Ja ostatnio pracuje z miłością do siebie. Początkowo zapaliłem sie bo chciałem dzięki niej uzdrowić swoje traumy. I napewno dobrze że otwieram sie na miłość do siebie bo to uniwersalne lekarstwo na wszystkie problemy, jednak na tapecie zamiast traum mam relacje z ludźmi. Na traumy chyba przyjdzie mi jeszcze poczekać. Wszystko we właściwym czasie.
Jeśli o relacje z ludźmi chodzi to cieszy mnie zmiana która zaszła w tym temacie. Mianowicie urwałem znajomość z jednym kolesiem który był lekko upośledzony umysłowo. Wszystko sie tak ułożyło że nasza stara paczka sie rozpadła i wielu ludzi sie od tego człowieka odwróciło, a ja zyskałem lepszych, wierniejszych kolegów którzy są bardziej ogarnięci, choć też u niektórych z nich widze pewne pomieszanie które blokuje dalesze pogłębianie relacji. Z tego względu mogą być mi "bliscy" tylko do pewnego poziomu.
Zauważam jak bardzo bardzo ważne jest pozbyć się negatywnych reakcji emocjonalnych na zachowania ludzi wobec nas, innymi słowy mieć gdzieś co o nas myślą. Walcze ze swoim skrępowaniem w towarzystwie, daje sobie wiecej szacunku jednak bardzo trudno mi to robić. Jestem na takim etapie przejściowym i otoczenie często odpowiada na moje prowokacje i próbuje mnie trzymać według starych wzorców gdy nie szanowałem siebie, gdy bardziej liczyło sie żeby inni czuli se dobrze niż ja sam. Teraz to ja stawiam swoje samopoczucie na pierwszym miejscu (staram sie). Są dni że się udaje, nie krępuje sie, otwieram sie a są dni że przegrywam po całej lini, kurcze sie w środku ze wstydu i lęku. Ale jade dalej, i staram sie wypierać to co negatywne.
Zauważam że nie da sie zrobić takiego płynnego przejścia między energią wstydu i lekkiego skrępowania do energii szanowania siebie, stawiania siebie na 1 miejscu. To całkowicie dwa rózne poziomy i między nimi jest przepaść.
Ciesze sie również z tego że czuje sie atrakcyjny, często powtarzałem sobie że jestem ładny i zajebisty. Wczoraj w pracy miałem zabawną sytuacje bo klientka u której pracowałem co chwila komplementowała mnie że jestem śliczny, że powinienem iść na modela, że sie marnuje. To było miłe i śmieszne zarazem

Niestety ciągle wstydze sie osob którym sie podobam. Krępuje mnie to, staram sie być lepszy niż jestem ale to też zostanie wyparte w miare otwierania sie na miłość do siebie.
A związki partnerskie to juz w ogóle katastrofa. Przyciągnołem sobie taką dziewczyne z którą ciągle są jakieś nie porozumienia, wzajemne ukrywane żale i pretensje. Chwile jest dobrze to którejś ze stron coś sie przypomni jakiś nie wyjaśniony żal z przeszłości i problem. W takich związkach jak byłem ja nawet obchodząc sie z partnerem jak z jajkiem są minimalne szanse na udany związek. Wzajemne zranienia z dzieciństwa, DDa i niska samoocena to poprostu bariery nie do przełamania żeby stworzyć udany związek. Szkoda tylko że tak ciągnie nawzajem do siebie