Autor Wątek: Inspiracje i terapia dla DDA i DDTR  (Przeczytany 45633 razy)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-02-12, 08:24:32 »
przypomnialo mi sie oddychanie rebirthingowe. W zeszlym roku cos tam probowalem to mnie zaczelo wszystko swedziec, mialem silna potrzebe przelykania ciagle sliny az w koncu lapal mnie ogromny glod lub chec zagrania w jakas fajna gre..
Jak tylko przerywalem oddychanie to glod i pragnienie mi przechodzily.
To troche jak trening silnej woli zeby nie ulec temu oporowi podswiadomosci

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-02-11, 21:06:25 »
Czasami też ogarnia mnie nagłe zimno i ja wtedy idę do kaloryfera i sie rozgrzewam. Terapeuta twierdzi że to też ucieczka przed zimnem wewnętrznym.
A ja się zastanawiam co się dzieje dalej gdy ja tak przerywam ten proces który zaczyna się dziać w organiźmie. Bo jeżeli ja nie pozwalam na zajście czegoś, to to coś musi się wyrazić w jakiś inny sposób. Gdy nie pozwalam organizmowi się czegos pozbyć w jeden sposób to on pewnie szuka innej drogi i dzieje się cos innego, tylko ja nie wiem co.
To tak jakby coś próbowało ze mnie ujść a ja zamykam temu drogi.
« Ostatnia zmiana: 2014-02-11, 21:09:16 wysłana przez Inga »

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-02-11, 19:18:39 »
To podświadomość stara się postawić na swoim i do pewnego stopnia stawia na swoim. Najpierw wywołując lęk a potem reakcje ucieczkowe.  Dobrze by było nie pozwolić na to, czyli wszystko na spokojnie sobie poobserwować.

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-02-11, 19:07:19 »
Często ze strachu robi mi się gorąco i wtedy otwieram okno, wystawiam głowę i wszystko mi przechodzi. Terapeuta stwierdził że ja w ten sposób uciekam przed niechcianymi emocjami. Więc dzisiaj chociaż mi było bardzo gorąco to starałam się to wytrzymać. Czułam się coraz gorzej aż w końcu zachciało mi się bardzo pić. Napiłam się i wszystko mi przeszło. I tak się zastanawiam że może nie powinnam była pić. Ale co by się wtedy stało?

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-02-11, 16:52:38 »
Chciałam pokazać jaka jest przewaga psychoterapii w stosunku do samodzielnej pracy nad sobą w przypadku osób z ciężkim dzieciństwem. (Wg Alice Miller)

1. Pacjent po raz pierwszy w swoim życiu doświadcza obecności osoby wspierającej, adwokata. W ten sposób umożliwia mu się dotarcie do własnej rzeczywistości i do smutku. Człowiek który nigdy nie doświadczał takiego wsparcia, nie może informować o swojej wcześniejszej sytuacji, ponieważ nie wie że coś takiego jest w ogóle możliwe
2. Dopiero dzięki temu że terapeuta go rozumie, doświadcza on swojej samotności i faktu stałego bycia nie rozumianym, dopiero dzięki uczciwości odkrywa istnienie kłamstwa w swoim życiu, a poprzez jego szacunek- pogardę jaką żywi dla siebie. Dopiero teraz za pomocą przeciwieństwa tego, do czego przywykł zauważa to co jest przyzwyczajeniem do presji której podlega. Bez wsparcia pacjent nie mógłby zbliżyć się do wypartych urazów i nigdy nie mogłby znieść ich ciężarów w osamotnieniu.
3. Powstaje wewnętrzny empatyczny obiekt który dopuszcza smutek, ale także budzi ciekawość dotyczącą własnego dzieciństwa
4. Pacjent coraz bardziej interesuje się własną przeszłością i najpóźniej na tym etapie pozbywa się depresji i myśli samobójczych.
5. Pacjent może rozprawić się z partnerami i rodzicami jako realnymi osobami i jako uwewnętrznionymi wyobrażeniami, przy czym terapeuta musi być do dyspozycji zastępując wszystkie te osoby
6. Dzięki wsparciu umożliwia się pacjentowi wyrażenie agresji. Z początku robi on to tak jak nauczyło go doświadczenie dzieciństwa- będzie groził terapeucie jak grożono jemu, jakkolwiek może tego nie pamiętać. I dlatego inscenizuje uraz i wyznacza terapeucie rolę dziecka, którym był kiedyś sam.

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-02-08, 21:07:46 »
a ja ostatnio mam ochotę na płacz bez powodu
ale co tam, ja stara baba jestem, pewnie jakieś zaburzenia hormonalne

Urban Guerilla

  • Wiadomości: 75
  • Płeć: Mężczyzna
  • Let go and let God
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-02-08, 14:36:04 »
Ale to oczywiście nie tak, żebym miał jakieś znaczące powody do płaczu;)

Urban Guerilla

  • Wiadomości: 75
  • Płeć: Mężczyzna
  • Let go and let God
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-02-08, 14:22:38 »
Abstrahując od całości tu tej wypowiedzi, to przychodzi mi do głowy, że ja nie potrafię tak płakać, a wydaje mi się że ludzie, którzy to potrafią mogą mieć łatwiej. Popłaczą sobie i potem jest im lepiej, przynajmniej pod względem emocjonalnym lżej im jest...

Sebastian Osuch

  • Gość
[#]   « 2014-02-08, 11:57:40 »
Dużym problemem w wyjściu z uzależnienia, było przekonanie że rodzinę mam tylko jedną. Kiedy odrywałem się coraz bardziej od rodziny, dużo płakałem, czując się samemu. Bardzo chciałem mieć jakąś rodzinę zastępczą. Okazuje się, że gdzie nie pójdę, trafia mi się jakaś rodzina, do której mogę należeć, i energetycznie wygląda to dokładnie tak samo jak z moją biologiczną rodziną - choć należy pamiętać o uzdrawianiu traum biologicznych z biologiczną rodziną. Kiedy się pouzdrawia tego dużo, gdzie nie pójdę, pojawia się rodzina, i można pracować z różnymi schematami, podnosić ich jakość - i co najważniejsze, nie musze być uzależniony od ludzi którzy piją alkohol i palą papierosy, mogę mieć rodzinę która jest szczęśliwa i wolna od nałogów.

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-03, 23:25:22 »
Sebo gratki:)
Wyszedłeś spod autorytetów, czyli spod pewnych zasad które musiałeś przyjąć, może chodzi o to że część ciebie nauczyła się je łamać..i chce to robić dalej:D Wydostać się z zasad w relacjach nawiązując je do autorytetów. Może:)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2013-06-03, 23:11:24 »
Ostatnio dużo uwalniałem z moją rodziną, i czuję że oni nie są w stanie już nawet próbować na mnie wpływać. Całkiem zniknął mi ich autorytet. I czuję że teraz sam powinienem zostać moim autorytetem, ale zamiast tego ostatnio rośnie we mnie potrzeba łamania zasad, w tym moich własnych co uskuteczniłem. Nie będę opowiadał co robiłem, ale złamałem kilka zasad, zrobiłem kilka rzeczy które uważam za nietaktowne, niestosowne, niezgodne z moimi zasadami, i z jednej strony poczułem się dobrze, a z drugiej strony dziwię się, że wcale się nie czuję po tym inaczej, świat się nie zmienił, ptaki ćwierkają a ludzie jacy byli tacy są dalej - i z jednej strony dalej mam potrzebę łamania zasad, a z drugiej czuję że to nie ma żadnego sensu - i podświadomość jest w kropce, zgłupiała i nie wie co ze sobą zrobić. Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić co we mnie zachodzi i pomóc pokierować samym sobą?

Edit: Napisanie posta jak zwykle mi pomogło:)) Czuję też że Bóg we mnie to dobry autorytet i coś co daje poczucie ugruntowania, ale z drugiej strony właśnie wyłamałem się spod autorytetów i dlatego nie jestem pewien w którą stronę chcę iść dalej. A jednak zawsze kiedy słucham Boga w sobie to dobrze na tym wychodzę.

Zrozumiałem się że boję się sam sobie być autorytetem i korzystać z Boskich inspiracji jakbym był sam na świecie

Jak patrzę wstecz na moje życie, to widzę że zawsze i tak byłem bardzo oporny na autorytet i życzliwe rady nawet dobrych znajomych i do wszystkiego musiałem dojść sam, nawet jeśli mi to powtarzano dziesiątki razy. Może czas to zaakceptować, że zawsze sam dla siebie byłem autorytetem i tylko z przymusu słuchałem wszystkich dookoła. Jak to piszę, to czuję że spływa mi fajne światło z korony do splotu :)
« Ostatnia zmiana: 2013-06-03, 23:19:45 wysłana przez Sebastian »

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-01-16, 20:56:34 »
Przypomina mi się wcielenie zakonnika który całe swoje życie przeznaczył na udowodnienie że mozna uwolnić się od swojej seksualnośći.
Nie mogę zaprzepaścić jego dorobku, wysiłku, sukcesu. Nie mogę zaprzeczyć sama sobie i działać wbrew samej sobie. Kosztowało mnie to zbyt dużo wysiłku.
On był taki pewny siebie i tak bardzo chciał to udowodnić innym zakonnikom i wszystkim ludziom. To miało być jego ogromne osiągniecie, dokonanie czegoś czego jeszcze nikt inny nie dokonał. Ja miałam być pierwszą osobą aseksualną, bezpłciową. Żal mi go. On naprawdę bardzo się starał i włożył w to wszystko.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-01-16, 17:20:33 »
Obiecałam że napiszę ale nie mogę o tym pisać. Ten temat jest dla mnie zbyt przerażający. Mogę tylko napisać ogólnie że kary są zamiennikiem seksu, bo seksu tak bardzo się boję. Moje potrzeby seksualne są tak zduszone i nieistniejące że zamiast seksu daję sobie kary.
Tematu nie rozwinę.
Efekt jest taki że dzisiaj przed pracą nie czułam tego napięcia i lęku przed karami.
Chciałabym aby to karanie już się skończyło, aby przestać żyć w ciągłym lęku przed karami i przestać siebie karać.
Kary są dla mnie mniej przerażające niż seks.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-01-15, 18:09:09 »
Nie próbowałam ale dzisiaj nastąpiło rozwiązanie tej  zagadki do czego mi są potrzebne te kary.
To dla mnie coś nieprawdopodobnego.
Jak będę miała czas to napiszę.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-01-15, 17:46:23 »
pozwalam/zasługuję żeby Bóg wspierał mnie Ingę w wolności od karania siebie i innych

znaczy - próbowałaś takiego podejścia?