Nie pracowałem dużo z afirmacjami, jakoś nie potrafiłem, czułem, że to jest takie wciskanie czegoś na siłę, walka z sobą. Jednak według mnie pozytyw jest taki, że afirmacje poruszają różne treści, wzorce itd. i to wypływa w świadomość. Wtedy może nastąpić oczyszczenie. Złe stosowanie afirmacji to takie, gdy walczy się z tymi wychodzącymi treściami, żeby je na silę zmienić, przeprogramować itd. One sobie wychodzą z podświadomości, żeby wyjść i odpaść od nas. Ale często, mam takie wrażenie, ludzie walczą z tym afirmacjami, żeby ten syf w sobie zniszczyć, przeprogramować na pozytywy itd. <--- (napisałem tutaj syf specjalnie, bo niektórzy tego słowa używają do tego, co wychodzi, co jest, obciążeń itd.)
Według mnie pozytywne myślenie pojawia się samo, jest naturalne. Nie trzeba go kreować itd. Pojawia się na skutek właśnie uwalniania od przywiązania do różnych rzeczy, które blokują to, np. nawet do bycia w takiej pętli nieustannego okłamywania siebie pozytywnymi myślami.
Nie trzeba siebie programować. Po co robić z siebie biorobota? Czy programujemy też, jak ma bić serce? Czy jak ma działać mózg? Jeżeli nie, to po co programować, jak mają działać emocje czy umysł? Raczej trzeba uwalniać się od wszystkich programów. Bo to wszystko sztuczne i według mnie takie rzeczy po prostu blokują naturalne programy, jak coś ma działać, naturalne funkcje czy ciała fizycznego, czy wyższych.