Autor Wątek: Inspiracje i terapia dla DDA i DDTR  (Przeczytany 45651 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-01-15, 17:43:38 »
A tak wyglądało moje poniedziałkowe przedpołudnie.
Miałam iśc do pracy więc oczywiście się bałam. Ale to nie był lęk bezpośrednio przed pracą, tylko bardzo silne  i pełne napięcia oczekiwanie na karę. Ta kara miała być prawdopodobnie w pracy. Kara miała być straszna, oczywista i nieodwołalna. Nie wiedziałam co mam zrobić aby przestać się bać, nie wiedziałam za co i dlaczego ma mnie spotkać ta kara. Napięcie rosło a ja prawie wychodziłam siebie.

Parzyłam sobie jak zwykle zioła w termosie i rozbiłam go. Tak bardzo się bałam tej kary że postanowiłam już nie czekać na nią tylko sama się ukarać. Poczułam że napięcie spada, że przestaję się bać. Zostałam ukarana więc kara już mi nie groziła. Miałam karę więc na jakiś czas mogłam mieć spokój, zanim przyjdzie czas na następną karę.

Ten termos to dla mnie ogromna strata. Miałam go od 20 lat, był lekki, poręczny i trzymał ciepło przez 24 godziny. Ta kara jest dla mnie naprawdę duża, bo takiego termosu nie będę mieć już nigdy. Straciłam go na zawsze. To dla mnie bardzo bolesne i bardzo mi go brakuje. Tak bardzo go lubiłam.

Poszłam pisać i zaczęło mi się coś uświadamiać.
Zobaczyłam że mam w sobie ogrom złośći i nienawiści której nie czuję a które szukają jakiegoś ujścia. Tego jest tak dużo że mam potrzebę kogoś zabić i aby sobie ulżyć i upuścić trochę tej nienawiści, zabijam siebie, czyli moją wewnętrzną żywą istotę, życie w sobie. Ona jest celem mojej agresji. Gdy tylko zaczyna ożywać, wystawiać głowę to następuje atak na nią. I w ten sposób utrzymuję siebie w martwocie. Powtarzam to samo co ojciec mi robił w dzieciństwie gdy mnie zabijał. Zabijał żywe dziecko którym byłam. Aby uzasadnić to zabijanie wymyśliłam sobie że ta żywa istota we mnie, jest wszystkiemu winna co złego mnie spotyka.

A do termosu ma się to tak.
Zbiłam w termosie jego wnętrze, to które utrzymuje ciepło, a pozostała tylko zewnętrzna skorupa, nieprzydatna będąc pozbawiona wnętrza. Tak samo robię z własnym wnętrzem, które ciągle zabijam, a sama jestem tylko pustą skorupą. 


Inga

  • Gość
[#]   « 2013-01-14, 19:49:18 »
Wczoraj znów była niedziela taka jak zwykle, czyli spędzona w domu, bo się bałam gdziekolwiek wyjść. I jak zwykle starałam się nad sobą pracować, po to aby ukrócić swoje męki i lęki. A przez to że nigdzie nie musiałam wychodzić, moje lęki były mniejsze i mogły się na to miejsce pojawić inne odczucia.

Od rana byłam w stanie smutku i beznadziei. Wracałam emocjonalnie do okresu wczesnego dzieciństwa gdy sama siedziałam w domu z głową w oknie, a mama tylko czasami wpadała do domu i szybko wychodziła. Ja byłam malutka i nie wiedziałam jak wykonywać rózne rzeczy, nie wiedziałam jak sama sobie poradzić, bo nikt mnie tego nie nauczył. Potrzebowałam pomocy mamy. Potrzebowałam kogoś kto mi powie jak cokolwiek mam sobie zrobić. Cały czas czekałam aż mama przyjdzie i mi wytłumaczy, nauczy. A mama nie przychodziła i nie pokazywała. A ja się bałam cokolwiek próbować robić, bo jak bym cos zepsuła to byłaby wielka kara. W naszym domu nie wolno było popełniać błędów. Więc się bałam i czekałam na mamę a mama do tej pory nie przyszła i mnie nie nauczyła.

Uświadomiłam sobie że ja nadal czekam na mamę aż ona mi pomoże, bo ja nadal nie radzę sobie sama i nadal potrzebuję pomocy, nadal się boję bo nie wiem jak sobie poradzić. W związku z tym że nadal potrzebuję mamy, nie mogę się od niej oddzielić i zacząć żyć samodzielnie.

Po kilku godzinach przeżywania tamtych stanów, wyszłam z tego okresu ale samopoczucie nadal mi się nie zmieniło. Nadal cierpiałam a nawet cierpienia się zwiększały bo zaczynało mnie  łapać przeziębienie.
Boję się przeziębienia i bardzo go chciałam uniknąć a robiło mi się coraz zimniej i łapały mnie dreszcze. Zrobiłam sobie sesję oddechową ale nic się nie ujawniło. Po zakończeniu poczułam się  bardzo źle. Położyłam się i pomyślałam o tym jak bardzo cierpię. I wtedy przyszło mi uświadomienie. Przypomniałam sobie że bedąc malutka złożyłam sobie obietnicę że zawsze będę cierpieć, że zawsze będzie mi źle, że nigdy nie będzie mi dobrze dlatego że mama mnie nie chce. W młodości te zdania powtarzałam sobie bez końca, odnawiając w ten sposób tę obietnicę i ją utrwalając. A przyczyną były nieszczęścia które mnie wtedy spotykały i wobec których czułam się bezsilna. Widziałam że wobec złego losu jestem bezsilna i że moje życie zawsze będzie cierpieniem.

To było ważne uświadomienie powodów mojego cierpienia. Poczułam po nim ulgę a przeziębienie zaczęło się wycofywać. Za jakiś czas było już po przeziębieniu a ja poczułam się lepiej, wyszłam z tego stanu cierpienia. Cieszę się że mi się udało i już nie muszę cierpieć będąc przeziębiona.

Dzisiaj nadal czuję się źle, bo takie zmiany to kropla w morzu potrzeb, ponieważ cierpienia których doznałam są tak liczne jak gwiazdy na niebie i aby poczuć realną zmianę muszę zrobić bardzo dużo, całe mnóstwo uświadomień. 

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-12-07, 22:01:13 »
Dotarcie i uwolnienie głębszych wzorców odrzucenia to nie koniec pracy nad sobą, tylko początek budowania naprawdę pozytywnej samooceny w bliskich relacjach.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-14, 07:26:36 »
Mateusz
Doszłam do wniosku że widocznie nie byłeś ofiarą i dlatego nie rozumiesz tego co piszę.
Po prostu sam nie miałeś takich doświadczeń więc tego nie czujesz.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-13, 19:35:03 »
Jeszcze dopiszę, że człowiekiem nie kierują same emocje, czy to COŚ, jak jak piszesz, co go zmusza. Takie podejście z poziomu niższego jest po prostu ograniczeniem. Odbieram to jako sprowadzanie CAŁEJ MOCY DUCHOWEJ do jedne sfery, której rola jest zupełnie inna, niż dzierżenie władzy na człowiekiem.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-13, 19:12:58 »
Inga
Masz rację, tu chodzi o Twoje uczulenie, a nie o mój post.

Cytuj
Ci którzy obwiniają i pozostają w tym obwinianiu, z jakichś względów nie chcą lub nie potrafią zrozumieć że nie tędy droga prowadzi. I napominanie ich lub pouczanie żeby tego nie robili i tak nie da rezultatów, bo coś ich do tego zmusza.
Takie uogólnianie jak teraz walnęłaś nie jest prawdą. Tego nie wiesz, bo ludzie są różni i każdy, jak to ujęłaś, napominanie i pouczanie może inaczej przyjąć.
Ja mogę być tego przykładem, że się mylisz, bo wiele napomnień przyjąłem z wdzięcznością, bo nie musiałem uczyć się na własnych błędach.

Ja też mam prawo do wyrażenia swoich opinii i myśli mimo, że są NIEZGODNE z TWOIM ROZUMIENIEM dlatego ocenię teraz Twoje posty więc piszę:
Sama się zapędzasz w kozi róg. Najpierw piszesz o niepouczaniu a teraz mnie pouczasz i próbujesz traktować z góry.

Jak nie czujesz energii i intencji w tym, co napisałem, patrz mój post do  muszka91, a kierujesz się własnymi uprzedzeniami, to nie oceniaj mnie i tego co napisałem, bo się rozmijasz ... U mnie nie było nic z tych rzeczy, co piszesz. No ale chodzi przecież o to:
Cytuj
Ja tu doświadczyłam dużo pouczania mnie z pozycji mądrzejszego i dlatego teraz jestem na to bardzo uczulona.
a nie o to, co ja napisałem, a w dodatku nie do Ciebie.

To tylko tak w celu wyrażenia tego, co myslę bez tłumienia i powstrzymywania swoich myśli.

WojtekD

  • Wiadomości: 131
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-13, 13:49:27 »
Skoro tu tyle o obwinianiu się to zadam to pytanie też tu. Pytanie może głupie ale mam aktualnie mętlik w głowie i nie umiem sobie tego poukładać, czy wstyd to też obwinianie się?
Kaja

Wstydzimy się za to jacy jesteśmy, a obwiniamy za to co zrobiliśmy.

Przykładowo zrobiłem kawał bratu, w którym nie fortunie ucierpiał.
Mogę się obwiniać za spowodowanie wypadku lub inni mogą mnie o to oskarżać, zrodzi to poczucie winny - jestem czemuś lub komuś coś winien.

Po tym wszystkim mogę się tego wstydzić bo uwierzyłem że jestem np. nieodpowiedzialny, zły, ranie innych itp. - wstyd mi za siebie.

Czytałem tylko twój post, mam nadziej że pasuje do wątku.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-11-13, 13:16:53 »
Wstyd jest pośrednio związany z obwinianiem siebie - tyczy się czucia w jakiś sposób nie w porządku, czucia że jest się samemu nie w porządku

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-13, 13:08:06 »
Skoro tu tyle o obwinianiu się to zadam to pytanie też tu. Pytanie może głupie ale mam aktualnie mętlik w głowie i nie umiem sobie tego poukładać, czy wstyd to też obwinianie się?

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-11-13, 11:35:07 »
To juz wiem dlaczego hydrozagadka kojarzyla mi sie z Krolowa Sniegu:)))

:D

no cóż, kocham zimę, śnieg, mrozek, słońce, narty, lepienie bałwanów;) Cenię norweskie krajobrazy, uwielbiam wygląd Wysp Owczych, wielbię Islandię i tereny za kołem podbiegunowym ;)


Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-13, 10:52:15 »
Ja tu doświadczyłam dużo pouczania mnie z pozycji mądrzejszego i dlatego teraz jestem na to bardzo uczulona.

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-13, 09:55:49 »
Ingo dziękuję:) no ja muszę jeszcze popracować nad pewnością swoich poglądów, czasami wolę przemilczeć niż dawać do zrozumienia ,że już to wiem:) i lubię pytać nawet żeby sprawdzić czy ja myślę podobnie czy może myślę inaczej :)
Kurde teraz pracuję nad bezpieczeństwem i odezwała się stara zapomniana skolioza, od wczoraj łupie mnie kręgosłup. Ale będę konsekwentnie pracować aż do skutku. Dobrze,że nie jestem tym bólem ale chyba fizycznie przydałoby się poruszać chociażby pobiegać bo mięśnie pleców mam zaniedbane:)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-11-13, 07:35:38 »
Ci którzy obwiniają i pozostają w tym obwinianiu, z jakichś względów nie chcą lub nie potrafią zrozumieć że nie tędy droga prowadzi. I napominanie ich lub pouczanie żeby tego nie robili i tak nie da rezultatów, bo coś ich do tego zmusza. Natomiast uważam taką radę za zbędną w przypadku Muszki która jest bardzo świadoma , rozwija się i w dodatku jest po terapii, a dawanie jej takich rad to traktowanie jej jak dziecko.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-11-12, 21:14:16 »
Inga
Zrobiłaś własciwie. My chyba ciut inaczej rozumiemy słowo obwinianie. Ja miałem na mysli stały proces, który powoduje stagnację. Bo większość ludzi tak się zachowuje, obwinia i na tym etapie pozostaje. Jeśli obwiniają innych, wtedy są winni i koniec, a oni są w porządku. Jesli obwiniają siebie, to myślą że są do niczego i też na tym poprzestają. Tak się zdarza bardzo często, ja również miałem taki mechanizm. Nawet u rozwojowców tak się dzieje, że pś kamufluje nieprzyjemne sprawy i następuje samooszukiwanie się.
Natomiast jak jest to proces sięgający głębiej i prowadzący do rozwiązania problemu to jest OK, a w zasadzie o to właśnie chodzi. I jeszcze jak niektórzy potrzebują tego obwiniania, to niech sobie pozwalają, byleby nie był to ich sposób na życie.
Ja często robię sobie małą regresję i wtedy może wyjść przyczyna.

To jak co wyjaśniłaś jest OK.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-11-12, 19:37:29 »
To juz wiem dlaczego hydrozagadka kojarzyla mi sie z Krolowa Sniegu:)))