Mniej lub bardziej cały czas można się bać utraty miłości puki człowiek w sobie jej nie odkryje, nie podniesie samooceny. Boisz się puki nie uzupełnisz własnego zbiornika własnym uczuciem płynącym z kontaktu z własnym źródłem. Nikt nie może nic Ci zabrać tego, czym jesteś ponad czasem. Nie możesz stracić niczego, czym jesteś. Po prostu. To jest cel Seba, do tego punktu prędzej czy później każdy dojdzie i tą świadomość wskutek wewnętrznych zmian, zdobywa się w procesie, dłuższym. Uważam że na każdym poziomie warto to układać. Na emocjonalnym [ wiadomo] mentalnym [ wiedza psychologiczna czyli znajomość "jak to działa"] duchowym oraz fizycznym jako zwieńczenie.
Są osoby które nie dostały miłości w dzieciństwie i szarpią się nadal o nią, walczą, próbują dziecięcymi rączkami zaczerpnąć tego, i to jest normalne w takiej sytuacji. Tak jak rodzic daje to małemu dziecku, tak w dorosłym wieku już tego nikt nie da, bo czas na to już był, i inny wymiar i cel miała ta energia, teraz to co można zrobić to stać się własnym rodzicem, mądrym rodzicem, kochającym rodzicem, tych części, które nie zaznały tej beztroski za młodu która jest po to by być autentycznym by poznać siebie i czuć się bezpiecznie ze swoją autentycznością, otwartością
Tracisz "miłość" bo jeszcze jej nie odkryłeś w pełni. Gdy ją odkryjesz, będziesz wiedział, że nie można jej stracić bo ona to Ty Seba. A ludzie przychodzą i odchodzą..i przychodzą

i odchodzą

Może nie udzialiłam konkretnej rady, ale to co wyrzej, też jest istotne

Ps, ona wcale nie musiała pomylić numeru...ale.. to nic nie zmienia tak naprawdę