Wczoraj znów była niedziela taka jak zwykle, czyli spędzona w domu, bo się bałam gdziekolwiek wyjść. I jak zwykle starałam się nad sobą pracować, po to aby ukrócić swoje męki i lęki. A przez to że nigdzie nie musiałam wychodzić, moje lęki były mniejsze i mogły się na to miejsce pojawić inne odczucia.
Od rana byłam w stanie smutku i beznadziei. Wracałam emocjonalnie do okresu wczesnego dzieciństwa gdy sama siedziałam w domu z głową w oknie, a mama tylko czasami wpadała do domu i szybko wychodziła. Ja byłam malutka i nie wiedziałam jak wykonywać rózne rzeczy, nie wiedziałam jak sama sobie poradzić, bo nikt mnie tego nie nauczył. Potrzebowałam pomocy mamy. Potrzebowałam kogoś kto mi powie jak cokolwiek mam sobie zrobić. Cały czas czekałam aż mama przyjdzie i mi wytłumaczy, nauczy. A mama nie przychodziła i nie pokazywała. A ja się bałam cokolwiek próbować robić, bo jak bym cos zepsuła to byłaby wielka kara. W naszym domu nie wolno było popełniać błędów. Więc się bałam i czekałam na mamę a mama do tej pory nie przyszła i mnie nie nauczyła.
Uświadomiłam sobie że ja nadal czekam na mamę aż ona mi pomoże, bo ja nadal nie radzę sobie sama i nadal potrzebuję pomocy, nadal się boję bo nie wiem jak sobie poradzić. W związku z tym że nadal potrzebuję mamy, nie mogę się od niej oddzielić i zacząć żyć samodzielnie.
Po kilku godzinach przeżywania tamtych stanów, wyszłam z tego okresu ale samopoczucie nadal mi się nie zmieniło. Nadal cierpiałam a nawet cierpienia się zwiększały bo zaczynało mnie łapać przeziębienie.
Boję się przeziębienia i bardzo go chciałam uniknąć a robiło mi się coraz zimniej i łapały mnie dreszcze. Zrobiłam sobie sesję oddechową ale nic się nie ujawniło. Po zakończeniu poczułam się bardzo źle. Położyłam się i pomyślałam o tym jak bardzo cierpię. I wtedy przyszło mi uświadomienie. Przypomniałam sobie że bedąc malutka złożyłam sobie obietnicę że zawsze będę cierpieć, że zawsze będzie mi źle, że nigdy nie będzie mi dobrze dlatego że mama mnie nie chce. W młodości te zdania powtarzałam sobie bez końca, odnawiając w ten sposób tę obietnicę i ją utrwalając. A przyczyną były nieszczęścia które mnie wtedy spotykały i wobec których czułam się bezsilna. Widziałam że wobec złego losu jestem bezsilna i że moje życie zawsze będzie cierpieniem.
To było ważne uświadomienie powodów mojego cierpienia. Poczułam po nim ulgę a przeziębienie zaczęło się wycofywać. Za jakiś czas było już po przeziębieniu a ja poczułam się lepiej, wyszłam z tego stanu cierpienia. Cieszę się że mi się udało i już nie muszę cierpieć będąc przeziębiona.
Dzisiaj nadal czuję się źle, bo takie zmiany to kropla w morzu potrzeb, ponieważ cierpienia których doznałam są tak liczne jak gwiazdy na niebie i aby poczuć realną zmianę muszę zrobić bardzo dużo, całe mnóstwo uświadomień.