Zastanawiam się też (odnośnie mojego pytania) , czy usunięcie tego żalu nie spowoduje wzrostu energii... miłości
Dżonny, każda uwolniona negatywna emocja przybliża nas do tego, kim jesteśmy naprawdę, czyli do miłości

Jeszcze odnośnie tego mechanizmu, który opisywałam wczoraj (że chcesz się zrobić większy kosztem kogoś).
Chodzi o (fałszywe, a jakże

poczucie władzy nad innymi (dorosłymi).
Taki mechanizm zazwyczaj bierze się stąd, że obarcza się dzieci jednym z najbardziej szkodliwych przedwczesnych obowiązków, jakim jest oczekiwanie, że zatroszczą się o rodziców (nie chodzi o fizyczną troskę, ale o np. uszczęśliwienie ich) i to w wieku, w którym nie są w stanie tego zrobić.
To rodzice powinni wtedy troszczyć się o dziecko, a tu występuje sytuacja odwrotna. Dziecko jest wtedy de facto porzucone. Czuje się bezradne i bezsilne, bo nie jest w stanie spełnić oczekiwań chorych rodziców (a do tego nikt się o nie nie troszczy, bo rodzice oczekują tego od niego!). Ale próbuje i gdy jest jakaś reakcja ze strony rodziców (a zawsze coś tam jest), to wpada w pułapkę złudzenia władzy nad innymi. Zauważa, że to ono sprawia innym radość, uszczęśliwia ich lub unieszczęśliwia.
Dzięki temu złudzeniu wielkości może odciąć się od swojej bezsilności, bezradności, od swojego dziecięcego zaniedbania i porzucenia. I poczucia, że nie jest kochane (a dla dziecka to równoznaczne ze śmiercią, dlatego tak przed tym ucieka).
Ludzie zazwyczaj mają dzieci nie dla nich samych, nie po to by je uszczęśliwiać, ale żeby zaspokoić jakieś swoje potrzeby, żeby zrealizować coś ich kosztem. A to dlatego, że w okresie dzieciństwa sami byli zaniedbani i wykorzystani przez swoich rodziców i poprzez dziecko próbują te braki uzupełnić. Takie wykorzystywanie przez rodziców jest normą. To dlatego tak łatwo przychodzi właściwie wszystkim ludziom (różna jest tylko skala tego procederu) czuć się lepszymi, wiedzieć lepiej, czy poczuwać się w obowiązku troszczyć się o kogoś.
W rzeczywistości jest to niepotrzebne, bo żaden dorosły nie jest "większy" od innego dorosłego, każdy jest w stanie sam się o siebie zatroszczyć, ma taki obowiązek, a zarazem jest to jego prawo. I nikt nie zrobi tego lepiej niż on sam.
Żeby sobie z tym poradzić trzeba uznać, że ani ja nie jestem od nikogo większa, ani też nikt nie jest większy ode mnie (druga strona medalu - robienie z siebie ofiary). I skonfrontować się z bólem zaniedbania i wykorzystania małego dziecka, czyli ze swoimi największymi demonami.
przez ten żal (że kogoś mi żal) daje np komuś nad sobą dominować, bo mi żal pokazać jego miejsce w szeregu (a mógłbym to zrobić w 5 sekund) , bo spowodowałoby to u niego pewien szok
To właśnie skutek poczucia władzy nad innymi, skutek iluzji, że stwarzasz zagrożenie dla szczęścia innych.
no i żal, że czegoś nie doświadczyłem / zrezygnowałem / że już nie mam tej szansy itp czy to ta sama emocja ?
Emocja ta sama , ale dotyczy czegoś innego

Taki żal bierze się z przeszłości, nie ma oparcia w teraźniejszości (rzeczywistości), bo tak naprawdę nie ma takiej rzeczy, od której w doskonałej rzeczywistości nie ma czegoś lepszego, albo przynajmniej tak samo dobrego.
Ten żal, że czegoś nie doświadczyłeś to realny żal małego dziecka, które zostało pozbawione należnych mu z natury doświadczeń. W naszej kulturze tak daleko odeszliśmy od naturalnych "metod wychowawczych", że nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo krzywdzimy nasze dzieci. Jak bardzo my zostaliśmy skrzywdzeni.
Tak w skrócie (bo to b. szeroki temat) - jako niemowlaki mieliśmy prawo do wyłączności do matki lub innego opiekuna, nikt nas nie powinien zostawiać samych (np. w szpitalu, a później w domu w osobnym łóżeczku), powinniśmy poznawać świat z ramion opiekuna, doświadczać tego, co on doświadcza, w naturalny sposób. Tak samo każdy kolejny okres rozwoju ma swoje prawa.
I kiedy w każdym z nich wszystko dzieje się tak jak powinno, a człowiek doświadcza tego, co powinien i zgodnie z naturalnym porządkiem, to nie ma żalu za przeszłością, za czymś czego się nie doświadczyło, poczucia straty, itd. Jest radość z każdego etapu życia, bo tez na każdym etapie jest coś pasjonującego.
Ja tak podkreślam wagę najwcześniejszych lat życia, bo właśnie ten okres jest najważniejszy w rozwoju człowieka, ponieważ wywiera największy wpływ na jego dalsze życie. A my zostaliśmy właśnie w tym okresie potwornie skrzywdzeni.
Fajnie opisuje to Jean Liedloff w książce "W głębi kontinuum". Pokazuje tam na przykładach jakiegoś tam plemienia indianerów, jak można żyć w zgodzie ze swoją własną naturą.
Żeby się skutecznie pozbyć tego żalu, trzeba go skojarzyć z tamtym uczuciem z najwcześniejszego okresu życia (co nie zawsze jest łatwe), odczuć ból i przeżyć żałobę, zapłakać nad sobą, jako małym, biednym, skrzywdzonym dzieciaczkiem.