Zależy, co rozumie się przez "rodzinę" - bo jeśli tradycyjny podział ról, czyli kobieta do sprzątania, prania i gotowania, zajmowania się dziećmi i dopieszczania faceta, a mężczyzna tylko od dokładania się do budżetu to faktycznie nie dziwi ilość osób pozostających na etapie wiecznych narzeczonych. Zupełnie, jakby złożenie przysięgi małżeńskiej miało im nagle przestawić sposób odczuwania i pojmowania.
Ale przy okazji chciałam poruszyć kwestię zaufania. I nie tylko w związku, ale również w sensie zaufania sobie i światu - połączoną chyba z poczuciem bezpieczeństwa, albo jego braku. Co właściwie na łatwość wchodzenia w związki też się przekłada, prawda?