Od niedawna pracuje z tematem poczucia wlasnej wartosci, bo za cokolwiek sie wczesniej zabieralam, "sprowadzalo mnie " niemilosiernie do tego ze mam zanizona samoocene. Wiec teraz postanowilam wziac sie za to jako za fundament moich bolaczek. I co, wywala mi strasznie, potwornie wrecz. Jestem zle traktowana, inni sprawiaja mi przykrosci rozne. Az oczy robie. No, cierpie strasznie, boli mnie to. Wiem ze nie przerwe pracy z afirmacjami, ani w ogole pracy nad soba w tym temacie, ale co tu zrobic z "napastnikami"? pozwolic sobie dowalac ( nawet w zartach to sie odbywa ) przyjmujac to wylacznie jako potwierdzenie ze pracuje nad dobrym tematem i cieszyc sie z tego, ze "cos sie ruszylo", ze ps reaguje, i odplacac usmiechem i totalnym zlewem na przykrosci zadawane przez innych ( a wiedziec swoje, ze mimo to kocham siebie ) czy sie bronic ewidentnie, wchodzic w konflikt. Niewchodzenie w konflikt z jednej strony pozwala mi zachowac " czystosc energetyczna" ale z drugiej strony daje fory atakujacemu ze moze tak ze mna robic i stawia mnie w roli ofiary, bo ja nie reaguje.