Nie odkryłam u siebie na razie lęku przed śmiercią, czy kolejną reinkarnacją. Może siedzi sobie głębiej. Bardziej jest to lęk przed utratą, brakiem kontroli tak ważnej części mnie jaką jest ciało, czy starzenie jako coś nad czym nie mam kontroli.
Mam takie poczucie straty czegoś co jest dla mnie bardzo cenne. Młode, sprawne, seksowne ciało. Można sobie wmawiać, że stare też piękne, ale ja w to nie wierzę:)
Poza tym chyba zwykle nie żyłam zbyt długo. Dla mojej pś ten wiek 31 lat to i tak jest już bardzo dużo. Starzenie się dla mnie to już nie jest życie.\
Niestety widzę jak zmienia się moja twarz, skóra jest mniej jędrna i bardzo mi się to nie podoba. Nawet gdzieś tam siwe włosy pojedyncze się pojawiły.
Nie umiem się pogodzić z byciem starą, nie sprawną i brzydką, nieatrakcyjną. To dla mnie takie nienaturalne, to porażka istnienia. Tyle przyjemności się wtedy traci:)
Jeszcze się w związku i seksie nie spełniłam, a mam się starzeć? Nie o to chodziło... I co znów kolejne wcielenie by się spełnić w tym w odpowiednio młodym wieku?
Obawiam się, że jeśli zaakceptuję swoje starzenie, to będzie to przyzwolenie sobie na starość, uznanie , że tak być musi, a co za tym idzie zacznę to kreować wg mojego przekonania.
Leszek
"Nie jesteś takie "wapno", jak Ci się wydaje

"
Dzięki. Staram się tak myśleć. Na szczęście otoczenie daje mi ciągle komunikaty, że wyglądam na 24 lata. Tyle miałam gdy zaczęłam się porządnie rozwijać. Więc jest to jakaś pociecha. Ludzie są zdziwieni jak mówię, że mam dziecko 9-o letnie.
Myślę, że gdybym była szczupła to wyglądałabym jeszcze młodziej.