Autor Wątek: Inspiracje i terapia dla DDA i DDTR  (Przeczytany 45545 razy)

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-11-12, 19:15:49 »
Mi tez nick Inga bardzo się podoba.

Kojarzy mi się z Ingeborgą, a te imiona nosiły królowe skandynawskie :) Przez co brzmi dla mnie z jednej strony dostojnie, a z drugiej swojsko, znajomo.


Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-12, 10:17:28 »
Muszka
Fajnie z tym nickiem :))

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-12, 09:26:36 »
NO jasne. Dałaś sobie to wszystko wyciągnąć- to jest moim zdaniem najważniejszy etap (uświadomienie sobie poczucia winy i odczuwanie ) dopiero poźniej można ruszyć z uzdrawianiem.
Inga miałam w przedszkolu Ingę , którą miło wspominam. Taka żyrafka zawsze uśmiechnięta:)) fajnie było sobie ją przypomniec za sprawą Twego nicka :D

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-12, 08:25:21 »
Zapomniałam dodać zakończenie.

Przyszłam do pracy na drugi dzień a tu cisza, nikt o mnie nie mówi.
W końcu kierownik mi powiedział że w firmie jest nowa afera znacznie ważniejsza od mojej a o mnie już nikt nie wspomina.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-12, 08:20:51 »
W nawiązaniu do dyskusji z Mateuszem napiszę jak mi pomogło pozwolenie sobie na obwinianie siebie.
Ostatnio popełniłam w pracy błąd, o którym informacja natychmiast doszła do prezesa, który się wściekł o to, a ja wpadłam w ogromny lęk i poczucie winy.
 Czułam się winna bo na poziomie podświadomym mocno się obwiniałam.
Mogłabym sobie powtarzać że jestem niewinna, że każdy ma prawo się pomylić, że jestem bezpieczna i w ten sposób uspokajać siebie, a równocześnie nie pozwalać na uzewnętrznienie tych wszystkich negatywnych machanizmów działających we mnie. A ja starałam się przede wszystkim nie tłumić ani lęku ani poczucia winy ,tylko je czuć jak najmocniej.
 I zauważyłam jak mocno jedna cześc mnie typu rodzic obwinia drugą częśc mnie- dziecko. Wyraziłam to obwinianie siebie na rysunku gdzie jedna ja mówiła do drugiej ja: taki mi wstyd, jak mogłaś coś takiego zrobić, taka prosta rzecz, teraz muszę się za ciebie wstydzić, jesteś do niczego, jesteś beznadziejnym pracownikiem, musisz zostać ukarana, jak można coś takiego źle zrobić, przecież nie ma nic prostszego, nawet takiej prostej pracy nie potrafisz wykonać, to dowód że jesteś do niczego, nic z ciebie nie będzie, musisz zostać ukarana.
Czułam się okropnie, byłam w głębokim dole i nie widziałam wyjścia z tej sytuacji. I tak cierpiałam i cierpiałam gdy nagle po około godzinie cierpień pojawiła mi się myśl- kara się zakończyła-  a ja w jednej chwili wyskoczyłam w górę, przestałam się bać i czuć źle i poczułam się normalnie. To było dla mnie coś bardzo dziwnego. Nie rozumiałam co się stało. Dopiero po dłuższym zastanowieniu zrozumiałam że ja to cierpienie zadawałam sobie jako karę za ten błąd i po wycierpieniu odpowiedniej dawki, darowałam ją sobie.
Dzięki temu uratowałam się przed wymierzeniem sobie kary, a moje kary są straszne, tak samo jak straszne były kary mojego ojca.
Świadomie też trochę się obwiniałam, bo jednak poczucie winy wpływa na swiadomość a bład był prosty i nie musiało go być.

A gdybym podeszłam do tego za nastawieniem że najważniejsze jest aby nie obwiniać siebie, to tylko to obwinianie wtłoczyłabym głebiej w siebie i nie wiedziałabym że taki proces się we mnie toczy.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-10, 16:45:25 »
. Nie wiem jak to się skończy ale dopóki nie poczuję się niewinna to nie biorę się za wybaczanie. Ja wiem świadomie że to moje intencje że ja ją sprowokowałam ale emocje trzeba przerobić, nie da się ich zakopać i po prostu wybaczyć. Bo to jak w moim przypadku może co najwyżej do choroby doprowadzić.

Kaja
Bardzo mądre podejscie.
Od wybaczania mogą zaczynać osoby ktore nie mają większych problemów emocjonalnych, czyli te które miały w miarę szczęśliwe dzieciństwo.
Wybaczanie gdy ma się bagno w sobie może bardzo zaszkodzić, bo nieuzdrowione emocje wejdą tylko głebiej.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-10, 08:23:00 »
muszka
dziecko to nie jest żadna czysta kartka bez żadnych intencji. Ona ma swoją karmę i swoje intencje. To w praktyce znaczy, że może robić wszystko np prowokować jak się da. Jest nawet coś takiego jak mściciel karmiczny czyli dziecko, które przychodzi po to, żeby się zemścić na mamuśce za coś ze wcześnijszych wcieleń i potrafi ją nawet wykończyć np podczas porodu albo potem dokuczać. W twoim przypadku to raczej jakieś dogrywające się wzorce twoje i jego(dziecka), bo widać, że już podczas ciąży miało prawo wpaść w różne traumy zw z twoimi emocjami. Jak będziesz konsekwentnie oczyszczać karmę to ono się uspokoi. Na pewno każdy w waszej sytuacji jest odpowiedzialny za swoją sytuacje i swoje emocje w 100%, nawet dziecko. TO znaczy, że nie musisz się obwiniać za nic, co spotkało innych z twojej strony i vice versa.
na pewno masz pełne szanse na uzdrowienie wszystkiego, tylko trzeba konsekwencji w odzyskiwaniu pozytywnego nastawienia
« Ostatnia zmiana: 2012-11-10, 08:26:47 wysłana przez Mariusz »

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-09, 23:25:33 »
dziewczyny, aż mnie normalnie współczucie ogarnia jak was czytam

jedna z moich bardzo dobrych kumpeli (przyjaźniłyśmy się parę lat wstecz) zaszła w ciążę z gościem, z którym nie powinna, sama o tym wiedziała i sama już zakończyła z nim związek, po czym się okazało.. że jest w ciąży. No i sytuacja tak się niefortunnie potoczyła, że znalazła się w bardzo małym odsetku kobiet, które tragicznie przechodzą pierwsze miesiące ciąży (mówiła, że chciała sobie w łeb strzelić - codzienne wymioty przez chyba 3 miesiące, omdlenia). Po urodzeniu dziecka, jej córeczka nieźle dawała jej czadu, podobnie jak Tobie muszka - mała non stop się budziła, dosłownie non stop, płakała, kolki itp. Byłam ją odwiedzić i no wyglądała jakby co najmniej z tydzień nie kładła się spać. Cały czas niewyspana i prawie sama, bo ojciec dziecka prawie cały czas w pracy. Żeby było śmieszniej, w międzyczasie dostała się na medycynę i nie wiedziała co z tym wszystkim zrobić...
Najśmieszniejsze jest to, że ona widziała swoje intencje kiedy była z tym gościem już dużo wcześniej, ale twierdziła, że nie może go zostawić, bo on sobie nie poradzi.. a teraz sama ma nie za wesoło. Mimo wszystko mam nadzieję, że wszystko jej się poukłada i w miarę możliwości staram się ją wspierać.

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-09, 22:58:40 »
robiłam wszystko co w mojej mocy, nie uległam- prosiłam dla siebie pomoc, dostałam ją. Cieszę się,że żyjemy z synem, kochamy się i uwielbiamy swe uśmiechy. Tak- uwielbiamy swe uśmiechy:)

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-09, 22:46:00 »
Kaja:) mnie rzucało o ściany- dosłownie. Teraz sobie przypominam ,że potrafiłam np. uderzać pięścią z ścianę ,żeby zadać sobie ból a nie dziecku. NIe radziłam sobie z tym co wychodziło. A wychodziło- poczucie wstydu ,że mam teraz dziecko, że miałam plany i ambicje a skończyłam jako mamuśka polka 24h. Teraz widzę jakie miałam intencje karania siebie - dosłownie. Wtedy partner wychodził, zostawiał mnie z małym samą i szedł z kolegami się upić a ja z tym wszystkim sama sobie nie mogłam poradzić. Potrafiłam to dziecko dosłownie szarpnąć, bo nie chciało spać, bo po nocy budził się dosłownie 10-12 razy i tak od niemowlęctwa. Cały czas pobudka, krzyk, 3h kolki. Czasami się zastanwiałam czy on czasami tego nie robi "specjalnie". Czy niemowlak może mieć intencje dokopania mi? tym ze się bedzie budził 10x , czy małe dziecko może prowokować? Tak się czasami zastanawiałam. Ale pewnie to moja depresja, nerwica doprowadziła do tego,że byłam gwałtowna, nerwowa, płaczliwa. Dobrze,że nie zrobiłam niczego głupiego.Bo był była w tvn'ie później o 19 w faktach,że... no dobrze ,że jednak tak się nie stało

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-09, 22:35:36 »
Muszka mi się też tak świat walił po urodzeniu dziecka, przed też ale po to już było mega. Miałam uczucie że spadam w przepaść i nikt nie jest mi w stanie pomóc coś strasznego i były momenty że chciałam ze sobą skończyć. Akurat jestem trakcie uzdrawiania tego okresu  Znałam wtedy tylko książki Louisy Hay i próbowałam afirmować niestety wiedza z tych książek to było za mało żeby sobie z tym wszystkim poradzić. Po urodzeniu drugiego dziecka trafiłam na regresing i mimo braku efektów chodziłam bo czułam że innego wyjścia nie mam ale cały czas kręciłam się w kółko. Postanowiłam wziąć się za miłość którą kiedyś czułam cały czas a długo nawet potem potrafiłam wzbudzić afirmacjami, a tu się okazało że to nie takie proste. Długo się starałam a w momencie gdy miałam poczucie że się o  nią ocieram, to miałam takie wywałki które wstrząsały do podstaw moim światem i parę miesięcy wychodziłam dosłownie z szoku po tych wydarzeniach (bo z problemów po nich wciąż wychodzę). Wzięłam więc bezpieczeństwo. U mnie problem jeszcze dodatkowo było to że ja miałam wrażenie że u mnie wszystko wymaga uzdrowienia każda dziedzina mojego życia i tak naprawdę to nie wiedziałam za co się wziąć (nerwica).  W trakcie zaczęły mi wychodzić ogromne pokłady poczucia winy. Doszłam do momentu że lęki dużo zmniejszyłam choć oczywiście wciąż wychodzą, ale poczułam że nie poczuje się w pełni bezpieczna jeśli będę wciąż za coś chciała karać siebie.  Teraz robię poczucie winy i jest tego tyle że nie umiem opisać. Pierwsze jak mi wyszło to miałam wrażenie że jest o wiele większe ode mnie wręcz fizycznie to czułam.  Cieszę się że nauczyłam puszczać te uczucia (TU). Nawet nie zdawałam sobie sprawy ile ja tłumiłam i chyba jeszcze nie do końca zdaje. Jak zaczęłam czytać te forum to pierwsze co przeczytałam wszystkie posty Ingi  i bardzo mnie to dziwiło czemu tak mam ochotę to czytać ta ochota wydawała mi się taka irracjonalna i teraz  rozumie czemu.
W okresie po urodzeniu dziecka najbardziej we znaki dała mi się teściowa i też wychodzi ze mnie mega złość na nią (normalnie nie czuje złości na wszystkich którzy mnie skrzywdzili), dobrze że aktualnie nie mamy kontaktu bo pierwszy raz poczułam że mam ochotę jej przywalić za to co mi zrobiła. Ale też czuje że w miarę jak uwalniam się od tego poczucia winy i czuję się bardziej niewinna to ta złość też schodzi. Nie wiem jak to się skończy ale dopóki nie poczuję się niewinna to nie biorę się za wybaczanie. Ja wiem świadomie że to moje intencje że ja ją sprowokowałam ale emocje trzeba przerobić, nie da się ich zakopać i po prostu wybaczyć. Bo to jak w moim przypadku może co najwyżej do choroby doprowadzić. Póki co wydaje mi się że to poczucie winy wmówione przez nią na 80% jest odpowiedzialne za jedną z moich lżejszych „dolegliwości”.  Przede mną jeszcze bardzo dużo ale bardzo się cieszę że idzie do przodu. Pomogły mi też zabiegi u hydrozagtki wraz z nimi jakoś tak zaczęło się lepiej układać.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-09, 22:27:33 »
Inga
Cytuj
Te obwiniania lub zaprzestanie robienie tego jest wykonywane na poziomie wewnętrznym, poza naszą świadomą wolą. Więc jeżeli nawet podejmiemy decyzję że nie będziemy nikogo obwiniać, bo tak naprawdę nie ma winnych, to nasze uczucia i tak się nie zmienią i dalej wewnątrz siebie będziemy czuli że to przez rodzica  tak cierpię, bo to on mnie skrzywdził.

Czy obwinianie to jest uczucie/emocja.
Według mnie, nie. Poczucie krzywdy, tak, poczucie winy też, ale obwinianie, to już mechanizm, to działanie. I to fakt, że intencje mogą być poza świadomością, ale do nich możemy dotrzeć i je zmienić. Wtedy nie będzie potrzeby obwiniania, a jeśli dalej będzie, to trzeba zacząć proces przebaczania.
Jak dla mnie perspektywa tkwienia przez całe życie w stanie obwiniania nie jest zachęcająca. To może być pewna faza w życiu, ale nie ugrzęźniecie jak to nazwała Felicite. Jeśli się bezproduktywnie przedłuża, to pora się nią zająć w sposób w jaki opisałem wyżej.

Felicite
Cytuj
Jedyny sposób wyjścia z tej matni, to uświadomienie sobie prawdy, że nikt nie jest winny, czyli rozszerzenie świadomości.
W jaki sposób to zrobić? Obserwować siebie, być otwartym na prawdę o sobie.
Oczywiście, to bardzo pomaga.

Ja pamiętam, że mi działał taki mechanizm obwiniania i, jeśli tylko się pojawiały niepowodzenia, to wiedziałem przez kogo i dlaczego; co mi takiego zrobił w przeszłosci, jak mnie zaprogramował. Tylko że z tego nic nie wynikało. To znaczy nie było pozytywnych zmian. Dopiero, jak m. in. zacząłem pytać siebie: No i co z tego że ten, czy tamten mi to czy tamto zrobił, jak ja dalej tkwię w tym bagnie. I to ja tkwię a nie oni więc co ja mam zrobić, żeby z tego bagna wyjść. Historia z nimi może mnie naprowadzić co mam zrobić, ale dalej już niewiele od nich zależy, albo wcale, i dlatego ja nie mogę się oglądać na to, że oni przyznają się do winy, że to odkręcą, itp. bo mogę się nie doczekać.
« Ostatnia zmiana: 2012-11-09, 22:29:51 wysłana przez Mateusz »

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-09, 22:16:46 »
Mateusz
Jeżeli czuję się winna to znaczy że się obwiniam, bo z czego innego wynika poczucie winy? Z obwiniania siebie.
Jeżeli piszesz - nie obwiniaj się to tak jakbyś pisał- nie czuj się winna, czuj się niewinna, a to przecież bez pracy nad sobą jest niemożliwe.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-11-09, 21:46:24 »
Te obwiniania lub zaprzestanie robienie tego jest wykonywane na poziomie wewnętrznym, poza naszą świadomą wolą. Więc jeżeli nawet podejmiemy decyzję że nie będziemy nikogo obwiniać, bo tak naprawdę nie ma winnych, to nasze uczucia i tak się nie zmienią i dalej wewnątrz siebie będziemy czuli że to przez rodzica  tak cierpię, bo to on mnie skrzywdził.

Tak, chodzi właśnie o to by do tego dojść na poziomie wewnętrznym. Z samej świadomej woli da się zrobić parę rzeczy - dopuścić że jest taka możliwość, poobserwować dane przekonanie w medytacji lub nawiązać kontakt z poziomem wewnętrznym jeśli się da.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-11-09, 21:44:51 »
Felicite i Inga
Mam do Was pytanie.
Ktoś ma b. silne DDA, ciężką karmę, wzorce ofiary, pracuje nad tym 20 lat a mimo to jego rozwój wlecze się i widać, że w takim tempie spędzi jeszcze kolejne 20 lat na terapii. Przy tym ciągle obwinia siebie i innych za wszystko, co go spotkało i będzie tak robił dalej, bo czuje taką potrzebę.
Czy więc ma dalej obwiniać wszystkich? bo przecież cały czas czuje się winny i pokrzywdzony a ma sobie na to pozwalać więc obwinia?

Taki ktoś obwinia, bo ma niską świadomość. Zakazanie mu tego, bądź też wystraszenie go na zasadzie "obwinianie jest złe" nie doprowadzi do rozszerzenia jego świadomości. Nie będzie tego robił jawnie, zepchnie to całkowicie do podświadomości, bądź też w inny sposób będzie sobie szkodził.
Jedyny sposób wyjścia z tej matni, to uświadomienie sobie prawdy, że nikt nie jest winny, czyli rozszerzenie świadomości.
W jaki sposób to zrobić? Obserwować siebie, być otwartym na prawdę o sobie.
Takiej osobie oczywiście można powiedzieć o tym, że (naszym zdaniem) szkodzi sobie bezmyślnym obwinianiem, ale nie że samo obwinianie jest szkodliwe. Bo to bezmyślne czynności (w tym przypadku obwinianie) szkodzą. Są przy tym kompulsywnie powtarzane, bo z faktu ich wykonania nie wynika żadne uświadomienie.

Obwinianie to reakcja obronna. Ja bym takiej osobie poradziła obserwowanie siebie, po co to robi, co chce przez to osiągnąć, przed czym się broni. Czyli niech nadal obwinia, jeśli ma taką potrzebę, ale z innym nastawieniem, coraz bardziej świadomie.

(...) a jeśli nie przynosi ulgi a dalej jest potrzeba obwiniania?

Tak jak wyżej napisałam: Wyjściem jest obserwacja siebie. I wybór swojego dobra.
No bo skoro obwinianie nie sprawia mi ulgi, to może lepiej z tego zrezygnować? Owszem, będzie to pewne "wyrzeczenie", ale gdyby tak się wsłuchać w siebie, to wcale nie jest wyrzeczenie, bo robię to dla siebie. Tej prawdziwej, a nie przystosowanej. I dlatego taka decyzja sprawia mi prawdziwą ulgę.
Jeśli natomiast nadal nie jestem w stanie z tego zrezygnować (tj. z obwiniania), to obserwuję siebie podczas obwianiania i dochodzę, o co mi chodzi. Przy takim postępowaniu i uczciwości wobec siebie (woli dojścia do prawdy, żeby sobie pomóc) nie ma możliwości porażki :) Co prawda trzeba włożyć w to trochę wysiłku i poświęcić czasu, ale dla siebie warto :)

Mam nadzieję, że wszystko jasno piszę, bo dziś niewyspana jestem jak mops ;))