Autor Wątek: Religie rozwojowców - szkodliwe przekonania  (Przeczytany 42215 razy)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-05, 17:42:15 »
Niezła projekcja.
Ale jeśli to poskutkuje brakiem kontaktu z Tobą, to niech i tak będzie ;)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-05, 17:39:52 »
Felicite

odniosłaś się do mojej wypowiedzi więc odpisałam, ale też wolę unikać, zapomniałam, ze masz tendencje do przekraczania granic.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-05, 17:30:35 »
(...)

:((


Karina,
skoro nie chcesz, żebym odpowiadała, to do mnie nie pisz (ja unikam). Jeśli będziesz pisać, to będę odpowiadać (chyba, że nie będę mieć ochoty). I nie miałam zamiaru niczego Ci imputować, tylko podzielić się uzasadnionymi - moim zdaniem - wątpliwościami.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-05, 16:55:31 »
Felicite
Cytuj
Dziwi mnie jednak fakt, że jesteś bardziej skłonna współczuć babce, niż sobie.

Napisałam już wcześniej, że przeżyłam uczucia z tym związane, więc proszę nie inputuj mi coś czego nie ma.

Wiking23

  • Wiadomości: 393
  • Płeć: Mężczyzna
    • c
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-05, 16:53:42 »

No co może siedzieć w 8-letnim dziecku? Na pewno diabeł, więc kijem go ;)
W takim przypadku ograniczanie wolności jest zupełnie potrzebne, no bo jak inaczej tego biesa wygonić?

Jak widzę coś takiego to mi się nóż w kieszeni otwiera.
Stąd już tylko krok do uznania, że jak dziecka się nie weźmie za mordę, to mu się tylko krzywdę robi, no a przemoc jest dobrym sposobem na nauczenie miłości.


Wreszcie jakieś rozsądne i poprawne metody wychowawcze.


A jak.



Kijem go, najlepiej za mordę i w mordę i kijem - co by wybić wszystkie głupoty z głowy. Wiadomo że to w głowie żyją potwory które trzeba wybić za wczasu. Nie pozwolić aby potwór żył, tutaj trzeba porządnego dobrego obywatela, a nie jakiegoś wyraka.



Najlepiej to "coś" przerobić w maszynce do mięsa, póki małe i młode, ażeby foremne kotleciki porobić.


Broń boże aby to pozwolić temu czemuś samemu urosnąć i rozwinąć się co by to było ?. Trzeba o to zadbać za wczasu, dla dobra tego dziecka, swojego, oraz sąsiadów ich opini, oraz całej wioski.


Dobro pojęcie względne - każdy wie lepiej co to znaczy dobro, i gdy było tak jak myśli, to na świecie byłby raj - i jest właśnie taki na miarę, tej "dobroci" którą emanuje każdy z osobna.



(...)




Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-05, 16:49:05 »
Fel
Takie były czasy - CIEMNOGRÓD.

Już przeżyłam uczucia w związku z tym i przebaczyłam, moja babka nie miała zbyt duzej świadomości, ale na koniec wyciągnęłam dla siebie pozytywy z tej sytuacji. Przekraczamy i przebaczamy przeszłość, a IDZIEMY do PRZODU.:)

Wiem, bo sama to przeżywałam (tzn. chodzi o czasy ciemnogrodu, a nie o to co napisałaś dalej). Dziwi mnie jednak fakt, że jesteś bardziej skłonna współczuć babce, niż sobie. Myślę, że to znamienne, że napisałaś właśnie o jej (a nie swoich, albo Was obu) uczuciach.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-05, 16:53:03 wysłana przez Facilite »

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-05, 16:33:19 »
Fel
Cytuj
No co może siedzieć w 8-letnim dziecku? Na pewno diabeł, więc kijem go ;)
W takim przypadku ograniczanie wolności jest zupełnie potrzebne, no bo jak inaczej tego biesa wygonić?

Takie były czasy - CIEMNOGRÓD.

Już przeżyłam uczucia w związku z tym i przebaczyłam, moja babka nie miała zbyt duzej świadomości, ale na koniec wyciągnęłam dla siebie pozytywy z tej sytuacji. Przekraczamy i przebaczamy przeszłość, a IDZIEMY do PRZODU.:)
« Ostatnia zmiana: 2017-09-05, 16:38:00 wysłana przez Karina »

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-05, 16:22:41 »

z drugiej strony... może widziała co w tobie siedzi i tobie też to było potrzebne ;) może, bo nie wiem.

No co może siedzieć w 8-letnim dziecku? Na pewno diabeł, więc kijem go ;)
W takim przypadku ograniczanie wolności jest zupełnie potrzebne, no bo jak inaczej tego biesa wygonić?

Jak widzę coś takiego to mi się nóż w kieszeni otwiera.
Stąd już tylko krok do uznania, że jak dziecka się nie weźmie za mordę, to mu się tylko krzywdę robi, no a przemoc jest dobrym sposobem na nauczenie miłości.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-05, 16:21:57 »
Teraz widzę, że kobiety w mojej rodzinie miały próg na wyrażanie gniewu, za to ja jako dziecko wzięłam na siebie ten proces i wyrażałam złość za trzech.

Muszę lecieć, mam nadzieję, ze znajdziesz dżonny swój sposób na karmienie dobra w sobie.:) No i fajnie, że zmotywowałeś mnie pytaniem do głębokiej refleksji.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-05, 16:25:06 wysłana przez Karina »

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-05, 16:05:48 »
No i DOBRZE , że pocięłaś ;) może komunikat był potrzebny ;)

 Twoja wolność jest ważniejsza niż głupi stół ;)

z drugiej strony... może widziała co w tobie siedzi i tobie też to było potrzebne ;) może, bo nie wiem.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-05, 16:08:30 wysłana przez dżonny »

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-05, 15:46:45 »
dżonny

przypomniało mi się, że jak miałam 8 lat, babka za karę za jakąś głupotę zamknęła mnie w kuchni, a ja w złości pocięłam nożem stół. Wyobrażam sobie teraz co ona na to musiała poczuć :))

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-05, 15:18:10 »
Karina,
To, że pojawiła się taka babcia, to odbicie twojej dobrej strony którą sobie wypracowałaś i na której mogłaś dalej budować, nie coś co pojawiło się bez konkretnej przyczyny :) Dobro wg mnie to realna energia, ale można ją wypaczyć i przeinaczyć np tak jak to co kto rozumie przez miłość. Ja właśnie czuje duży niedobór tej energii (dobra) w sobie i zastanawiam się jak sie nią wypełnić. Też zauważyłem związek tego z lękiem, a także usunąłem wstyd na przejawianie tej energii. 
Myślę , że niektóre osoby korzystają z religii by kontemplować to dobro , kontaktować się z nim w sobie, na tyle na ile ktoś je ma. Dobro mi się kojarzy jako energia która ma cechy budowania harmonii ze światem, ludźmi, nawet zwierzętami itd czyli na tym poziomie możemy harmonizować ze wszystkim nie tylko z tym co jest naszą prawdziwą naturą w sensie linii pochodzenia.

Żyjemy w świecie, w którym obrona własna (obrona konieczna) jest codziennością - bo nie chodzi tu tylko o obrone fizyczną, ale w różnych sferach, byc może w każdej.
Jeśli nie bronisz siebie na co dzień, jestes wykorzystywany. Obrona to jakaś forma agresywnego zachowania, choćby stanowczy głos , który może kimś mniej lub bardziej wstrząsnąć, poruszyć, zranić itd

W harmonizujących warunkach, to mało się musi wyznaczać granice w sposób aktywny, albo wogole, ale robi się to pasywnie, czyli 'tylko' pilnuje ich, jednak zawsze trzeba je podtrzymywac. Inaczej zaczyna się "rozdawac siebie" i to co się buduje i harmonizujące otoczenie przestaje być harmonijne.


Cytuj
Dobro i zło wg mnie istnieje na pewnym etapie rozwoju.

Albo zło istnieje tylko na pewnym ;)
A jak zostaje samo dobro, to staje się rzeczywistością, normalnym stanem.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-05, 15:24:19 wysłana przez dżonny »

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-05, 13:05:21 »
dżonny

Twoje pytanie zmobilizowało mnie do refleksji na tym tematem i piszę o tym tylko i wyłącznie z własnego doświadczenia.
Urodziłam się w rodzinie alkoholowej, gdzie panowało mnóstwo cierpienia, a na dodatek jako nieślubne dziecko od początku przepełniona byłam poczuciem krzywdy, złości, a uczucia miłości wręcz nie znałam. Łatwo byłoby mi czynić zło, bo byłam przepełniona złymi uczuciami, a jednak nie zeszłam na złą drogę, choć był we mnie na to ogromny potencjał. Z perspektywy czasu widzę to obecnie tak: w stanie złudzenia oddzielenia żyją w nas dwa wilki, dobra i zła i ten wilk którego karmimy rośnie w nas. Mój wilk dobra był bardzo chudziutki i wynędzniały, bo gdzieś wręcz nie wierzyłam w siłę dobra. Ale chyba na skutek jakiejś łaski wychowywała mnie babka, która od maleńkości karmiła mnie bajkami, oraz wiarą katolicką, bo taką znała i prowadzała do kościoła. A była na tyle silną osobowością, że szybko mój opór puścił. Nie wdając się w dalsze szczegóły (a działo się dużo) chcę powiedzieć, że nauczyłam się jakie to przyjemne i wręcz konieczne jest dbać o wilka dobra. Ja wręcz modliłam się, żeby Bóg pokazał mi czym jest miłość i pokazał.:)

Z czasem zaczęłam odnajdywac swoje własne sposoby karmienia wilka dobra i myślę że jest to nieodzowne, żeby wyjść z iluzji oddzielenia od Boga, aby poczucie dobra w nas było dominujące.

A od momentu studiowania Kursu Cudów (od roku przerabiam codziennie Lekcję) ruszyło we mnie dobro jak burza, jakims cudem zanikają we mnie złe uczucia, a miejsce zajmują dobre) co powoduje, że jestem coraz szczęśliwsza i mam coraz lepsze życie. Niby banał, ale nie zamieniłabym obecnie mojego życia na żadne inne. I jak teraz myślę, ze kiedyś nie wierzyłam w dobro, ani w jego siłę to chce mi sie z tego śmiać.

Dobro i zło wg mnie istnieje na pewnym etapie rozwoju. Tzn. gdy jesteśmy w fazie poczucia oddzielenia od Boga rządzi nami wirus, którym jest lęk. Lęk wpędza nas w złudzenie oddzielenia od Boga, chociaz nigdy się tak naprawdę nie oddzieliliśmy, bo jest to niemożliwe. Lęk napędza myśli o złu, a więc tym samym tworzy zło. Lęk zafałszowuje rzeczywistość, która jest przestrzenią wypełnioną samą miłością. W tej fazie rozwoju jest obecnie znakomita większość populacji, dlatego na świecie jest jak jest. Oczywiście ja również jestem nadal w tej fazie rozwoju, ale nastąpił we mnie kiedyś po 30 dniowym odosobnieniu medytacyjnym króciutki wyłom z mojej znanej mi rzeczywistości, króciutki jednak na tyle był długi, że na zawsze odmienił moje spojrzenie na życie. Opadły jakby całkowicie bariery we mnie oddzielające mnie od Boga, Miłości (zwał jak zwał) i zanurzyłam się w przestrzeni miłości, gdzie czułam się wszystkim i wszystko było mną, trudno to doswiadczenie opisać, trzeba samemu doswiadczyc ;). I wtedy zapadła we mnie decyzja o odnalezieniu tego stanu, tej "ziemi" dawno zapomnianej.  I stało się to moim celem życia.  W tej podrózy ciągle trwam do dzisiaj i uważam, ze jestem na dobrej drodze.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-05, 13:07:46 wysłana przez Karina »

healingintelect

  • Wiadomości: 713
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2017-09-05, 12:41:12 »
Filozofia prowadząca na manowce.Czuję wewnętrzny sprzeciw jak to czytam.
Oczywiście , ze istnieje zlo i dobro.
Miłość i dobro to są synonimy.

To jest tylko twoja klisza przez którą patrzysz, zakodowany program. Gdy komuś sprawiamy cierpienie, nazywamy to złem. Gdy sprawiamy komuś przyjemność, nazywamy to dobrem. Oczywiście istnieje "zło", bo człowiek ma sumienie i potrafi współczuć. Zło jest tylko nazewnictwem. Gdyby od dzisiaj zmienić nazewnictwo w kodeksie karnym i zamienić słowo zło, na cierpienie, to ludzie skazywani byliby nie za czynienie zła, tylko za czyenienie cierpienia. Po jakimś czasie ludzie zmienili by nazwenictwo i mówiliby że: to co robisz to cierpienie, nie wolno tak robić!

Tutaj raczej chodzi o moralność, uczłowiecznie i współczucie. Dla mnie to jest jasne, że robiąc coś "złego"-powdując cierpienie, dostanę to kiedyś z powrotem (jeżeli w między czasie nie zmienię swojego zachowania)
« Ostatnia zmiana: 2017-09-05, 12:52:12 wysłana przez healingintelect »

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-05, 12:18:47 »
Mariusz,
nie twierdzę, że nie ma takiego czy innego, jak zwał tak zwał, prawa.
Mówię, że wiele osob posługuje się tym jako wytrychem i ma błędne przekonanie / koncepcje na jego temat i nie rozumie go w pełni i przekazuje innym przekonania, a nie swiadomość, a skutki tego są takie jak ograniczająca religijna moralność i bycie "dobrym" - głównie dla innych.

Cytuj
Poczucia winy za obronę siebie nie powinieneś mieć(chyba że masz wmówione a to się nadaje do odreagowania). Masz prawo nawet zabić w obronie własnej bez poczucia winy. Ale pod warunkiem że to było konieczne w danej sytuacji. Nikt tu nie twierdził że jest inaczej.


Żyjemy w świecie, w którym obrona własna (obrona konieczna) jest codziennością - bo nie chodzi tu tylko o obrone fizyczną, ale w różnych sferach, byc może w każdej.
Jeśli nie bronisz siebie na co dzień, jestes wykorzystywany. Obrona to jakaś forma agresywnego zachowania, choćby stanowczy głos , który może kimś mniej lub bardziej wstrząsnąć, poruszyć, zranić itd
Jak wierzysz, że wszystko co czynisz innym, do ciebie wraca, to w jakimś stopniu świadomie, w jakimś nieświadomie, starasz się nie działac agresywnie. Tak działa moralność, stąd są później męczennicy w KK, którzy są "dobrzy" bo nic nie robią, gdy dostają po dupie. Różnej maści duchowiacy w historii kończyli tak samo , prześladowania w Tybycie czy gdzieś tam, Jezus itd

Taki stereotyp dobrego człowieka, który nie czyni zła innym.
« Ostatnia zmiana: 2017-09-05, 12:21:39 wysłana przez dżonny »