dżonny
Twoje pytanie zmobilizowało mnie do refleksji na tym tematem i piszę o tym tylko i wyłącznie z własnego doświadczenia.
Urodziłam się w rodzinie alkoholowej, gdzie panowało mnóstwo cierpienia, a na dodatek jako nieślubne dziecko od początku przepełniona byłam poczuciem krzywdy, złości, a uczucia miłości wręcz nie znałam. Łatwo byłoby mi czynić zło, bo byłam przepełniona złymi uczuciami, a jednak nie zeszłam na złą drogę, choć był we mnie na to ogromny potencjał. Z perspektywy czasu widzę to obecnie tak: w stanie złudzenia oddzielenia żyją w nas dwa wilki, dobra i zła i ten wilk którego karmimy rośnie w nas. Mój wilk dobra był bardzo chudziutki i wynędzniały, bo gdzieś wręcz nie wierzyłam w siłę dobra. Ale chyba na skutek jakiejś łaski wychowywała mnie babka, która od maleńkości karmiła mnie bajkami, oraz wiarą katolicką, bo taką znała i prowadzała do kościoła. A była na tyle silną osobowością, że szybko mój opór puścił. Nie wdając się w dalsze szczegóły (a działo się dużo) chcę powiedzieć, że nauczyłam się jakie to przyjemne i wręcz konieczne jest dbać o wilka dobra. Ja wręcz modliłam się, żeby Bóg pokazał mi czym jest miłość i pokazał.
Z czasem zaczęłam odnajdywac swoje własne sposoby karmienia wilka dobra i myślę że jest to nieodzowne, żeby wyjść z iluzji oddzielenia od Boga, aby poczucie dobra w nas było dominujące.
A od momentu studiowania Kursu Cudów (od roku przerabiam codziennie Lekcję) ruszyło we mnie dobro jak burza, jakims cudem zanikają we mnie złe uczucia, a miejsce zajmują dobre) co powoduje, że jestem coraz szczęśliwsza i mam coraz lepsze życie. Niby banał, ale nie zamieniłabym obecnie mojego życia na żadne inne. I jak teraz myślę, ze kiedyś nie wierzyłam w dobro, ani w jego siłę to chce mi sie z tego śmiać.
Dobro i zło wg mnie istnieje na pewnym etapie rozwoju. Tzn. gdy jesteśmy w fazie poczucia oddzielenia od Boga rządzi nami wirus, którym jest lęk. Lęk wpędza nas w złudzenie oddzielenia od Boga, chociaz nigdy się tak naprawdę nie oddzieliliśmy, bo jest to niemożliwe. Lęk napędza myśli o złu, a więc tym samym tworzy zło. Lęk zafałszowuje rzeczywistość, która jest przestrzenią wypełnioną samą miłością. W tej fazie rozwoju jest obecnie znakomita większość populacji, dlatego na świecie jest jak jest. Oczywiście ja również jestem nadal w tej fazie rozwoju, ale nastąpił we mnie kiedyś po 30 dniowym odosobnieniu medytacyjnym króciutki wyłom z mojej znanej mi rzeczywistości, króciutki jednak na tyle był długi, że na zawsze odmienił moje spojrzenie na życie. Opadły jakby całkowicie bariery we mnie oddzielające mnie od Boga, Miłości (zwał jak zwał) i zanurzyłam się w przestrzeni miłości, gdzie czułam się wszystkim i wszystko było mną, trudno to doswiadczenie opisać, trzeba samemu doswiadczyc

. I wtedy zapadła we mnie decyzja o odnalezieniu tego stanu, tej "ziemi" dawno zapomnianej. I stało się to moim celem życia. W tej podrózy ciągle trwam do dzisiaj i uważam, ze jestem na dobrej drodze.