Autor Wątek: Cechy urzeczywistnienia - różne pytania  (Przeczytany 29189 razy)

Wiking23

  • Wiadomości: 393
  • Płeć: Mężczyzna
    • c
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-25, 11:51:51 »



Czyli chyba widzimy to tak samo :) Tylko inaczej o tym mówimy, inaczej rozkładamy akcenty.


chyba tak ^^

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-25, 11:18:40 »
Wiem o czym piszerz, bo też tak mam, uwielbiam uciekać. Jednak widzę to trochę inaczej, w sensie że nie ma tak że jest się gotowym, ale coś tam nie idzie, jeśli jest się gotowym w pełni, to było by już dawno po.

A co do ucieczki, czasem to jest potrzebne aby uświadomić sobie że ucieczka nie ma sensu, albo jaka jest cena, za za czasową wygodę itd. Więc czasem to część procesu uświadamiania sobie.


Dalej jeszcze z tą gotowością może trochę rozwinę, to ma swój punkt odniesienia do rzeczywistości, czyli być gotowym, nie oznacza że nagle co się zadzieje, tylko że jest akceptacja na przyjęcie tego czego nam potrzeba, do rozwikłania tematu. Więc w pewnym sensie nie jest się gotowym, a w pewnym sensie jest. Czyli nie jest się gotowym aby przyjąć skarb, ale jest się gotowym aby dokonać zmiany aby móc go przyjąć.


Czyli chyba widzimy to tak samo :) Tylko inaczej o tym mówimy, inaczej rozkładamy akcenty.
Ja też na siebie nie naciskam, nie chcę na siłę przyspieszyć, bo zdaję sobie sprawę, że jest to część procesu uświadamiania, ale jednak trzeba to zauważyć, żeby coś zmienić.
W sensie że muszę zadziałać, bo mam wybór. Mogę (a nawet muszę) wybrać czy chcę uświadomić sobie prawdę, czy chcę zbijać bąki ;)
Jeśli nie działam świadomie, to tylko pozornie nic nie wybieram. Zawsze wybieram, tylko że nie działając świadomie wybieram to, co nie moje (a więc to, czego niekoniecznie chcę doświadczać).


Jeśli wiesz jaki to skarb - to cieszę się i trzymam kciuki ^^

:D
« Ostatnia zmiana: 2017-09-25, 11:22:14 wysłana przez Facilite »

Wiking23

  • Wiadomości: 393
  • Płeć: Mężczyzna
    • c
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-25, 10:57:52 »
Fecilite,

Wiem o czym piszerz, bo też tak mam, uwielbiam uciekać. Jednak widzę to trochę inaczej, w sensie że nie ma tak że jest się gotowym, ale coś tam nie idzie, jeśli jest się gotowym w pełni, to było by już dawno po.

A co do ucieczki, czasem to jest potrzebne aby uświadomić sobie że ucieczka nie ma sensu, albo jaka jest cena, za za czasową wygodę itd. Więc czasem to część procesu uświadamiania sobie.


Dalej jeszcze z tą gotowością może trochę rozwinę, to ma swój punkt odniesienia do rzeczywistości, czyli być gotowym, nie oznacza że nagle co się zadzieje, tylko że jest akceptacja na przyjęcie tego czego nam potrzeba, do rozwikłania tematu. Więc w pewnym sensie nie jest się gotowym, a w pewnym sensie jest. Czyli nie jest się gotowym aby przyjąć skarb, ale jest się gotowym aby dokonać zmiany aby móc go przyjąć.


Jeśli wiesz jaki to skarb - to cieszę się i trzymam kciuki ^^

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-25, 10:37:16 »
Wiking,
tak, to prawda co piszesz.

W moim przypadku - ja jestem gotowa (i to już od dłuższego czasu). Wiem jaki to skarb :)
I wiem, że tym przypadku nie zrobię sobie krzywdy (a wręcz przeciwnie), bo już mam to sprawdzone.
Mam też odwagę, a przynajmniej tak mi się wydaje/wydawało (?)
A jednak uciekam. I wchodzę w to tylko wtedy, gdy już mnie tak przydusi, że nie daję rady. A nawet gdy w to wchodzę, to też w momencie, kiedy już już mam to na widelcu, to uciekam.
Wczoraj było to samo - zamiast zająć się sobą, wejść w ten żal jeszcze głębiej, to zaczęłam pisać na forum, bo mi się poprawiło, czułam się lepiej (bo "wypuściłam" z siebie ten żal). Wiedziałam jednak, że proces się nie zakończył (bo nie weszłam w ten ból), że nie wykorzystałam jego potencjału.
I teraz to widzę, że (w tym moim, konkretnym przypadku) nie jest to kwestia odwagi, ani nawet strachu przed bólem, tylko mechanizm wkodowany (nie wiem, czy to właściwe słowo, ale nie mam tego jak inaczej nazwać) mi w dzieciństwie przez dorosłych.
Znam ten mechanizm z literatury i z doświadczenia - polega on na tym, że zawsze gdy dziecko wchodziło w swój świat (np. w trakcie zabawy z samym sobą), zbliżało się do siebie, było "wyrywane" przez matkę, ojca, czy innego opiekuna, jego uwaga kierowana była na świat zewnętrzny.
Muszę nad tym pomyśleć, bo czuję że to ten mechanizm mi nieźle bruździ.

A miałam już wczoraj wskazówkę. Wczorajszy dzień chciałam wykorzystać na pobycie w samotności (bardzo tego potrzebuję, a nie mam zbyt wiele okazji, bo CIĄGLE jest ze mną mąż, a wczoraj pierwszy raz od bardzo dawna tak się złożyło, że miał jechać gdzieś sam), a tu telefon od mamy, że ma bilety na kabaret. No i byłam jak ten osiołek, co to mu w żłoby dano ;) Na szczęście posłuchałam siebie, zauważyłam, że to o ten mechanizm chodzi i zrezygnowałam z kabaretu (choć też chciałam zobaczyć go na żywo). Cieszę się, że wybrałam siebie :) No ale nie do końca jednak, bo potem przed sobą uciekłam...

Wiking23

  • Wiadomości: 393
  • Płeć: Mężczyzna
    • c
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-25, 07:57:00 »


Bo dopiero pod tą warstwą bólu kryje się prawdziwa Ja.


Ja mam takie podejście, że odkrywając ten ból, trzeba być na niego niejako gotowym. Inaczej można zrobić sobie krzywdę, gdy jakieś drzwi otwiera się za szybko (sprawdzałem! nie warto), w sensie myślenia "przeżyje ten ból a potem będzie miłość i wszystko co najlepsze". Żeby przeżyć, trzeba być świadomym i przytomnym tego co się dzieje i przeżywania. Przyśpieszanie, czyli wymijanie etapów, może całkowicie zablokować proces i cofnąć na długi czas. Inaczej mówiąc nie warto konfrontować się z demonami, licząc na szczęście i że otrzyma się nagrodę / skarb. Trzeba niejako wiedzieć jaki to jest skarb, lub inaczej czego pilnuje demon, bo też mówi o jego naturze, a to pozwala na zrozumienie jak podejść do uzdrawiania. Czasem trzeba się najpierw pomierzyć, z mniejszymi demonami, nabrać doświadczenia, zrozumienia, i... [cieszę się że o tym wspomniałaś] odwagi.


Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-25, 02:12:21 »
Ale też wyzwalające (i pogłębiające świadomość siebie oraz kontakt ze sobą) jak nic innego.

Bo dopiero pod tą warstwą bólu kryje się prawdziwa Ja.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-25, 00:16:11 »
Ja też tak mam. Tylko zauważyłam, że u mnie zawsze ma to źródło w tym, co napisałam, czyli w dzieciństwie (w sensie, że gdyby nie było zaniedbań, to nie byłoby żalu obecnie, tylko akceptacja tego co zrobiłam, no i energetycznie to jedno i to samo uczucie. Tak to odczuwam). Co nie znaczy, że ten obecny żal nie funkcjonuje jakby odrębnie i dlatego zawsze zaczynam od tego co jest teraz. Nie zawsze też da się to powiązać, co nie znaczy, że takich połączeń nie ma :P

Zawsze wtedy, gdy pozwolę sobie na bezgraniczne odczuwanie takiego żalu (ale takie totalne, bez hamulców), to dochodzę do tego uczucia z najwcześniejszych lat. Tylko to są jakby krótkie przeskoki, nie jest łatwo to wyłapać i wejść w to. Po prostu organizm broni się przed bólem.
Właśnie przed chwilą przeżyłam taki ogromny żal z teraźniejszości i udało mi się na chwilę połączyć z TAMTYM ogromnym, rozdzierającym żalem, ale nie bólem. Takiego bólu (uczucia braku miłości, ogromnej pustki i zagrożenia, jak kiedyś w dzieciństwie) doświadczyłam kilka razy w życiu i było to okropne, chyba najokropniejsze ze wszystkich przeżyć.
Ale też wyzwalające (i pogłębiające świadomość siebie oraz kontakt ze sobą) jak nic innego.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-24, 21:37:34 »
przez ten żal (że kogoś mi żal) daje np komuś nad sobą dominować, bo mi żal pokazać jego miejsce w szeregu (a mógłbym to zrobić w 5 sekund) , bo spowodowałoby to u niego pewien szok, ale jednocześnie dotąd trudno było wyłonić to tak na prawdę, żeby to uwolnić.

Dżonny, tak mi się jeszcze przypomniało - za tego typu emocją może też stać ukryte pragnienie aprobaty/akceptacji/miłości. Nie chcesz stracić akceptacji, więc nie "stawiasz się", jesteś potulny, zakrywając to żalem. I to nawet nie musi chodzić o akceptację konkretnego człowieka, tylko o samo uczucie akceptacji/miłości (która np. zapewnia poczucie bezpieczeństwa).

Ale gdy kogoś ci jest baaaardzo żal, to jest wg mnie taka właśnie emocja , która da się pomylić (umysłowi) z miłością, a lęk, czy poczucie winy już nie bardzo :)

Kumam o co chodzi :) Tylko tak chciałam napisać, całościowo :P


Niemniej jednak, ja żałuję okresów z dorosłego już życia, decyzji niektorych np. Na myśl o okresach, że nie mam jak by dostępu do tamtych... MOŻLIWOŚCI

Ja też tak mam. Tylko zauważyłam, że u mnie zawsze ma to źródło w tym, co napisałam, czyli w dzieciństwie (w sensie, że gdyby nie było zaniedbań, to nie byłoby żalu obecnie, tylko akceptacja tego co zrobiłam, no i energetycznie to jedno i to samo uczucie. Tak to odczuwam). Co nie znaczy, że ten obecny żal nie funkcjonuje jakby odrębnie i dlatego zawsze zaczynam od tego co jest teraz. Nie zawsze też da się to powiązać, co nie znaczy, że takich połączeń nie ma :P


szok że tak wiele ludzi tego nie kuma , nie chce przyjąć do wiadomości i chyba wręcz odrzuca ich ta wiedza.

Moim zdaniem odrzuca ich wizja cierpienia po skonfrontowaniu się ze swoimi demonami (a jest to bolesne jak cholera). Wolą zajmować się mniej bolesnymi sprawami. Może to kwestia odwagi, a może nie każdy jest na to gotowy?

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-24, 21:15:02 »
Dziś też jestem zbyt nie przytomny by ogarniać niuanse ;-) Ale dzięki za posty i wchłone tą wiedze jak odetchnę bo mi jest mi potrzebna do następnego kroku :)

Ajjj, ale nie polsku ;)
Oczywiście ma być: Uwolnienie każdej negatywnej emocji przybliża nas do tego, kim jesteśmy naprawdę, czyli do miłości :)

Obie wersje tego zdania są zrozumiałe ;)

Ale gdy kogoś ci jest baaaardzo żal, to jest wg mnie taka właśnie emocja , która da się pomylić (umysłowi) z miłością, a lęk, czy poczucie winy już nie bardzo :)

Cytuj
Ten żal, że czegoś nie doświadczyłeś to realny żal małego dziecka, które zostało pozbawione należnych mu z natury doświadczeń. W naszej kulturze tak daleko odeszliśmy od naturalnych "metod wychowawczych", że nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo krzywdzimy nasze dzieci. Jak bardzo my zostaliśmy skrzywdzeni.

Facilite, jesteś bardzo świadoma , szok że tak wiele ludzi tego nie kuma , nie chce przyjąć do wiadomości i chyba wręcz odrzuca ich ta wiedza.

Niemniej jednak, ja żałuję okresów z dorosłego już życia, decyzji niektorych np. Na myśl o okresach, że nie mam jak by dostępu do tamtych... MOŻLIWOŚCI

healingintelect

  • Wiadomości: 713
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2017-09-24, 18:12:10 »
no i żal, że czegoś nie doświadczyłem / zrezygnowałem / że już nie mam tej szansy itp czy to ta sama emocja ?

Możesz doświadczać, tego co chcesz i cieszyć się tym. Problem w tym, że często, to co chcesz doświadczać, sprawia ból. Wtedy masz wybór, albo doświadczasz i cierpisz, albo uwalniasz się od tego.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-24, 17:47:50 »
Dżonny, każda uwolniona negatywna emocja przybliża nas do tego, kim jesteśmy naprawdę, czyli do miłości :)

Ajjj, ale nie polsku ;)
Oczywiście ma być: Uwolnienie każdej negatywnej emocji przybliża nas do tego, kim jesteśmy naprawdę, czyli do miłości :)

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-09-24, 17:24:37 »
Zastanawiam się też (odnośnie mojego pytania) , czy usunięcie tego żalu nie spowoduje wzrostu energii... miłości

Dżonny, każda uwolniona negatywna emocja przybliża nas do tego, kim jesteśmy naprawdę, czyli do miłości :)


Jeszcze odnośnie tego mechanizmu, który opisywałam wczoraj (że chcesz się zrobić większy kosztem kogoś).
Chodzi o (fałszywe, a jakże ;) poczucie władzy nad innymi (dorosłymi).
Taki mechanizm zazwyczaj bierze się stąd, że obarcza się dzieci jednym z najbardziej szkodliwych przedwczesnych obowiązków, jakim jest oczekiwanie, że zatroszczą się o rodziców (nie chodzi o fizyczną troskę, ale o np. uszczęśliwienie ich) i to w wieku, w którym nie są w stanie tego zrobić.
To rodzice powinni wtedy troszczyć się o dziecko, a tu występuje sytuacja odwrotna. Dziecko jest wtedy de facto porzucone. Czuje się bezradne i bezsilne, bo nie jest w stanie spełnić oczekiwań chorych rodziców (a do tego nikt się o nie nie troszczy, bo rodzice oczekują tego od niego!). Ale próbuje i gdy jest jakaś reakcja ze strony rodziców (a zawsze coś tam jest), to wpada w pułapkę złudzenia władzy nad innymi. Zauważa, że to ono sprawia innym radość, uszczęśliwia ich lub unieszczęśliwia.
Dzięki temu złudzeniu wielkości może odciąć się od swojej bezsilności, bezradności, od swojego dziecięcego zaniedbania i porzucenia. I poczucia, że nie jest kochane (a dla dziecka to równoznaczne ze śmiercią, dlatego tak przed tym ucieka).
Ludzie zazwyczaj mają dzieci nie dla nich samych, nie po to by je uszczęśliwiać, ale żeby zaspokoić jakieś swoje potrzeby, żeby zrealizować coś ich kosztem. A to dlatego, że w okresie dzieciństwa sami byli zaniedbani i wykorzystani przez swoich rodziców i poprzez dziecko próbują te braki uzupełnić. Takie wykorzystywanie przez rodziców jest normą. To dlatego tak łatwo przychodzi właściwie wszystkim ludziom (różna jest tylko skala tego procederu) czuć się lepszymi, wiedzieć lepiej, czy poczuwać się w obowiązku troszczyć się o kogoś.
W rzeczywistości jest to niepotrzebne, bo żaden dorosły nie jest "większy" od innego dorosłego, każdy jest w stanie sam się o siebie zatroszczyć, ma taki obowiązek, a zarazem jest to jego prawo. I nikt nie zrobi tego lepiej niż on sam.

Żeby sobie z tym poradzić trzeba uznać, że ani ja nie jestem od nikogo większa, ani też nikt nie jest większy ode mnie (druga strona medalu - robienie z siebie ofiary). I skonfrontować się z bólem zaniedbania i wykorzystania małego dziecka, czyli ze swoimi największymi demonami.

przez ten żal (że kogoś mi żal) daje np komuś nad sobą dominować, bo mi żal pokazać jego miejsce w szeregu (a mógłbym to zrobić w 5 sekund) , bo spowodowałoby to u niego pewien szok

To właśnie skutek poczucia władzy nad innymi, skutek iluzji, że stwarzasz zagrożenie dla szczęścia innych.


no i żal, że czegoś nie doświadczyłem / zrezygnowałem / że już nie mam tej szansy itp czy to ta sama emocja ?

Emocja ta sama , ale dotyczy czegoś innego :P
Taki żal bierze się z przeszłości, nie ma oparcia w teraźniejszości (rzeczywistości), bo tak naprawdę nie ma takiej rzeczy, od której w doskonałej rzeczywistości nie ma czegoś lepszego, albo przynajmniej tak samo dobrego.
Ten żal, że czegoś nie doświadczyłeś to realny żal małego dziecka, które zostało pozbawione należnych mu z natury doświadczeń. W naszej kulturze tak daleko odeszliśmy od naturalnych "metod wychowawczych", że nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo krzywdzimy nasze dzieci. Jak bardzo my zostaliśmy skrzywdzeni.
Tak w skrócie (bo to b. szeroki temat) - jako niemowlaki mieliśmy prawo do wyłączności do matki lub innego opiekuna, nikt nas nie powinien zostawiać samych (np. w szpitalu, a później w domu w osobnym łóżeczku), powinniśmy poznawać świat z ramion opiekuna, doświadczać tego, co on doświadcza, w naturalny sposób. Tak samo każdy kolejny okres rozwoju ma swoje prawa.
I kiedy w każdym z nich wszystko dzieje się tak jak powinno, a człowiek doświadcza tego, co powinien i zgodnie z naturalnym porządkiem, to nie ma żalu za przeszłością, za czymś czego się nie doświadczyło, poczucia straty, itd. Jest radość z każdego etapu życia, bo tez na każdym etapie jest coś pasjonującego.
Ja tak podkreślam wagę najwcześniejszych lat życia, bo właśnie ten okres jest najważniejszy w rozwoju człowieka, ponieważ wywiera największy wpływ na jego dalsze życie. A my zostaliśmy właśnie w tym okresie potwornie skrzywdzeni.

Fajnie opisuje to Jean Liedloff w książce "W głębi kontinuum". Pokazuje tam na przykładach jakiegoś tam plemienia indianerów, jak można żyć w zgodzie ze swoją własną naturą.

Żeby się skutecznie pozbyć tego żalu, trzeba go skojarzyć z tamtym uczuciem z najwcześniejszego okresu życia (co nie zawsze jest łatwe), odczuć ból i przeżyć żałobę, zapłakać nad sobą, jako małym, biednym, skrzywdzonym dzieciaczkiem.

healingintelect

  • Wiadomości: 713
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2017-09-24, 16:31:01 »
przez ten żal (że kogoś mi żal) daje np komuś nad sobą dominować, bo mi żal pokazać jego miejsce w szeregu (a mógłbym to zrobić w 5 sekund) , bo spowodowałoby to u niego pewien szok, ale jednocześnie dotąd trudno było wyłonić to tak na prawdę, żeby to uwolnić.

Zastanawiam się też (odnośnie mojego pytania) , czy usunięcie tego żalu nie spowoduje wzrostu energii... miłości


Też tak miałem. Najgorzej bylo mi pokazać rodzinie i przyjaciołom, jak mam zamiar działać , bo było to bardzo krzywdzące dla nich. Jeżeli lubisz jakąś osobę i chcesz z nią przebywać, i ta osoba wzbudza w tobie swoim zachowaniem złość, to ty musisz się uwolnić od pożądania doświadczania tej złości. Gdy uwolnisz się od chęci doświadczania złości płynącej od tej osoby, można bez żadnych konsekwencji "ustawić" taką osobę. Ja, po usunięciu chęci doświadczania od kogoś np "złości" odcinam takie osoby poprzez wsłuchanie się w swoje ciało i działam zgodnie z tym co mówi. U mnie, często zdarzało się, że musiałem porządnie zakątwić, żeby ktoś zrozumiał, że nie chcę mieć więcej kontaktu z taką osobą. Problematyczny też jest ten żal, którego po części można nazwać poczuciem winy. To prawda, że osoba odcinana będzie najprawdopodobniej cierpiała, ale ty, dając się wysysać i nie robiąc nic,  prawdopodobnie cały czas będziesz wysysany. Współczucie też jest programem od którego można się uwolnić, ale najpierw trzeba zrozumieć jak to działa i dopiero  się uwolnić. Wtedy, gdy ktoś chce cię ruszyć, jest klątwiony z automatu.

Z miłością u mnie, zaobserwowałem, że trzeba uwolnić kilka warstw pś, żeby się pokazała po oczyszczeniu jakiegoś tematu. Przy mocno zawalonym temacie , jest zazwyczaj uczucie czystej energii.

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-24, 13:38:00 »
przez ten żal (że kogoś mi żal) daje np komuś nad sobą dominować, bo mi żal pokazać jego miejsce w szeregu (a mógłbym to zrobić w 5 sekund) , bo spowodowałoby to u niego pewien szok, ale jednocześnie dotąd trudno było wyłonić to tak na prawdę, żeby to uwolnić.

Zastanawiam się też (odnośnie mojego pytania) , czy usunięcie tego żalu nie spowoduje wzrostu energii... miłości

Bo jedno z drugim da się (umysłowi) pomylić

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-24, 09:54:47 »
no i żal, że czegoś nie doświadczyłem / zrezygnowałem / że już nie mam tej szansy itp czy to ta sama emocja ?