hierarchiczności, ale nie odróżniał tego od hierarchicznej struktury przejawienia w której wciąż istniejemy i działamy - przeczył temu - na tym poziomie wybory i ich skutki związane są z odróżnianiem tego co dobre (= co prowadzi do  stanu prawdziwej natury) od tego co złe, a to nie jest ani uznaniowe ani nie jest unieważniane przez nasze podejście do tego, ani przez to co czujemy (niekoniecznie jest przyjemne)

więc ty jakby bardziej to odróżniasz ("ludzki" poziom obowiązków, a ten "ponadczasowy" stan w którym liczy się tylko związana z tym przyjemność) ale rezygnujesz z tego rozróżniania od czasu do czasu  ze względu na pragnienia skojarzone z przyjemnością= wtedy uznajesz że jest to dobre tak jakby automatycznie miało to mieć związek z dobrem absolutnym i przyjemnością z tego poziomu, (dobre bo tak czujesz a uczucia są wyznacznikiem dobrego kierunku - podczas gdy takim wyznacznikiem jest... rozróżnianie)  dla odmiany  rozróżnianie uznajesz wtedy za ocenianie! i manipulujesz sobą tak żeby wyszło że odczucia bez rozróżniania są dobre i prowadzą do dobrego...bo twoja prawdziwa natura jest dobra=przyjemność i to co czujesz w drodze do tego to jest to samo...

jednoczesne wybieranie przyjemności doczesnej i przyjemności ponadczasowej, tworzy różne skutki , związane jest z różnym "dobrem"

stan bycia w prawdziwej naturze i związanej z tym przyjemności jest wolny od iluzorycznych pragnień czyli wynika z tego że zawsze gdy rezygnujesz z rozróżniania na rzecz pragnień odczuwania przyjemności i preferujesz  związane z tym działania, to pogrążasz się w  iluzji - a różne uzasadnienia i przyzwolenia, np. takie, że te czy inne szkodliwe działania "być może" chronią cię przed czymś gorszym a wybieranie czegoś co już wiesz że jest błędem (np. odurzanie się i "świadomy" wybór skutków tego) to jest "nauka na błędach",  są to zwykłe wymówki ; )

uleganie ograniczeniom (związanym z tym tendencjom i pragnieniom)  to powszechne zjawisko, gdy do tego dochodzą uzasadnienia, że jest to dobre (odwołując się przy tym do definicji "dobra prawdziwej natury" i wyznacznika tego w postaci przyjemności)  wtedy  wyjście z tego staje się jakby bardziej problematyczne

podsumowując:
 czym innym jest dobro i przyjemność jako aspekty absolutnego szczęścia, a czym innym dobro (i zło) jako wybory i działania  do tego prowadzące (oddalające), na tej drodze  mieszanie do tego przyjemności jako wyznacznika dobra/dobrej drogi prowadzi na manowce (zwłaszcza gdy wiąże się z rezygnacją z rozróżniania) - bo tworzy się w ten sposób mix z tego, czyli

mamy patrzenie z poziomu absolutnego dobra, a działanie z poziomu np. przyjemności zmysłowych, towarzyszą temu wrażenia odczuwania i doświadczania tego co przynależy do poziomu ponadczasowego, będąc przy tym zaangażowanym w działania oparte na tendencjach, skłonnościach i pragnieniach z zupełnie innego poziomu...
wtedy też często "wychodzi" nam, że wszystko jest dobre (to co złe nie istnieje) podczas gdy wciąż jesteśmy uwarunkowani - zwłaszcza  gdy doświadczamy w tym działaniu jednocześnie przyjemności stanu dobra absolutnego i nakładamy to na wszystkie działania ( w dodatku szukamy tego poza sobą)
-   ignorujemy, że istnieją pewne reguły których przestrzeganie prowadzi nas do pełnego wyjścia z tych uwarunkowań, do stanu  ponadczasowego  dobra, jak i  są intencje, pragnienia i działania które nas od tego oddalają (niektóre dają przy tym chwilową namiastkę tego), więc dopóki tu jesteśmy to te prawa nas dotyczą, nawet jeśli sobie wychodzimy poza stany oddzielenia

 - odwoływanie się do tego co przynależy do innego poziomu jest spoko,  ale gdy pod wpływem tego podejmujemy próby działania w oderwaniu od praw które rządzą tym poziomem na którym wciąż istniejemy to jest to wtedy ryzykowne podejście - określone działania ( niezależnie jak uzasadniane i co temu towarzyszy )  i tak tworzą określone  skutki zgodne z prawami poziomu na którym działamy, więc są to dobre działania (prowadzące w efekcie do pogłębienia doświadczania stanu ponadczasowego dobra) albo złe (prowadzące do  oddzielenia) - tylko jest pewne ale: te skutki mogą być oddalone w czasie więc na tej drodze wymóg przyjemności warto zastąpić wymogiem rozróżniania ( i cierpliwości)

sorki jeśli coś źle zrozumiałem i zinterpretowałem, może coś tam ci się z tego przyda ; )

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-06, 21:18:18 »
Facilite
w takim razie interesuje mnie to odmienne spojrzenie zawierające te różne opcje (kierowania się tylko tym czego się chce "naprawdę", uwolnienia od przymusów zewnętrznych, a przy tym solidnego spełniania obowiązków względem innych, tudzież kwestii odróżnienia dobra i zła w tym działaniu), fajnie byłoby poczytać  jak to widzisz - może być w szerszym elaboracie ; )

Frisky, proszę, specjalnie dla Ciebie :)

Nie wiem, czy dobrze to wytłumaczę, bo ja to wszystko odczuwam i trudno mi to ubrać w słowa. Do tej pory nawet nie próbowałam. Jestem czuciowcem, ale to takim na maxa - jak czuję, to nie ma to żadnego odzwierciedlenia w ludzkim języku.
Dlatego może być dużo niespójności na pierwszy rzut oka, ale myślę, że przy dobrych chęciach da się to zrozumieć. Oczywiście nie wymagam ;P Nie jest mi to potrzebne (choć bardzo miło jest być rozumianą :), ani też nie jest mi potrzebne przekonywanie kogokolwiek, że tak jest. Najważniejsze dla mnie jest to, że ja to czuję, że to moje, że to działa, że jest mi lepiej, gdy tak robię :)

Aha, używam pojęć "dobro" i "zło" w rożnych znaczeniach (żeby potem nie było, że niespójne). Robię to świadomie, bo zakładam, że przeciętnie inteligentny człowiek przy dobrych chęciach będzie wiedział o co chodzi.
A jak ktoś nie ma dobrych chęci to niech się goni :P


Zacznę od podstawowego założenia, które implikuje wszystkie pozostałe kwestie.
Moja natura jest dobra (w sensie, że "tworzy" przyjemność dla mnie i dla innych, niekoniecznie bezpośrednio, no ale o tym za chwilę).
Jeśli moja natura jest dobra, to znaczy, że wystarczy, że będę robić to, czego naprawdę chcę. Zasady moralne są wtedy dla mnie zbędne. Nie muszę kierować się pojęciami dobra i zła.
Druga sprawa to kwestia tego, co mnie oddziela od tej natury. To nie moje, a więc "złe", w sensie że oddziela od siebie, w konsekwencji nie tworzy przyjemności. To jest wszystko co przyszło do mnie z zewnątrz (np. programy od rodziców, czy innych ludzi, różne przymusy powstałe na skutek złych doświadczeń, itd.).

Tak więc dobro - moja natura (przyjemność), zło - to co nie moje (ból oddzielenia). Postępując zgodnie ze swoją naturą tworzę dobro, natomiast poddając się temu, co nie moje oddzielam się, a wtedy nie jest przyjemnie.

Najważniejsza kwestia jest taka, żeby odróżnić jedno od drugiego, nie zawsze jest to proste. Bo mogę chcieć jednego i drugiego (np. jeśli jestem zwichrowanym mordercą, to będę chcieć zabijać, mimo że tak naprawdę zabijanie nie leży w mojej naturze, a przymusy związane z chęcią zabijania wynikają z procesu wychowawczego), ale gdy się dobrze wsłuchuję w siebie, rozpoznaję to. A nawet jeśli popełniam błędy, to nic się nie dzieje. Nawet w przypadku jakichś ekstremalnych rzeczy (przecież intencje się dogrywają, nie oceniam więc, czy zrobiłam dobrze, czy źle).
Jeszcze raz wrócę do tego - trzeba dobrze ocenić, np. w przypadku gdy czegoś chcę, patrzę przede wszystkim, jakie przyniesie to rezultaty, czy mi się spodobają, czy skrzywdzę innych, czy chcę czegoś pomimo tego, że wywoła to cierpienie (wtedy wiem, że to tylko przymus) i czy jestem skłonna ponieść ewentualne konsekwencje. Zwyczajnie używam rozumu :), ale nie tylko.
I jeśli zdecyduję, że naprawdę tego chcę i jestem skłonna ponieść konsekwencje tego (np. chcę się napić wódki i godzę się na kaca nazajutrz), to to robię.

Jeśli się pomylę np. ulegnę nałogowi alkoholizmu, to trudno. Proces nauki na tym polega. A może to np. uchroniło mnie przed czymś gorszym? Tak jak pisałam wcześniej, nie jestem w stanie ocenić tego umysłem, więc nie oceniam. Liczy się tylko, że chciałam się napić. I nie rozpatruje tego w kategoriach błędu czy jego braku.

Im częściej tak postępuję, tym częściej wiem, czego tak naprawdę chcę i tym mniej "błędów" popełniam.
Czasem doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to przymus mną powoduje, ale i tak w to idę, bo chcę. Coś mi to daje. I wiem, że kiedyś (prędzej czy później) samo odpadnie.
Najważniejsze moim zdaniem to przestać się bać, albo bać się ale robić coś pomimo leku (jeśli oczywiście się czegoś bardzo chce). Wtedy na własnej skórze można się przekonać, że strach ma wielkie oczy i że nie ma sytuacji bez odwrotu i bez wyjścia (przecież nawet śmierć nie jest końcem).

Co do solidnego spełniania obowiązków wobec innych ;)
Chodzi o niekrzywdzenie innych. Moja natura jest dobra, nie będę chciała więc tego robić. A jeśli będę chciała, tzn. albo ciśnie mnie jakiś przymus, albo że jest to w jakiś sposób potrzebne (dopuszczam taką możliwość). Z tym że nie oceniam, czy jest to potrzebne,  nie manipuluję (nie robię czegoś dlatego, że oceniam, że to będzie "dobre"), tylko postępuję zgodnie z tym, co mam na ten moment w środku. W tym sensie jestem prawdziwa - jeśli mam syf, to epatuję syfem, normalne ;p.
Ale jeśli będę w ten sposób postępować, ten syf się będzie zmniejszał, a ja coraz bardziej będę zbliżać się do swojej natury.
Powtórzę jeszcze raz - jak dla mnie w relacjach z innymi chodzi o to, żeby robić to, co się chce, nie manipulować, być prawdziwym. Ale jeśli nie jestem, to muszę spodziewać się normalnych konsekwencji podjętych decyzji. Jeśli urodziła mnie matka, która miała mnie w... głębokim poważaniu, to może się spodziewać tego, że też się na nią wypnę. Normalna konsekwencja podjętej decyzji.
W tym sensie nie dopełniła swojego obowiązku i poniesie (albo i nie ;p) tego konsekwencje.

O obowiązkach dorosłych wobec dziecka napisałam w kategoriach ludzkich. Jeśli nie chcę krzywdzić innych, to nie będę lekkomyślnie robić dzieci, tylko zastanowię się, co mogę im dać, jak się zachować, itd. I to są te "obowiązki", tego mamy prawo spodziewać się po rodzicach. W zwykłych ludzkich kategoriach. Na innej płaszczyźnie, duchowej nie ma obowiązków, jest chęć tworzenia przyjemności lub nie, ale w ludzkich kategoriach będę mówić o obowiązkach rodzicielskich. Dla mnie to się nie wyklucza.

Kurcze, mam nadzieję, że nie ma tu zbyt wiele niejasnych sformułowań, bo tak dużo napisałam, że nawet mnie samej nie chce się tego jeszcze raz czytać i sprawdzać. I myśleć ;) Zdecydowanie wolę odczuwanie :D

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-06, 18:46:12 »
Dżonny, miłego :)

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-06, 18:44:55 »
a teraz zmykam powodować dalsze zmiany, miłego wieczoru :)

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-06, 18:42:16 »
OK :) z przyjemnością nie ciągnę, bo co do tych dzieci to sensu i logiki to jest pozbawiona zupełnie

 przyciągnąłem Was sobie ze względu na temat nad ktorym pracuje, tzn uwalnianie się od zła :) widze w was złość , furie, taką z klimatu UA , u ciebie nawet wydaje mi się to atrakcyjna , fajna energia , bo zrownowazona, ale wiem już , że te klimaty stają się moją przeszloscą :)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-06, 18:36:45 »
Dobrze, Dżonny, daliśmy sobie po mordzie*, a teraz rozstańmy się w pokoju :)
Jeśli kiedykolwiek poczułeś ode mnie presje na poczucie winy, czy jakiekolwiek inne brzydkie rzeczy, to przepraszam.
Ale do dyskusji mnie już nie zmuszaj (w sensie - nie ciągnij jej), bo rzygnę ;))

*to taki żarcik, nie czepiaj się

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-06, 18:23:23 »
Sama sobie przeczytaj twoj pierwszy post w tej dyskusji (reakcje na moje słowa) i cały ten ogrom nadinterpretacji to cię olśni.. albo i nie, bo akurat zgodze sie, że intelekt nie wystarczy jak sa blokady.
Jestem zdecydowanie przeciwny nawet lekkiemu biciu dzieci i nawet uswiadamialem kogoś co do tego by tego nie robił. Więc ta nadinterpretacja i nagonka na mnie i presje na poczucie winy to z mojego punktu widzenia interesujace zjawisko :)
« Ostatnia zmiana: 2017-09-06, 18:25:35 wysłana przez dżonny »

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-06, 18:00:15 »
Poczytaj naszą wymianę zdań, to może Cie olśni. Wierzę w Twoją inteligencję :)
Choć czasem inteligencja może nie wystarczyć, gdy ma się silną blokadę na zrozumienie w jakimś temacie.
Ale możesz też uznać, że mam rozdwojenie jaźni. I po sprawie ;)

Mnie jest wszystko jedno.

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-06, 17:53:21 »
Cytuj
Może dla Ciebie to jest odkrycie (że dziecku trzeba wyznaczać granice, a nie karmić go landrynkowym fałszem), ale dla mnie (i chyba dla każdego, kto orientował się w tym temacie choć trochę, czytał, słuchał, obserwował) nie jest to żadne odkrycie, tylko zwykły fakt.

to chyba ja powinienem zarzucić taka emotinkonke O_O
bo tym bardziej nie rozumiem skoro moje zdanie na ten temat jest dla ciebie oczywistą oczywistością, a wcześniej , że nasze poglądy na ten temat są tak diametralnie różne, że dyskusja nie ma sensu :)
tak jak pisał Frisky chyba rozmawiamy z dwoma osobami :)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-06, 17:41:28 »
... dziecko przeżywa wszystko dużo silniej niż dorosły (bo nie wie jak dać temu upust...

Znów źle się wyraziłam. Pośpiech :)
Miało być: "nie umie rozładować tego w konstruktywny sposób", bo upust może i daje, ale nie rozwiązuje to problemu, a często wręcz nakręca spiralę przemocy ze strony dorosłego.

A to ciekawe, że z ontoją się zgadzasz , jak wyznacza dzieciom zasady, a ja się dowiedziałem, że jestem "twardogłowy".. po tym jak napisałem: (...)

O Boże Dżonny, Ty tak naprawę? O_O
Skąd Ty czerpiesz swoje poglądy na temat tego,  jakie obecnie funkcjonują "trendy" wychowawcze? Z książek sprzed wieku? ;)
Nie sadzę, żeby ktoś poważny w obecnych czasach spierał się z Tobą o to, że brak wyznaczania granic jest ok. To powszechnie uznana prawda, że to jest takie samo nadużycie wobec dziecka, jak i przemoc i narzucanie swojej woli przez dorosłego. Taki sam brak szacunku wobec niego (choć niektórzy twierdzą, że z dwojga złego jednak lepiej jest wychowywać dziecko w cukierkowym, niż w przemocowym świecie). To druga strona medalu po prostu.
Nie odniosłam się do tego, co napisałaś, bo dla mnie to jeszcze większa oczywista oczywistość ;) niż to, co napisał Ontoja (że emocje  dzieci są w pewien sposob odbiciem emocji ich rodzicow).
Może dla Ciebie to jest odkrycie (że dziecku trzeba wyznaczać granice, a nie karmić go landrynkowym fałszem), ale dla mnie (i chyba dla każdego, kto orientował się w tym temacie choć trochę, czytał, słuchał, obserwował) nie jest to żadne odkrycie, tylko zwykły fakt.

I nie dlatego "twardogłowy", ale nie chce mi się tłumaczyć, bo to nie ma sensu.