Lilliole
Ja bym powiedział, że jak ktoś ma niepoukładany dół i wchodzi w wyższe wibracje górą to może wpaść w pułapkę dobrego samopoczucia polegającą na tym, że czujemy się na swój sposób dobrze mimo, że źle się dzieje w naszym życiu i z tego powodu ignorujemy pewne sprawy, które po czasie potrafią się boleśnie odezwać. Bo można doświadczać ekstaz duchowych mając totalne porycie w kwestiach czysto materialnych - niektórzy ludzie mając takie kijowe życie, tym bardziej uciekają w duchowe doświadczenia, szukając w tym odpoczynku od "życia" i rozwiązania problemów, a rozwiązania nie przychodzą.
Dużo jest takich odlecianych osób w kręgach rozwojowych - fajne doświadczenia, otwarte serduszka, jest miło i duchowo, ale materia leży, kwiczy i pochrumkuje żałośnie. Często się nie rusza dołu wystarczająco dobrze, bo tam są trudne tematy - wszelkiego rodzaju lęki, poczucie winy, wstyd - takie najbardziej podstawowe i pierwotne problemy, jakie mamy ze sobą. Tu nie chodzi tylko o stosunek do materii samej w sobie (niektórzy upatrują przyczyny swoich problemów z dolnymi czakrami w stosunku do materii, a to duże uproszczenie i często tylko pewna część prawdy).
Pozwolę sobie na pewne uproszczenie, warte przemyślenia. Jeśli chodzi o czakry - im wyżej patrzymy, tym bardziej zbliżamy się ku Bogu, im niżej tym bardziej wgłębiamy się w siebie. Odkrywanie Boga wydaje się atrakcyjniejsze, zapewnia więcej niesamowitych i niezapomnianych doświadczeń, naprawdę pięknych i przeszywających duszę na wskroś. Zaś odkrywanie dołu dla przeciętnego Kowalskiego z wzorcami DDA to wpierw taplanie się w szambie własnej przeszłości, to spojrzenie w oczy największym lękom, spotkanie się z najciemniejszymi zakamarkami swojej osobowości. Uzdrawianie dołu to poczucie swoich najgorszych lęków, to integracja z najbardziej popieprzonymi częściami nas - to przyznanie, że jestem zboczony, mściwy, zawistny, okrutny, chamski, strachliwy czy nieporadny. To przyznanie się do tego, że miało się ochotę komuś skopać dupę, zemścić na kimś, zabić kogoś czy myślało się o tym, jakby to było poniżyć konkretną osobę.
Dół skrywa najgorsze, najmniej przyjemne i najbardziej prymitywne iluzje na nasz temat. Bojąc się konfrontacji z tymi iluzjami, blokujemy dół i uciekamy w górę, to do tego pięknego, delikatnego, cudownego Boga. Ten cały bagaż jednak jest jak kotwica, która będzie ciągnąć w dół tak długo, aż się nią nie zajmiemy.
Można więc śnić piękne sny o oświeceniu, można robić plany na 10 żyć do przodu, można snuć setki duchowych teorii na każdy temat, można czuć się zbyt mądrym i uduchowionym, żeby babrać się we własnym szambie popieprzenia, ale to będzie miało swoje bolesne konsekwencje. Można się unieść wysoko ku niebu, ale kosmiczna rakietka od tenisa wbije nas z powrotem w glebę i pozbieranie się już nie będzie zbyt przyjemne.