Autor Wątek: Oświecenie  (Przeczytany 105739 razy)

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-08-06, 15:08:25 »
[...]

Ale, jeżeli tak bardzo zależy nam na kontroli, może by tak zacząć kontrolować serce, jak ma bić? Kto z Was wie, jak ono ma właściwie bić? Jakie jest poprawne, doskonałe bicie serca? :) Zajmujemy się kontrolą myśli, emocji itd., ale dlaczego nie kontrolą, jak ma działać serce, czy mózg?
słyszałam że jogini potrafią kontrolować niektóre funkcje ciała więc już takie próby były prowadzone :)

Martinus

  • Wiadomości: 313
  • Płeć: Mężczyzna
    • Terapia Duszy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-06, 15:05:36 »
Programowanie może też wynikać z potrzeby kontrolowania siebie i swojej przyszłośći co jest efektem braku zaufania do tego że samo z siebie może iśc we włąściwym kierunku a my nie musimy nad tym panować. Braku wiary w to że naturalnie idziemy w górę i tylko trzeba na to pozwalać, uwalniać się od zapór.

Tak, zgadzam się. To jest takie np... leży sobie książka sama na stole. Nie trzeba jej w tym pomagać. Ale taka właśnie kontrola, za pomocą między innymi tego programowania, sprawia, że kładziemy swoją dłoń na tej książkę i dzięki temu tkwimy w przekonaniu, że to dzięki nam ta książka nie spada ze stołu. Tak działa ego, nasza sztuczna tożsamość. Coś się samo dzieje, ale ego tkwi w iluzji, że to ono tym kieruje, zarządza itd. Są jakieś naturalne funkcje ciała itd., ale nie, my musimy zablokować je swoimi własnymi, żeby mieć poczucie, że to my kontrolujemy, bo gdzieś tam boimy się tego, co naturalne, co boskie w nas itd.

Ale, jeżeli tak bardzo zależy nam na kontroli, może by tak zacząć kontrolować serce, jak ma bić? Kto z Was wie, jak ono ma właściwie bić? Jakie jest poprawne, doskonałe bicie serca? :) Zajmujemy się kontrolą myśli, emocji itd., ale dlaczego nie kontrolą, jak ma działać serce, czy mózg?

Jeszcze dodam. Zauważyłem u siebie, że kontrola polega na naginaniu rzeczywistości do moich wyobrażeń, jak powinno być najlepiej. I wydaje się, że to jest OK. Ale, gdy np. popatrzę sobie na swoje serce, czy mózg, to już się nie sprawdza. Nie wiem, jak ma bić właściwie moje serce, ono samo sobie wie. Więc może jest i tak z moim życiem? Moim umysłem i emocjami? Może warto puszczać kontrolę i dawać się wciągać w naturalność rzeczywistości. Ufać.
« Ostatnia zmiana: 2014-08-06, 15:09:34 wysłana przez Martinus »

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-08-06, 14:37:27 »
fajna dyskusja :) dużo dzięki wam do mnie dotarło, min. to że

jeśli afirmacje komuś służą do walki z "syfem w sobie" i projektowaniem sobie "nowej lepszej  osobowości" to potem nie dziw że takie osoby w innych tylko syf widzą i boję się zakażenia bo to jednak sztuczna osobowość a nie prawdziwa boska natura a wszystko co sztuczne szybko się zużywa albo trzeba to nieustannie reperować aby trwało a boska natura jest niezniszczalna 

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-08-06, 14:36:16 »
 Programowanie może też wynikać z potrzeby kontrolowania siebie i swojej przyszłośći co jest efektem braku zaufania do tego że samo z siebie może iśc we włąściwym kierunku a my nie musimy nad tym panować. Braku wiary w to że naturalnie idziemy w górę i tylko trzeba na to pozwalać, uwalniać się od zapór.

Martinus

  • Wiadomości: 313
  • Płeć: Mężczyzna
    • Terapia Duszy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-06, 14:00:52 »
Nie pracowałem dużo z afirmacjami, jakoś nie potrafiłem, czułem, że to jest takie wciskanie czegoś na siłę, walka z sobą. Jednak według mnie pozytyw jest taki, że afirmacje poruszają różne treści, wzorce itd. i to wypływa w świadomość. Wtedy może nastąpić oczyszczenie. Złe stosowanie afirmacji to takie, gdy walczy się z tymi wychodzącymi treściami, żeby je na silę zmienić, przeprogramować itd. One sobie wychodzą z podświadomości, żeby wyjść i odpaść od nas. Ale często, mam takie wrażenie, ludzie walczą z tym afirmacjami, żeby ten syf w sobie zniszczyć, przeprogramować na pozytywy itd. <--- (napisałem tutaj syf specjalnie, bo niektórzy tego słowa używają do tego, co wychodzi, co jest, obciążeń itd.)

Według mnie pozytywne myślenie pojawia się samo, jest naturalne. Nie trzeba go kreować itd. Pojawia się na skutek właśnie uwalniania od przywiązania do różnych rzeczy, które blokują to, np. nawet do bycia w takiej pętli nieustannego okłamywania siebie pozytywnymi myślami.

Nie trzeba siebie programować. Po co robić z siebie biorobota? Czy programujemy też, jak ma bić serce? Czy jak ma działać mózg? Jeżeli nie, to po co programować, jak mają działać emocje czy umysł? Raczej trzeba uwalniać się od wszystkich programów. Bo to wszystko sztuczne i według mnie takie rzeczy po prostu blokują naturalne programy, jak coś ma działać, naturalne funkcje czy ciała fizycznego, czy wyższych.


« Ostatnia zmiana: 2014-08-06, 14:08:17 wysłana przez Martinus »

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-06, 13:29:16 »
Ja ostatnio jeżeli pracuję z afirmacjami to są to głównie afirmacje zaczynające się od Uwalniam się... i Otwieram się na....
Uwalniam się od tego co mi przychodzi w inspiracji z WJ - że jest niekorzystne, a otwieram się na to co mi przychodzi, że jest korzystne dla mnie.

matek

  • Gość
[#]   « 2014-08-06, 13:10:27 »
Bezrefleksyjnym wpieprzaniem w glowe tzw. "pozytywow" nie jestem. Ale z drugiej strony "pozytywne myslenie" moze byc po prostu przypominaniem sobie prawdy.

Naprzyklad, czujesz sie zle i niekochany, mozesz powiedziec sobie "Bog mnie kocha". Jesli sprawi, ze poczujesz sie lepiej, to dlatego, ze przypomniales sobie prawde. Nic nie dobudowujesz do siebie, najzwyczajniej w swiecie przypominasz sobie prawde.

Nie wydaje mi sie, zeby mlotkowe powtarzanie tego w kolko mialo wielki sens, ale dlaczego nie sprobowac powiedziec tego sobie raz, pare razy, i obserwowac reakcje?

Co innego powtarzanie sobie powiedzmy, ze jestem szczupla blondynka z duzym biustem, albo zbawicielem swiata:)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-08-06, 13:08:02 »
Praca z pozytywami jest u wielu ludzi najkorzystniejsza przynajmniej na niektórych etapach rozwoju. Ja miałem tak, że po jednym wglądzie mi się wydawało, że pozytywy są zbędne, bo czułem je jako sztuczne struktury osłaniające Prawdziwego Mnie. Gadałem wtedy rzeczy podobne do tego co widziałem u Milarepy "szczęście jest w miejscu, do którego nie da się dojść" itp itd. Ale pojawiało się też czasem coś co mnie niepokoiło, było dziwnie... I wtedy pojawił się Opiekun Duchowy z całą swoją Władzą, Prawdzą i Mocą. Umysł mi całkiem wyłączyło, siedziałem jak na tureckim kazaniu (trwało to z 4 sekundy). On powiedział tylko  "AFIRMACJE". Kiedy już odszedł i mój umysł wrócił - pierwsze co powiedział " A mrówka na to - NIEMOŻLWIE" :-))
Ale wiedziałem już, że afirmacje będą mi potrzebne, bo Jego siła przekonywania jest po prostu niesamowita. Potem zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę niewiele wiedziałem o tym, co się kryje głębiej w mojej podświadomości i że tego wglądu doświadczałem na dość płytkim poziomie świadomości i bez oczyszczenia reszty brnąłem w bagno nawet sobie tego nie uświadamiając za bardzo. Nie wiedziałem też do końca jak funkcjonuje umysł i jaka praktyka w związku z tym jest dla mnie najlepsza na wtedy

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-06, 12:54:14 »
Sporo ostatnio pracuję metodą Danieli Czarskiej - Dekodyką. I tam też nie ma czegoś takiego jak napełnianie pozytywami. Tylko uwalnianie od wkodowanych mechanizmów, które nie sa nami samymi. I świetnie to działa. Początkowo nie bardzo wierzyłam w skuteczność takiej metody, ale teraz jestem zachwycona.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-06, 12:45:26 »
Oczywista oczywistość, jesteśmy królowymi i królami przebranymi za żebraków, wystarczy przestać wierzyć negatywnym wzorcom i przekonaniom i "Vouala", okazuje się, że mamy już wszystko.

Martinus

  • Wiadomości: 313
  • Płeć: Mężczyzna
    • Terapia Duszy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-06, 12:33:24 »
Ja też nie daję sobie pozytywów, bo pozytywy są u podstawy mnie. Wystarczy przejść przez piekiełko w sobie, żeby wciągnęło w siebie niebo. Dawanie pozytywów to dawanie sobie substytutów tego, co już jest w środku, czym jesteśmy. To tak naprawdę okłamywanie siebie, dawanie sobie kolejnego kłamstwa, brak autentyczności siebie. Dla niektórych jest to dobre, którzy chcą tylko, żeby przestało boleć, którzy nie chcą obudzenia itd. Ale Ci, co chcą w końcu wyjść z iluzji w rzeczywistość siebie, według mnie, nie pomoże, a nawet zaszkodzi.

U podstawy siebie jesteśmy megapozytywami. Wszelkie dawanie sobie pozytywów, zaprzecza temu i tkwi się w iluzji, że u podstawy się tego nie ma. Tak naprawdę odcina się siebie wtedy od wejścia świadomością w te rzeczywiste pozytywy w sobie.

Takie jest moje zdanie na dzisiaj.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-06, 10:57:29 »
Każdy ma w sobie miłość już teraz. W ogóle ta cała praca nad sobą  to jest odkrywanie swojego piękna a nie tworzenie go.

Też tak uważam. Trafiłaś w samo sedno :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-08-06, 10:51:40 »
Tak, bo miłość jest głebiej, przykryta tymi brudami i cierpieniami. I trzeba ją spod nich odkrywac aby do niej dotrzeć. Każdy ma w sobie miłość już teraz.
W ogóle ta cała praca nad sobą  to jest odkrywanie swojego piękna a nie tworzenie go.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-08-06, 10:48:34 »
Tak sobie myślę, że jeżeli Bóg jest miłością i stworzył świat z miłością, radością i z miłości to po uwolnieniu z syfów i zaślepień powinna się wyłonić miłość. I może niekoniecznie trzeba napełniać się np miłością  - bo ona po prostu jest. Jeżeli komuś pasuje napełnianie się pozytywami to niech tak robi, a jeżeli ktos nie potrzebuje to też jest ok.

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-08-06, 10:43:23 »
Wcale nie pionierska tylko zwykła metoda stosowana w terapii.
Na tym polega praca z emocjami.
Zamiast budować zasłony, wchodzi się w to co trudne i bolesne i wynosi na światło dzienne.
« Ostatnia zmiana: 2014-08-06, 10:47:22 wysłana przez Inga »